Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

0

66 klubów zainteresowanych grą w Lidze Mistrzów

Euroliga | 05.05.2016 08:34

Po spotkaniu w Monachium FIBA Europe poinformowała, że grą w Lidze Mistrzów zainteresowane jest 66 klubów z 19 krajów. Udział w niej ma zagwarantowany mistrz Polski, lecz główny faworyt do złota, Stelmet, ma nowy i wciąż ważny kontrakt na występy w Eurocup.

Konflikt, który zaostrzył się kilka tygodni temu i może skutkować nawet wykluczeniami reprezentacji narodowych z międzypaństwowych rozgrywek, nie został rozwiązany. Obie strony - FIBA Europe oraz Euroliga - spotykają się we własnych gronach, a także między sobą. Natężenie sporu jakby zmalało, ale trudno mówić o zakończeniu konfliktu.

We wtorek w Monachium spotkanie miała FIBA Europe. Z komunikatu federacji wynika, że kraje, które wyraziły chęć udziału w jej rozgrywkach, to: Białoruś, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Finlandia, Francja, Grecja, Węgry, Izrael, Włochy, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowenia, Szwecja, Turcja i Ukraina. Co nie oznacza, że niektóre kluby z tych krajów, jak np. Stelmet, nie mają odmiennego zdania.

W Lidze Mistrzów wystąpić mają 32 drużyny, w tym osiem z kwalifikacji, w których przewidziano miejsce dla wicemistrza Polski. Rozgrywki mają wystartować we wrześniu, w pierwszym sezonie kluby otrzymają do podziału 4,5 miliona euro w zależności od zajętego miejsca - mistrz otrzyma 0,5 mln. Minimalna kwota dla klubu za udział w rozgrywkach to 100 tys. euro.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

0

Czerwoni Cavaliers pobili rekord Warriors

NBA | 05.05.2016 07:56

Cleveland Cavaliers nie dali rywalom żadnych szans w drugim pojedynku półfinału Konferencji Wschodniej. Rozgrzani do czerwoności ustanowili nowy rekord NBA w celnych rzutach z dystansu w jednym meczu, rozbili Atlanta Hawks aż 123:98 i prowadzą już w serii 2:0.

Starcie nr 2 pomiędzy Cavaliers a Hawks prawdziwym meczem było tylko do połowy pierwszej kwarty. Potem przypominało już po prostu rozciągniętą w czasie egzekucję. Goście na starcie zapracowali nawet na prowadzenie 7:2, ale gdy do rywalizacji dołączyli gospodarze, brutalnie zabrali im zabawki, ustawili pod ścianą i wyciągnęli ciężką artylerię.

Cavs trafiali jak w amoku. Tylko trzech ich graczy – Tristan Thopmson, Tomofiej Mozgow i James Jones – nie zanotowało w tym meczu celnego rzutu z dystansu. A zagrało ich w sumie 13. Do przerwy mieli już na koncie 18 trafionych trójek, co biło dotychczasowy rekord o 6. Sześć z nich padło łupem rozgrzanego do czerwoności J.R. Smitha (w drugiej połowie dołożył jeszcze jedną).

W trzeciej i czwartej kwarcie trafili już „tylko” 7, ale i tak pewnie pobili rekord Golden State Warriors (21), kończąc na świetnej skuteczności 25/45 (55,6%). Ponadto popełniali mało strat (8) i mieli aż 27 asyst.

Tak rozpędzeni, zespołowi i zdrowi Cavs z morderczą egzekucją zza łuku oraz atakującym kosz LeBronem Jamesem (27 pkt., 5 as., 4 zb., 9/15 z gry) wyglądają jak drużyna, która rzeczywiście może ograć w finale zespół z Zachodu. Do tego potrzeba oczywiście jeszcze konsekwencji, ale póki co ekipa ze stanu Ohio jako jedyna w tegorocznych play-offach nie przegrała jeszcze meczu i wygląda na bardzo zdeterminowaną.

Można wspomnieć o double double Paula Millsapa (16 pkt., 11 zb.) i o tym, że Kyle Korver wreszcie zdobył w tej serii punkty z gry (3/7, w sumie 7 „oczek”), ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Cavs kontrolowali ten mecz niemal od samego początku, a w pewnym momencie prowadzili nawet różnicą 41 punktów.

