Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

Przemysław Saczywko: My już ten sezon wygraliśmy

PLK | 25.05.2016 20:43

- Uważam, że w serii będzie bardzo trudno, więc pozwoliliśmy sobie już na świętowanie, po wygranej z Anwilem Włocławek. Prawda jest taka, że my już ten sezon wygraliśmy. Teraz to Stelmet BC musi, ale my broni nie składamy - mówi prezes Rosy Przemysław Saczywko w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Prezes Rosy nie zaklina rzeczywistości, szczerze mówi to, o czym wszyscy wiedzą. - Trzeba mieć świadomość, że Stelmet BC to drużyna euroligowa, która została zbudowana za zupełnie inne pieniądze. Jest tam ogromna głębia składu. My, nie ujmując nic naszym chłopakom, musieliśmy się wznieść na wyżyny swoich umiejętności, aby z nimi wygrać - mówi Przemysław Saczywko w rozmowie ze Sportowymi Faktami.

Szczerość prezesa Rosy jest godna odnotowania, także jeśli chodzi o jego zdanie na temat przepisu o Polakach. - Dla mnie przepis o dwóch Polakach na parkiecie jest świetny. W ogóle bym tego nie zmieniał. Stawianie na naszych zawodników powinno być rzeczą naturalną. Zamiast napełniać kieszenie obcokrajowców, wolę, żeby Polacy się rozwinęli.

Co z przepłacaniem polskich zawodników, którzy wykorzystują sztuczny popyt na swoją obecność w ekstraklasowych zespołach? - Wolę zapłacić 10 tysięcy więcej Polakowi, bo on zostawi później te pieniądze w naszym kraju. To Polak tutaj kupi mieszkanie, samochód, zatankuje, czy zje obiad. Obcokrajowcy przyjeżdżają tutaj na saksy. Jedzą głównie w fast foodach i wydają kasę na zewnątrz - mówi Saczywko.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. A. Romański/Plk.pl
 

Gwiazdy Rosy w Stelmecie? Najwyżej jako zmiennicy

PLK | 25.05.2016 20:19

Przy okazji zbliżającego się finału PLK zastanawiamy się, którzy gracze debiutującej w grze o złoto Rosy, mogliby znaleźć sobie miejsce w drużynie wielkiego faworyta. Rozważania ograniczyły się do czterech nazwisk.

1. Michał Sokołowski. 24-letni skrzydłowy rozgrywa życiowy sezon i byłby świetnym zmiennikiem dla Mateusza Ponitki. A kto wie, może w formie z półfinału z Anwilem, rzuciłby wyzwanie reprezentantowi Polski w walce o miejsce w piątce? Sokołowski, ze swoim szalonym, momentami, stylem gry, nie do końca pasowałby do zdyscyplinowanej koszykówki Saso Filipovskiego, ale z drugiej uczyniłby ją bardziej nieprzewidywalną, zaskakującą. Ale to już jest gracz, który dobrze gra dla zespołu oraz dobrze i chętnie broni. W obecnym Stelmecie byłby lepszym zmiennikiem niż Karol Gruszecki.

2. Igor Zajcew. Ukraiński silny skrzydłowy czy też środkowy, to trochę taka ukryta broń Rosy, drużyny, której liderami są obwodowi. Zajcew niczym nie olśniewa, ale w wielu elementach jest dobry - jak trzeba, to rozciągnie grę, trafi za 3, ale może też minąć z obwodu i skończyć akcję wsadem, walczyć na deskach, zaliczać bloki. Do wszechstronności dochodzi doświadczenie i dobrej odnajdywanie się w drugoplanowej roli - Ukrainiec nie robi nic na siłę, nie domaga się piłki, raczej wykorzystuje okazje, które dostaje. Byłby lepszym zmiennikiem w formacji podkoszowej niż Szymon Szewczyk, choć trzeba przyznać, że weteran Stelmetu też ma dobry sezon. Zajcew - trochę lepszy.

3. C.J. Harris. Nie można przejść obojętnie obok strzelca wyborowego, nawet jeśli ten gra ostatnio słabiej, m.in. ze względu na kontuzję. Ciekawe, jak Amerykanin odnalazłby się w zdyscyplinowanej grze Stelmetu, jak rywalizowałby o miejsce na „dwójce” z Przemysławem Zamojskim i Łukaszem Koszarkiem, który też grywa na tej pozycji. Od Zamojskiego Harris jest słabszy fizycznie, jego presja w obronie jest mniej odczuwalna, z kolei w porównaniu do Koszarka brakuje mu umiejętności rozgrywania, Amerykanin to typowy, choć wszechstronny strzelec. Pasowałby to rozszerzonej do czterech graczy rotacji na obwodzie.

4. Torey Thomas. Wspominamy o rozgrywającym Rosy nieco z urzędu i tylko po to, by napisać, że takiego gracza Stelmetowi jednak nie potrzeba. Koszarek to ligowa instytucja na pozycji rozgrywającego - to gwiazda, która ma szacunek u sędziów i rywali, to gracz z ogromnym doświadczeniem i, co w PLK ważne, polskim paszportem. Na Thomasa nie wymienilibyśmy go absolutnie. Podobnie zresztą jak Dee Bosta, który w roli drugiej „jedynki” spełnia się świetnie, daje drużynie kopa z ławki, bo gra dynamicznie i skutecznie. Bost to jeden z najbardziej niedocenianych graczy ligi - w każdym zespole mógłby być liderem.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. A. Romański/Plk.pl

Stelmet zmiażdży czy Rosa powalczy?