Hawks wracają do domu z nadzieją, że Mike Budenholzer zdoła jeszcze coś wymyślić i może uda się urwać chociaż honorowe zwycięstwo. Jak na razie jednak nie wygląda to dla Jastrzębi dobrze, bo rywale są w niesamowitym gazie i w tym roku naprawdę są ALL IN. Trzecie starcie w piątek w Atlancie.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Wisła Kraków potwierdziła dominację

BLK | 04.05.2016 22:18

Koszykarki Wisły Can-Pack Kraków po zwycięstwie na własnym parkiecie z Artego Bydgoszcz 53:48 zdobyły swoje 25. mistrzostwo Polski w historii i 8 w ostatnich 11 latach.

W środę krakowianki po raz trzeci w finale playoff okazały się lepsze od Artego. W dwóch wcześniejszych spotkaniach w Bydgoszczy triumfowały 72:68 i 52:50, teraz, we własnej hali, wygrały 53:48.

Początek nie był udany dla „Białej Gwiazdy", po 10 minutach bydgoszczanki prowadziły 16:12. W połowie drugiej kwarty wydawało się, że to Wisła jednak odskoczy od rywala. Dzięki rzutom Denashy Stallworth i Yvonne Turner w 16. min. było 25:20. Ale do przerwy było 28:28.

Przestój Artego w trzeciej kwarcie sprawił, że Wisła wyszła na prowadzenie 42:32, ale drużyna z Bydgoszczy podjęła jeszcze walkę. Systematycznie zmniejszała stratę i gdy do końca było niecałe 12 sekund, po rzucie za 3 Maurity Reid było tylko 51:48 dla Wisły. Trener Jose Hernandez poprosił o czas, a po wznowieniu gry sfaulowana została Justyna Żurowska-Cegielska. Trafiła obydwa rzuty wolne i losy spotkania były przesądzone.

- Te dwa rzuty trzeba było rzucić, aby mieć spokojne ostatnie sekundy. Zawsze powtarzam, że przy wykonywaniu osobistych bardzo ważna jest psychika, głowa. Jak stanęłam na linii wykonywania wolnych przemknęły mi przez głowę myśli, które mnie uspokoiły. W efekcie ręka nie zadrżała. Były to pewne rzuty. Po ich trafianiu wiedziałyśmy, że mistrzostwo jest po naszej stronie - mówiła po meczu Żurowska-Cegielska.

MVP finału została Amerykanka Yvonne Nicole Turner z Wisły. Krakowski klub poinformował, że trenerem zespołu na sezon 2016/17 pozostanie Hernandez. - Na pewno zrobił w tym sezonie dobrą pracę. Nie tylko chodzi tutaj o rozgrywki w naszym kraju. Byłyśmy w ósemce najlepszych drużyn Europy. Jest utrzymany tytuł mistrza Polski, był wspaniały finał, zakończony wynikiem 3:0. Należą mu się wielkie gratulacje - skomentowała Żurowska-Cegielska.

Brązowe medale zdobyły koszykarki Ślęzy Wrocław, które w rywalizacji do dwóch zwycięstw pokonały MKS Polkowice 2:0. To 10. medal w historii wrocławskiego klubu i pierwszy od 14 lat.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Facebook.com/WislaCanPack
 

0

Stephen Curry i osocze bogatopłytkowe. Powrót w sobotę?

NBA | 04.05.2016 20:58

Przez kontuzję kolana, której nabawił się w czwartym starciu z Houston Rockets, Stephen Curry pozostaje poza grą, ale dzięki specjalnej terapii jego rehabilitacja przebiega pomyślnie, a sam zawodnik chciałby wesprzeć kolegów już w sobotnim pojedynku z Portland Trail Blazers.

Lider obrońców tytułu zmaga się z urazem więzadła pobocznego piszczelowego w prawym kolanie, które uszkodził w czwartym meczu pierwszej rundy play-off. Rozgrywający postanowił podzielić się z mediami szczegółami swojej rehabilitacji i zdradził, że jednym z jej elementów była terapia osoczem bogatopłytkowym, które znacznie przyspiesza naprawę tkanek w trakcie procesu gojenia dzięki tzw. czynnikom wzrostu, szczególnie wpływającym na odbudowę mięśni i ścięgien. Przed Currym z podobnych zabiegów korzystali też inni znani sportowcy – Rafael Nadal, Tiger Woods czy oczywiście Kobe Bryant.