PLK | 25.05.2016 13:55

Czy Rosa może być jak Oklahoma i sprawić wielką niespodziankę w meczach ze zdecydowanym faworytem? W zapowiedzi finału PLK podajemy 5 okoliczności, które muszą się zdarzyć, aby seria ze Stelmetem była wyrównana.

Rosa Radom to drugi zespół rundy zasadniczej, wygrała ze Stelmetem finał Pucharu Polski, w playoff zanotowała dotąd tylko jedną porażkę i w pięknym stylu wyeliminowała Anwil Włocławek – dwukrotnie wygrywając w Hali Mistrzów. Do tego (2:2 w tym sezonie) wyraźnie potrafi grać z zespołem z Zielonej Góry, zwłaszcza poza halą CRS. Jednocześnie większość ekspertów oraz bukmacherzy stawiają na pewną wygraną Stelmetu. Dlaczego?

Prawda jest taka, że zajęty rozgrywkami europejskimi (najpierw Euroliga, potem EuroCup) na zdecydowanie wyższym poziomie niż PLK, Stelmet nie angażował się na 100 % na ligowym podwórku. Tymczasem kadrowo, szkoleniowo, finansowo, organizacyjnie jest to klub znacznie w tym momencie przewyższający konkurencję w Polsce.

Czy to oznacza, że finał jest rozstrzygnięty? Zdecydowanie nie! To jest sport, a dobry wzorzec widzimy teraz choćby w NBA, gdzie Oklahoma City Thunder już wyeliminowali jednych zdecydowanych faworytów (San Antonio) i są na dobrej drodze, aby wyeliminować kolejnych (Golden State).
Jakie okoliczności muszą wystąpić, by Rosa nawiązała wyrównaną walkę?

1. Do intensywności fizycznej, która dała dominację nad Anwilem dołożyć skuteczność w rzutach z dystansu – kluczowej broni ofensywnej Rosy. Radomianom czasem wpada, a czasem nie. Aby myśleć o sukcesach z mistrzem, wpadać musi. Także np. Thoreyowi Thomasowi, który w serii z Anwilem zanotował straszne 5-27 z dystansu.

2. Optymalna forma liderów – do szalejącego ostatnio Michała Sokołowskiego, dołączyć musi CJ Harris, najlepszy zawodnik Rosy w meczach ze Stelmetem.

3. Dobra obrona pod koszem - zmuszenie w konsekwencji Stelmetu do jak najczęstszych rzutów z dystansu nie musi oznaczać sukcesu (ma kto tam przecież trafiać), ale zwiększa szanse powodzenia. W wygranym przez Rosę finale Pucharu Polski zielonogórzanie oddali aż 34 rzuty za 3 punkty, trafiając tylko 6 (17%). Łukasz Koszarek miał 0/7, a Mateusz Ponitka 0/6 z takich prób.

4. Przekonać Zajcewa do gry pod koszem – o Rosie mówi się często, że nie posiada zawodników stanowiących zagrożenie pod obręczą, ale w serii z Anwilem Zajcew (i momentami nawet Adams!) potrafili się odnaleźć i choćby łapać faule wysokich rywala. Im wszechstronniej zagrają radomianie, tym ich szanse będą wyższe.

5. Liczyć na nonszalancję Stelmetu – oczywiście jest to finał i prawdopodobnie nie nastąpi, ale przecież w półfinale (zwłaszcza w pierwszym meczu) w hali CRS Enerdze Czarnym pozwolono na naprawdę dużo i niewiele brakowało, aby niedbała gra gospodarzy zakończyła się niespodzianką. Stelmet też wie, że na papierze jest wyraźnie lepszy, a to 100-procentowej mobilizacji nie ułatwia. Wygranie jednego meczu w Zielonej Górze pozwoliłoby rozkręcić tę serię na dobre.

Typ PolskiKosz.pl: Stelmet 4:1

Terminarz meczów finałowych (transmisje w Polsacie Sport News):

mecz 1: Stelmet  – Rosa, czwartek, 26 maja, godz. 20.00
mecz 2: Stelmet – Rosa, sobota, 28 maja, godz. 20.00
mecz 3: Rosa – Stelmet, wtorek, 31 maja, godz. 20.00 
mecz 4: Rosa – Stelmet, czwartek, 2 czerwca, godz. 20.00
ew. mecz 5: Stelmet – Rosa, poniedziałek, 6 czerwca, godz. 20.00,
ew. mecz 6: Rosa – Stelmet, środa, 8 czerwca, godz. 20.00,
ew. mecz 7: Stelmet – Rosa, piątek, 10 czerwca, godz. 17.00.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. A. Romański, plk.pl)

Draymond Green – BALLS don’t lie

NBA | 25.05.2016 09:28

Fatalna postawa gracza, który spinał grę całego zespołu Warriors w ataku i obronie to jeden z głównych powodów olbrzymich kłopotów mistrza NBA w serii z Thunder.

Draymond Green zagrał beznadziejnie już w meczu numer 3 – także zresztą przegranym przez Warriors. Trafił 1 z 9 rzutów z gry i miał 4 straty. Frustrację wyładował na Stevenie Adamsie, niesławnym kopniakiem w krocze, za który zdaniem wielu obserwatorów powinien zostać zawieszony przez NBA. Nie został, wystąpił również w czwartym meczu i… był równie beznadziejny. A może nawet bardziej.

„Byłoby lepiej dla Warriors, gdyby liga go jednak zdyskwalifikowała" – szydzono powszechnie na twitterze w trakcie trwania spotkania. Kluczowy zawodnik Warriors kompletnie się znów pogubił i zagrał drugi z rzędu fatalny mecz. Tym razem miał aż 6 strat, trafił tylko 1 z 7 rzutów, a jego statystyka +/1 to fatalne -30.

Wiem, że energia całego zespołu zależy od mojej energii, a ja dziś na boisku byłem straszny. Muszę w końcu odpowiedzieć na krytykę – Green tradycyjnie po meczu brał winę za wysoką porażkę 94:118 na siebie, ale akurat w serii z Thunder zwykle kończy się tylko na jego gadaniu.

Sprawiedliwość po żenującym zachowaniu dopadła Greena, ale z niemocą w ostatnich meczach zmaga się również największa gwiazda Warriors, MVP sezonu Steph Curry. W czwartym meczu zaczął od fatalnej pierwszej kwarty (1-7), a potem – identycznie ja Green – zakończył mecz z 6 stratami. Trafił tylko niespotykane 6 z 20 rzutów - Nie dokucza mu już żadna kontuzja. Po prostu każdemu zawodnikowi, nawet najlepszemu na świecie, zdarza się gorszy dzień – tłumaczył Steve Kerr. Warriors mają zatem pecha, że akurat w takim momencie…

Bez Curry’ego i bez Greena w ich normalnej, rewelacyjnej formie Warriors nie mają szans na powrót ze stanu 1:3 z rozpędzonymi Thunder. Czasu na wyjście z dołka jest rekordowo niewiele. Czy jakimś cudem potwierdzi się jeszcze stara teoria o tym, że nigdy przedwcześnie nie można lekceważyć serca mistrza?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot Wikimedia Commons)

Naszym zdaniem

Thunder - tylko jeden mecz od finału NBA!

NBA | 25.05.2016 08:49

Russell Westbrook – maszyna nie do zdarcia. Na jego 36 punktów i triple-double Warriors znów nie mieli odpowiedzi. Oklahoma rozbiła mistrzów 118:94 i w finale Zachodu prowadzi już 3:1.

Lada chwila możemy być świadkami jednej z największych sensacji w historii NBA – Warriors, drużyna, która w trakcie sezonu regularnego pobiła wszelkie rekordy, w tym zanotowała niezwykły bilans zwycięstw 73-9, stoi nad przepaścią i z meczu na mecz wygląda coraz gorzej. Jak to możliwe?

Na tle Warriors niemal wszyscy gracze Thunder stali się… Russellami Westbrookami. Wyglądają na bardziej atletycznych i bardziej zdeterminowanych od zawodników Golden State. Wyszli na ten mecz z taką pasją, że goście już w pierwszej kwarcie zanotowali 7 strat i złapali wiele fauli, które potem wpłynęły na jakość ich gry w obronie.

To był jeszcze jeden niezwykły mecz niezwykłego zawodnika, jakim jest Westbrook. Już do przerwy miał na koncie 29 punktów i 9 asyst, a skończył spotkanie z pięknymi statystykami 36 punktów, 11 zbiórek i 11 asyst. Thunder rozgromili rywala, choć wcale nie najlepiej rzucało się drugiemu z ich liderów. Kevin Durant na punkty zamienił tylko 8 z 24 rzutów, ale i tak 26 oczek uzbierał, trafiając też jeden z ważniejszych rzutów w całym meczu, trójkę w czwartej kwarcie.

Co zrobiło różnicę? Nieoczekiwanie to Thunder potrafili wycisnąć maksa ze swoich zawodników drugiego planu. Rewelacyjny mecz akurat w takim momencie zagrał Andre Roberson (17 pkt., 12 zbiórek), ważnym elementem także ataku był Serge Ibaka, znów coś dorzucił Dion Waiters.

Tymczasem u gości, przy fatalnym dniu Stepha Curry’ego, nie pojawił się nikt, kto mógł go zastąpić – Barnes i Iguodala nie są w tej serii za bardzo wykorzystywani w ataku Warriors. Znów kompletnie zawiódł negatywny bohater serii Draymond Green (1-7 z gry, 6 strat). Przebłysk geniuszu pokazał Klay Thompson, rzucając w trzeciej kwarcie 19 punktów z rzędu i niemal w pojedynkę odrabiając straty, ale także on dodał do tego niewiele więcej, cierpiąc na ławce za faule łapane na niesamowitym Wesbrooku.

Oczywiście, rywalizacja jeszcze się nie skończyła, a taki zespół jak Golden State jest w stanie wygrać 3 mecze z rzędu. Jednak obraz gry na boisku jest taki, że bardzo trudno sobie wyobrazić, iż rozpędzeni Thunder roztrwonią przewagę 3:1. Następny, piąty mecz odbędzie się w Oakland, w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Czy katastrofa mistrzów stanie się faktem?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot Wikimedia Commons)

 

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki

DeMare DeRozan – dzień przed meczem rzucał do 1 w nocy!

NBA | 24.05.2016 18:31

Jeden z liderów Toronto Raptors w tych playoff z meczu na mecz gra coraz lepiej i coraz skuteczniej. Niewiele osób wie, że to efekt tytanicznej pracy.