Curry wspomniał również, że leczenie PRP (Platelet Rich Plasma) rozpoczęto na drugi dzień po feralnym spotkaniu, a teraz, czyli tydzień później, jest już rzekomo gotowy do wznowienia treningów. Sam zawodnik deklaruje, że chciałby na parkiet wybiec już w sobotnim meczu nr 3 przeciwko Blazers, ale biorąc pod uwagę fakt, że Warriors, choć nieco szczęśliwie, to jednak prowadzą w serii 2:0, przynajmniej w tym najbliższym pojedynku może jeszcze dostać wolne.

O tym, że „Wojownicy” nie będą się w tej sprawie spieszyć, mówił zresztą Steve Kerr: - Póki co, radzi sobie całkiem nieźle. Pomyślnie przechodzi proces rehabilitacji i robi oczekiwane postępy, ale w tym momencie pozostaje poza grą. Mam nadzieję, że wróci, jednak nie wiem, kiedy dokładnie to nastąpi – tonował nastroje szkoleniowiec ekipy z Oakland. Sam koszykarz twierdzi, że jego szanse na występ w sobotę są „całkiem spore”. Bardziej realnym terminem wydaje się jednak drugi mecz w Portland, który rozegrany zostanie w poniedziałek.

Przez problemy z kostką i kolanem Curry w fazie play-off zagrał w raptem dwóch spotkaniach i spędził w nich na parkiecie łącznie 39 minut, zdobywając 30 punktów.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

Naszym zdaniem

0

Rewelacyjny Kikowski poprowadził watahę

PLK | 04.05.2016 20:24

Wróciła skuteczność rzutów z dystansu, wróciły i Wilki Morskie. Przekreślani po dwóch spotkaniach we Włocławku szczecinianie wygrali trzeci mecz z Anwilem 93:88 i nadal są w grze o półfinał Tauron Basket Ligi.

Po sromotnych klęskach Wilków we Włocławku więcej przed tym meczem mówiło się o tym, czy gospodarze będą w ogóle w stanie zachować twarz i choć w jednym meczu nawiązać walkę z Anwilem. Kibice drużyny ze Szczecina w środę przeżyli jednak bardzo miłą niespodziankę. Nawet bardzo ceniona w lidze obrona Anwilu była bezsilna, gdy gospodarze zaczęli wreszcie trafiać w swoim stylu.

8 celnych rzutów z dystansu w II kwarcie, łącznie 14 w meczu (na 27 prób, 51.9%), to wynik bardzo dobry. Ton w ataku Wilków nadawali Polacy – Michał Nowakowski trafił wszystkie 3 próby za 3, a Łukasz Majewski - 3 z 5.

Klasą dla siebie znów był jednak najlepszy rezerwowy ligi Paweł Kikowski. W 27 minut spędzonych na parkiecie zdobył 20 punktów, miał aż 4 celne trójki, 5 asyst i zdecydowanie najlepszy w drużynie bilans +/- - aż +19.

Anwil bardzo dobrze zaczął mecz, prowadząc po pierwszej kwarcie 23:16. Potrafił też – mimo trwającej kanonady Wilków – wrócić do gry i minimalnie prowadzić jeszcze w ostatniej ćwiartce. Najlepszy mecz w całej serii zagrał też David Jelinek, notując 23 punkty i 8 zbiórek.

Mało tego - skuteczność za 3 goście mieli lepszą niż szczecinianie - trafili 12 z 22 rzutów, czyli 54.5%. Wszystko jednak na nic, gospodarze w końcówce wytrzymali presję i dowieźli jednopunktowe zwycięstwo do końca. Przegrywają już tylko 1:2.

„Trójkami mecze się wygrywa, trójkami mecze się przegrywa” – mawiają koszykarscy trenerzy. Gdyby podopieczni Marka Łukomskiego w następnych meczach trafiali na równie rewelacyjnej skuteczności, byliby w stanie nawiązać walkę z Anwilem i pokusić się o niespodziankę w całej serii. Sęk w tym, że trzy takie spotkania z rzędu zdarzają się bardzo, bardzo rzadko.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

Video

  • PLK: Top 10 15. tygodnia
  • Top 10 PLK - 6-12.01
  • PLK: Top 10 11. kolejki
0

Jerel Blassingame: Poczułem się zlekceważony

PLK | 04.05.2016 10:15

- Widziałem najlepszą piątkę sezonu zasadniczego i uważam, że zostałem pominięty. Poczułem się lekko zlekceważony. Wiem o tym, że jestem jednym z najlepszych rozgrywających w tej lidze i powinienem się w tej piątce znaleźć - mówił Sportowym Faktom rozgrywający Czarnych Jerel Blassingame.