Czwarty mecz serii Raptors – Cavs, zwycięski dla drużyny z Kanady (jest 2:2), był koncertem dwóch aktorów. Kyle Lowry zdobył 35 punktów, a DeMare DeRozan był równie znakomity – dodał 32 oczka, przy świetnej skuteczności z gry 14-23 (61%), z czym przecież tak często w tym sezonie miewał problemy.

Jaka jest tajemnica rewelacyjnego występu strzelca Raptors? Jak podaje serwis Cleveland.com, koszykarz dzień przed tym spotkaniem, spodziewając się twardej obrony LeBrona Jamesa, postanowił zrobić sobie nadzwyczajny trening strzelecki. Oddanie 1000 rzutów zajęło mu ok. 2.5 godziny i skończyło się ok. 1 w nocy.

- Potrzebowałem znaleźć swój rytm. To, że potrafisz tańczyć, wcale nie oznacza jeszcze, że nie powinieneś regularnie trenować nowych kroków – podsumował poetycko, pytany przez dziennikarzy o ten dodatkowy trening.

W trwającej serii z Cavs DeRozan zdobywa średnio 26 punktów na spotkanie, w obu meczach w Toronto rzucił po 32 punkty. Jego skuteczność z gry w finale Wschodu wynosi doskonałe 55%. W sezonie zasadniczym było to 44.6%. Teraz wiecie, skąd się to bierze…

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

fot. (wikimedia commons)

Marcin Gortat na rybach. Dosłownie!

NBA | 24.05.2016 17:49

Środkowy Washington Wizards korzysta z uroków wakacji – wybrał się na ryby nad jedno z jezior na Florydzie.

„Pojechać na ryby” to oczywiście w amerykańskim, koszykarskim slangu mniej więcej tyle, co przedwcześnie zakończyć sezon. Faktycznie, Wizards w tych rozgrywkach wypadi bardzo słabo (nie weszli nawet do playoff) i zapewne nie jeden raz kibice konkurencyjnych drużyn drwili z nich w ten sposób. 

Marcin Gortat udał się za to na ryby w sensie dosłownym. Jak napisał na Facebooku, wędkował na jeziorem Butler, które znajduje się w północnej części Florydy. Koszykarz ma na półwyspie dom, grał przecież w Orlando w pierwszych sezonach swojej kariery w NBA.

- Nawet jeśli w tej dziedzinie jestem rookie, jest z tym mnóstwo zabawy. Ta ryba musiała być naprawdę głupia, że dała się złapać na haczyk „Polskiego Młota” - napisał koszykarz na swoim profilu.

W te wakacje Gortata nie zobaczymy w naszej reprezentacji, ponieważ oficjalnie zrezygnował z występów w kadrze. Już w najbliższych tygodniach przyjedzie jednak do Polski, by tradycyjnie zająć się działalnością promocyjną i reklamową, w tym m.in. organizacją kolejnych campów dla dzieci.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Marcin Gortat/facebook)

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

CJ Harris – czy znów pogrąży Stelmet?

PLK | 24.05.2016 14:29

Amerykanin swoje najlepsze mecze w Rosie zagrał właśnie przeciwko mistrzom Polski. Wyleczył już kontuzję i będzie mógł wystąpić od początku serii finałowej w Zielonej Górze.

Rosa Radom dwa razy w tym sezonie pokonała Stelmet Zielona Góra (w lidze u siebie i Pucharze Polski), a raz dodatkowo była tego bardzo bliska – w Superpucharze przegrała 1 punktem po rzucie w ostatniej sekundzie. Wspólna cecha tych wszystkich spotkań? Rewelacyjna dyspozycja CJ Harrisa.

Przy okazji rozpoczynającego sezon 2015/16 meczu o Superpuchar, Amerykanin miał tak naprawdę pierwszą okazję pokazać się radomskiej publiczności. I wypadł doskonale. Zdobył 27 punktów, trafiając aż 5 z 7 rzutów za 3 punkty. Stelmet wygrał mecz 67:66 po heroicznym wejściu Mateusza Ponitki na sekundę przed zakończeniem dogrywki.

Pierwszy mecz w lidze oba zespoły zagrały 26 grudnia w Radomiu, Rosa wygrała 88:86 po dobitce Michała Sokołowskiego, ale drugim z bohaterów znów był CJ Harris. Amerykanin nie tylko zdobył 19 punktów (7-12 z gry), ale był też całkiem bliski triple – double z 8 zbiórkami i 8 asystami. Do tego wymusił aż 7 przewinień. To najprawdopodobniej był jego najlepszy występ w całym sezonie.

Finał Pucharu Polski? Oczywiście – znów popisy Harrisa, który został w dodatku wybrany MVP całego turnieju w Dąbrowie. W wygranym pewnie 74:64 przez Rosę finale rzucający radomian zdobył 23 punkty (3-4 z dystansu), miał 6 zbiórek i 3 asysty.

W rewanżowym spotkaniu ligowym, 10 kwietnie w Zielonej Górze Harris zagrał słabiej, zdobył już tylko 13 punktów i nie zebrał ani jednej piłki z tablicy. Rosa została wysoko pokonana przez Stelmet 88:64. Przypadek? Nie sądzimy.

 

Aby powalczyć z faworyzowanym zespołem Saso Filipowskiego, radomianie znów będą potrzebowali rewelacyjnych występów CJ Harrisa. Jego forma stoi pod pewnym znakiem zapytania – jak wszyscy kibice wiedzą, opuścił końcówkę serii półfinałowej z Anwilem po rozcięciu dłoni podczas wsadu. Na pierwszy mecz w Zielonej Górze ma być jednak gotowy. Czy znów okaże się kilerem Stelmetu?

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Rosa Radom, autor: A. Krzemińska Fotografia)

W jakim celu liga pomaga Golden State Warriors?

NBA | 24.05.2016 12:35

Draymondowi Greenowi się upiekło – zdaniem NBA kopnął Adamsa w krocze niechcący i zasłużył wyłącznie na śmieszną karę finansową.

Przez prawie dobę od trzeciego mecz Thunder – Warriors (Oklahoma prowadzi po nim 2:1) kibice obu klubów i koszykówki na całym świecie czekali na werdykt władz NBA w sprawie ewentualnego zawieszenia Draymonda Greena za nieładny incydent ze Stevem Adamsem. Potwierdziły się obawy, że skrzydłowy Golden State zostanie potraktowany inaczej niż mniej znani zawodnicy.

Ostatecznie NBA zdecydowała, że faul zostanie zmieniony na „flagrant 2”, a koszykarz otrzyma śmieszne 25 tysięcy dolarów kary (Green zarabia 14.3 mln dolarów rocznie!) i sprawa rozejdzie się po kościach.

- Potwierdziliśmy w dochodzeniu, że ruch Greena był niepotrzebny i wymagał zmiany kategorii przewinienia oraz dodatkowej kary. (…) Zdarza się czasami w meczach, że zawodnicy wykonują takie ruchy, próbując złapać rywala na faul – czytamy w oficjalnym oświadczeniu Kikiego VanDeWeghe, jednego z wiceprezesów NBA.

Jednym słowem, uznano, że gracz Warriors zrobił to niechcący, próbując złapać Adamsa na faul. Zdaniem ligi, była to też zupełnie inna sytuacja, niż uderzenie Dahntay’a Jonesa w tę samą okolicę u Bismacka Biyombo, za które zawodnika oczywiście zawieszono. Dlatego, że był to mniej znany i ważny dla zespołu gracz? 

To kluczowa i szczęśliwa wiadomość dla Warriors, którzy sa w bardzo trudnej sytuacji w tej serii –czwarte spotkanie odbędzie się w nocy z wtorku na środę także w Oklahoma City i brak tak istotnego zawodnika mógł skończyć się dla nich tragicznym położeniem przy wyniku 1:3.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons

Jaki klub mógłby uzupełnić I ligę?

1L | 24.05.2016 10:37

Jeśli Siarka pozostanie w PLK, na co wiele wskazuje, prawo do gry w I lidze będzie miało 15 drużyn. Jaki klub mógłby wystawić zespół nr 16?

Nie wiadomo jeszcze, jakie kryteria będą decydować podczas poszukiwań 16. drużyny na zaplecze ekstraklasy. Nie wiadomo też na pewno, że takie poszukiwania będą miały miejsce. Jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że PZKosz będzie chciał utrzymać dotychczasowy format ligi, czyli właśnie 16 zespołów.

Który klub mógłby zostać włączony do pierwszoligowej stawki? Poniżej pięć naszych propozycji.

Śląsk II Wrocław
To nie jest udany sezon dla Śląska - od ekstraklasy, przez I ligę, z której spadli, po rozgrywki młodzieżowe, w których wrocławianie przegrali finału mistrzostw do lat 20 i do lat 18. Z drugiej strony - skoro w tych finałach grali, to znaczy, że potencjał mają. Dlatego dobrze byłoby, gdyby najlepsi młodzieżowcy ze Śląska mieliby możliwość gry w I lidze. Jakub Musiał, Dominik Wilczek, Wojciech Jakubiak czy Mateusz Stawiak nieźle radzili sobie na zapleczu ekstraklasy, kolejny sezon na tym poziomie mógłby bardzo im pomóc w rozwoju.

Asseco II Gdynia
Powód jest ten sam, co w przypadku Śląska - dobrzy gracze, którzy właśnie zakończyli wiek juniora. Bartosz Jankowski, Łukasz Frąckiewicz, Michał Kołodziej, Marcin Wieluński czy Mariusz Konopatzki prawdopodobnie dostaną szansę w pierwszym zespole Asseco, ale zdziwilibyśmy się, gdyby w komplecie załapali się do rotacji drużyny Tane Spaseva. W II lidze grali bardzo dobrze, zajęli czwarte miejsce, pierwsze, które nie dawało awansu. Fajnie by było, gdyby ci 20-latkowie mieli alternatywę - jeśli nie będą mogli grać u boku Przemysława Frasunkiewicza, to niech biorą na siebie odpowiedzialność w I lidze.

GTK Gliwice
Sportowo miniony sezon był dla gliwiczan totalną porażką - dziwnie, źle skompletowany skład, przegrywał mecz za meczem, mimo, że „nazwiska były”. GTK miało szansę w playout, ale tu lepsza okazała się młodzież z Radomia, która wygrała 3-2. Dlaczego zatem chcemy widzieć Gliwice w I lidze? Bo to miasto ma ogromny potencjał, bo zaraz będzie miało wielką halę, bo wydaje się, że jeśli na Górnym Śląsku ma być budowany wielki basket, to Gliwice są czołową kandydaturą. Fajnie byłoby wykorzystać tę szansę, zanim na wielki obiekt i w kolejce po miejskie pieniądze, ustawią się siatkarze, siatkarki lub piłkarze ręczni, bądź piłkarki.

Żubry Białystok
Tutaj podstaw sportowych, ani organizacyjnych nie ma, ale do drużyn z Białegostoku mamy po prostu sentyment i szacunek. Kiedyś, w latach 90., słynęły one z niezłego szkolenia młodzieży, potrafiły też powalczyć w ekstraklasie. Teraz Żubry wróciły do II ligi zespołem weteranów, który o klasę wyżej by przepadł, ale warto o nich pamiętać, bo przydałby się solidny ośrodek koszykarski w północno-wschodniej Polsce, która jako jedyna nie ma swojego przedstawiciela

ŁKS Łódź
Piszemy o klubie z Łodzi pod tradycyjną nazwą, bo pewnie pod taką miałby największe szanse na odrodzenie. W minionym sezonie zespół pod nazwą AZS UŁ Szkoła Gortata Łódź nieźle spisywał się w II lidze, choć w walce o awans przepadł. Łódź ma jednak wiele atutów - jest dużym miastem, ma kilka ładnych obiektów, ma koszykarskie tradycje, niedawno występowała i w PLK, i w I lidze, no i ma Marcina Gortata. Możliwe, że im bliżej końca kariery w NBA, tym bardzie 32-letni obecnie środkowy będzie się angażował w budowę basketu w rodzinnym mieście. Koszykarska potęga w Łodzi? Pewnie jeszcze nie teraz, ale Łódź to świetne miasto na poważniejszą koszykówkę.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/ksiezak.lowicz

Dion Waiters – wszyscy już go skreślali...

NBA | 23.05.2016 17:19

Strzelec bez rzutu, egoistyczny, do tego za gruby – z Cleveland pozbyli się go bez żalu. Tymczasem w Oklahomie zaczyna się wreszcie odradzać i robić pozytywną różnicę.

Znaki zapytania – to najczęstszy element, towarzyszący karierze Diona Waitersa od samego początku. Już zanim zaczął w grać w NBA, powątpiewano, czy to nie przesada, aby wybierać go z numerem 4 w drafcie, skoro na swojej uczelni nie grywał nawet w pierwszej piątce.

Wybrany w 2012 roku przez kulejących wówczas Cavs, od początku grał i rzucał dużo (średnia prawie 15 pkt. na mecz), jednak nikt do końca nie był z niego zadowolony. Tym bardziej, że skuteczności z każdym sezonem, zamiast rosnąć, sukcesywnie malały. W swoim trzecim roku na parkietach NBA trafiał raptem 26% rzutów z dystansu. Do tego przy reputacji gracza niezbyt oglądającego się na kolegów, który musi sobie kilka razy rzucić, bez względu na sytuację i wynik spotkania. Generalnie – nie był gościem, którego chciałbyś mieć w swojej drużynie.

Jeszcze w trakcie tego sezonu Cavaliers skorzystali z okazji i pozbyli się Waitersa, w ramach trzyzespołowej wymiany, która dała im Imana Shumperta i JR Smitha. Dion trafił do Oklahomy, gdzie na początku także (delikatnie rzecz ujmując) nie robił furory. Dopiero obecny sezon miał już wyraźnie lepszy.

Ale to i tak nic, bowiem… W obecnym playoff widzimy innego człowieka! Waiters w kluczowych spotkaniach potrafi być 3-4 ofensywną bronią Thunder. Trójki trafia już na skuteczności ponad 41%. W meczu numer 4 przeciwko San Antonio Spurs potrafił zdobyć 17 punktów, trafiając 7 z 11 prób i imponując selekcją rzutów, jakiej nie powstydziliby się podopieczni Grega Popovicha.

Kolejny popis to niedzielny, wygrany rekordowo wysoko, trzeci pojedynek z Golden State Warriors. Waiters nie tylko znów bardzo dobrze wypadł strzelecko (13 pkt., 6-11 z gry, 3 asysty), ale wręcz zaszokował fanów jedną z najefektowniejszych akcji w dotychczasowej karierze. Nieźle jak na zawodnika, któremu wypominano, że jak na profesjonalistę jest trochę zbyt zaokrąglony:

Don Walters to jeden z tych graczy NBA, o których prywatnych życiorysach również można byłoby napisać książkę. W jego przypadku dość smutną – m.in. urodził się, gdy jego ojciec przebywał w więzieniu, a niedawno w ulicznej strzelaninie stracił młodszego brata. Byłaby to piękna historia, gdyby w końcu odrodził się na boisku, choć tak długo w niego nie wierzono. Trudno o lepszą okazję do tego, niż rywalizacja o finał NBA z Golden State Warriors.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

AZS Koszalin – jeśli zagra w PLK, to na bardzo ubogo

PLK | 23.05.2016 14:08

Bardzo złe wieści dla „Akademikow” - jeden z głównych sponsorów klubu już oficjalnie wycofał się ze wspierania koszykarzy.

O rezygnacji sponsora – czy też raczej o braku kontynuacji współpracy z AZS – poinformowało w poniedziałek Radio Koszalin.

- Największy koncern chemiczny w Polsce był przez kilka ostatnich lat, obok miasta Koszalin, największym sponsorem koszykarzy AZS-u, występujących w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki Otrzymaliśmy bardzo dużo podań z prośbą o sponsoring sportowy z całego kraju. Rozpatrzyliśmy wszystkie, ale podanie koszalińskiego AZS-u nie otrzymało naszego finansowego wsparcia na kolejny sezon – przekazała Radiu Koszalin rzecznik prasowy Grupy Azoty, Ewa Prueffer.

Kilka dni temu, w oświadczeniu na swojej oficjalnej stronie internetowej klub zapewniał, że jego udział w sezonie ekstraklasy 2016/17 nie jest w żaden sposób zagrożony. - AZS Koszalin S.A. nie zamierza wycofać się z rozgrywek Tauron Basket Ligi, a Koszalin w dalszym ciągu pozostanie biało-niebieskim punktem na koszykarskiej mapie Polski – czytamy w komunikacie. 

Poszukiwanie sponsorów w Koszalinie i okolicach jest bardzo trudne. Jeśli faktycznie zespołowi uda się jednak zebrać wystarczające środki (wymagany przez ligę budżet to 2 mln złotych na sezon), niemal na pewno będą one niższe od tych, którymi dysponowano w dwóch ostatnich sezonach. Być może na decyzję sponsorów wpłynął fakt, że inwestycja nie przełożyła się na sukcesy sportowe, a AZS Koszalin w koszykarskim środowisku uchodzi za symbol kadrowej niestabilizacji i kontrowersyjnego zarządzania.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Jacek Imiołek/www.azs.koszalin.pl

Bukmacherzy zupełnie nie wierzą w Rosę

PLK | 23.05.2016 12:23

Kursy zakładów sportowych przed zbliżającym się finałem PLK są bezlitosne dla zespołu z Radomia – zdaniem bukmacherów nie ma on najmniejszych szans na powalczenie ze Stelmetem.

Mistrzowie Polski, uczestnik Euroligi, są oczywiście faworytem serii z Rosą, jednak sytuacja nie jest aż tak jednoznaczna. W tym sezonie zespoły te rozegrały 4 spotkania, wygrywając po dwa z nich. Stelmet wygrał ligowe spotkanie w Zielonej Górze oraz (po dogrywce) Superpuchar, a Rosa wygrała mecz w Radomiu oraz finał Pucharu Polski. Zatem 2:2.

Tymczasem kurs na wygraną Stelmetu w pierwszym spotkaniu serii to 1.06, podczas gdy na zwycięstwo Rosy to aż 7.21! Kurs na wygraną w całej serii finałowej Rosy wynosi aż 7.50. Jest to poziom kursów oczekiwany w przypadku spotkań Stelmetu na własnym parkiecie raczej z rywalami z dołu tabeli, Siarką Tarnobrzeg czy Startem Lublin (nic tym drużynom nie ujmując), ale czy na pewno z zespołem, który już pokazał, że jest w stanie powalczyć z mistrzem?

Finał PLK rozpocznie się w najbliższy czwartek, 26 maja, w Zielonej Górze. Po dwóch meczach na parkiecie Stelmetu rywalizacja przeniesienie się do Radomia. Seria finałowa toczyć się będzie do czterech wygranych.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Tomasz „Fijołek” Fijałkowski/Rosa Radom

Niesamowity rzut, który wyrzucił Bilbao z playoff!

Świat | 23.05.2016 10:33

Joan Sastre pogubił się w ostatniej sekundzie, musiał przerwać kozioł na własnej połowie. Nie miał wyjścia, wypchnął piłkę sprzed klatki w kierunku kosza. I trafi, już po syrenie! Saragossa wygrał w Bilbao 73:72, a gospodarze oniemieli. Ten rzut wyrzucił ich poza playoff.

Wydawało się, że nic złego dla Dominion Bilbao Basket w tym meczu już się nie wydarzy. Zresztą wydawało się tak już w trzeciej kwarcie - po 30 minutach gospodarze prowadzili 54:42, jeszcze w czwartej kwarcie wygrywali 68:53 i zmierzali ku playoff, ku ósmej pozycji, bo tak układały się wyniki innych spotkań. W ćwierćfinale Bilbao nie miałoby szans z Barceloną, ale playoff to playoff!

Jednak nie w tym roku. Bilbao rozpoczęło pogoń, w końcówce było już tuż tuż. 2.8 sekundy przed końcem Alex Mumbru, trafił z wolnego na 72:70, goście z Saragossy mieli ostatnią akcję.

Sastre, skrzydłowy o wzroście 201 cm, ją zepsuł, przerwał kozioł. Ale potem błąd naprawił i zasmucił gospodarzy z Bilbao - zobaczcie:

Trafienie i zwycięstwo Saragossy oznacza, że ósme miejsce premiowane awansem do playoff, zajął Montakit Fuenlabrada. Bilbao zakończyło rozgrywki na 10. pozycji, a Saragossa - na 12.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. YouTube.com
 

Tomasz Niedbalski z patentem na złoto

Młodzież | 23.05.2016 09:35

Nie każda drużyna, której dotknie, zamienienia się w mistrzowską, ale nastoletni koszykarze, z którymi pracuje Tomasz Niedbalski osiągają sukcesy w rozgrywkach młodzieżowych. W niedzielę jego WKK wygrało mistrzostwa Polski juniorów.

Tomasz Niedbalski ma 40 lat, grał w koszykówkę w Stali Bobrek Bytom i Albie Chorzów. W latach 1994-97, jako rzucający Stali, rozegrał 29 spotkań w PLK, zdobył w nich 35 punktów. Po sezonie w pierwszoligowej Albie Chorzów zakończył karierę zawodniczą, w 1998 roku, w wieku 22 lat, zajął się trenowaniem młodzieży. Najpierw w MOSM Bytom, gdzie prowadził m.in. Bartosza Diduszko, przez rok w SMS PZKosz, a od pięciu lat - w WKK Wrocław.

Niedbalski przez lata pracy stał się jednym z najlepszych szkoleniowców w kraju. Jest absolwentem FIBA Europe Coaching Certificate, ukończył z wyróżnieniem I edycję Szkoły Trenerów PZKosz. Wielokrotnie był asystentem w młodzieżowych reprezentacjach Polski, które grały na mistrzostwach Europy i świata, pomagał m.in. Jerzemy Szambelanowi, gdy Mateusz Ponitka i spółka dotarli do finału mistrzostw świata do lat 17 w Hamburgu.

Teraz Niedbalski odnosi sukcesy w WKK. W ostatnich latach zdobył kilka złotych medali z drużynami do lat 16, 18, 20. Ale medale to jedno, a świetna opinia wśród koszykarzy, to drugie. O Niedbalskim bardzo pozytywnie wypowiadają się koszykarze reprezentacji Polski (m.in. Przemysław Karnowski), czy ekstraklasy.

Ilu ich wychował? - Od "maleństwa" poprowadziłem do różnych kadr młodzieżowych takich zawodników jak: Bartosz Diduszko, Damian Lenkiewicz, Mateusz Dziemba i Marceli Dziemba. Pracując teraz w WKK, co roku oddajemy kilku zawodników do reprezentacji młodzieżowych - wychowujemy ich wspólnie. Każdy z naszych reprezentantów musi przejść przez moje ręce - mówił w rozmowie ze Sportowymi Faktami. Teraz do tej listy można byłoby dorzucić np. Igora Wadowskiego z AZS Koszalin, za nim pójdą zapewne następni.

Niedbalski nie ukrywa, że jest fanem amerykańskiego podejścia do szkolenia, takiego ze szkół średnich. - I to zamierzamy to zrobić tu w WKK. Chcemy stworzyć prężną organizację, w której sztab ludzi pracuje bardzo ciężko, aby wynieść ją na określony, wysoki poziom. Do tego musi powstać określony etos pracy i przede wszystkim muszą być wyznaczone cele długofalowe. Trzeba być również bardzo cierpliwym, bo po drodze coś może się nie udać - mówił w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”.

Jakie jest motto pracy Niedbalskiego? - Kiedyś z moją żoną opracowaliśmy po polsku Piramidę Sukcesu Johna Woodena - wpisując w wyszukiwarkę wyskakuje nasze opracowanie na pierwszym miejscu. Ta piramida to zbiór 25 zachowań, które są niezbędne do tego, by osiągnąć sukces. Jest w tej piramidzie tyle mądrości, że stała się ona przewodnikiem w mojej pracy - mówi trener.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/WKK Wrocław
 

Thunder zmietli Warriors z parkietu. I to jak!

NBA | 23.05.2016 08:17

To był pogrom! Czy mistrzowie NBA jeszcze się podniosą? Thunder w pierwszym meczu u siebie rozgromili Warriors 133:105, niczym jakichś słabeuszy. Niespodziewanie prowadzą w serii już 2:1

Cały koszykarski świat rozmawia od rana przede wszystkim o kopniakach sfrustrowanego Draymonda Greena, ale nie mniej szokujący był chyba książkowy pokaz gry w ataku, zaserwowany w pierwszej połowie przez gospodarzy z Oklahoma City. Piłka krążyła między zawodnikami Thunder, jak w San Antonio Spurs, a rzuty z dystansu wpadały niczym najlepiej dysponowanym Golden State Warriors.

Już po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 72:37, sam Kevin Durant miał 23 punkty na koncie, Dion Waiters (!!!) fruwał nad koszami, a Warriors faktycznie puszczały nerwy. Drayond Green już w drugim meczu z rzędu postanowił kopniakiem zamachnąć się na męskość Steve’a Adamsa. Steph Curry, zupełnie nie w swoim stylu, pudłował z pozycji, które były bardziej otwarte niż zazwyczaj (3-11 z dystansu). Gospodarze zupełnie zdominowali (52:38) rywalizację na deskach.

Trzecia kwarta to kolejne lanie – Warriors na dodatek rozsypali się w obronie. Stracili przez 12 minut aż 45 punktów, a Thunder upokarzali ich z każdą kolejną akcją. W pozytywnym sensie szalał Russell Westbrook, który skończył mecz z 30 punktami, 12 asystami i 8 zbiórkami. Ostatnia część meczu służyła już tylko korekcie wyniku i dograniu spotkania do końca – aż trudno uwierzyć, że z mistrzem NBA w roli dotkliwie pobitego.

Wracając do kopniaka – Warriors przegrywając w serii 1:2 i mając wyjazdowy mecz przed sobą, znajdują się już pod ścianą. Porażka także w meczu numer 4 może sprawić, że sytuacja będzie już nie do uratowania. Jeśli liga zdecyduje o zawieszeniu Greena, w meczu o wszystko podopieczni Steve’a Kerra zagraliby bez swojego kluczowego zawodnika.

Thunder w tym playoff sprawili już olbrzymią niespodziankę, wysyłając na ryby faworyzowanych San Antonio Spurs. Gdyby t samo zrobili z zespołem, który w rundzie zasadniczej zanotował rekordowy bilans 73:9, bylibyśmy świadkami jednej z największych sensacji w historii NBA. Czy tak się stanie? Mecz numer 4 już w nocy z wtorku na środę polskiego czasu, również w Oklahomie.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

Najciekawsze tweety