Czarni Słupsk z Jerelem Blassingamem w roli głównej prowadzą w ćwierćfinale 2:1 z Polskim Cukrem Toruń. Amerykański rozgrywający w całej serii notuje 16,3 punktu na mecz oraz 6,3 asysty. We wtorek, w wygranym 84:71 meczu w Słupsku, zdobył 16 punktów, miał 9 asyst.

Wcześniej, przed meczem, udzielił wywiadu, w którym przyznał, że poczuł się pominięty w najlepszej piątce sezonu wybieranej przez trenerów. W niej znaleźli się Danny Gibson, David Jelinek, Mateusz Ponitka, Maksym Kornijenko oraz Dejan Borovnjak. 35-letni Blassingame dostał tylko jeden głos.

- Nie ukrywam, że wziąłem to do siebie, że nie znalazłem się w najlepszej piątce. Danny Gibson to świetny zawodnik, który zasłużył na nominację, ale on nie jest rozgrywającym. To strzelec, a nie kreator. Ja jestem rozgrywającym z prawdziwego zdarzenia, który wpierw szuka kolegów, a dopiero później oddaję rzuty - powiedział Blassingame Sportowym Faktom.

Amerykanin zgodził się, że pasowałby do najlepszej piątki przy rzucającym Gibsonie. - Zdecydowanie. Ustawienie z Gibsonem na dwójce bardzo mi się podoba, bo moim zdaniem jest najlepszym rzucającym w Tauron Basket Lidze.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

Niesamowity rzut Kyle’a Lowry’ego nie wystarczył Raptors

NBA | 04.05.2016 08:23

Kyle Lowry próbował ratować swoją drużynę i trafiając wariacki rzut z połowy boiska, załatwił jej dogrywkę. W niej jednak gospodarze znów pozwolili Heat odskoczyć i tym razem już nie zdołali ich dogonić. Zespół z Miami zwyciężył 102:96 i przejął od Raptors atut własnego parkietu.

Kiedy na 8,7 sekundy do zakończenia spotkania Miami Heat prowadzili różnicą 6 punktów, wydawało się, że jest już po wszystkim. Goście zaliczyli jednak kilka dosyć poważnych błędów i pozwolili rywalom wrócić do meczu. Luol Deng (5 strat) dwukrotnie mylił się przy wyprowadzaniu piłki zza linii bocznej, a Josh Richardson najpierw przy zbiórce w obronie wybił piłkę na aut, a chwilę w podobnej sytuacji faulował Terence’a Rossa.

Choć Raptors nie mieli dobrego dnia, jeśli chodzi o skuteczność rzutów z dystansu (tylko 5/21 w całym meczu, czyli 23,8%), to w tamtym momencie ich potrzebowali i los się do nich uśmiechnął. Ross i Lowry w sumie trafili we wtorek tylko 3 z 14 takich rzutów, ale to właśnie oni pociągnęli zespół do dogrywki.

Najpierw po niecelnej próbie i wspomnianej stracie Richardsona poprawił się ten pierwszy. Chwilę później, gdy na zegarze pozostawało już tylko 3,3 sekundy, a Dwane Casey nie mógł już prosić o przerwę na żądanie, piłkę pod pachę wziął drugi i mimo że miał jeszcze drobny problem z jej opanowaniem, to ostatecznie trafił najbardziej spektakularny rzut tych play-offów.

W doliczonym czasie gry Raptors nie udało się jednak pójść za ciosem. Sprawy w swoje ręce wziął doświadczony Dwyane Wade, który w dogrywce zdobył 7 z 12 „oczek” drużyny (w sumie 24 w całym meczu). Heat szybko zaliczyli serię punktową 8:0 i choć Raptors znów próbowali ich podejść i po wsadzie Jonasa Valanciunasa na 10 sekund przed końcową syreną zmniejszyli straty do 3 punktów, to tym razem goście zdołali wystrzec się błędów i postawili na swoim.

Prócz Wade’a w ekipie z Florydy wyróżnili się Goran Dragić (26 punktów, 6 zbiórek) i Hassan Whiteside, który zdobył wprawdzie tylko 9 punktów, ale zebrał aż 17 piłek. Po stronie Raptors bardzo solidne double-double od Valanciunasa w postaci 24 „oczek” (10/16 z gry) oraz 14 zbiórek i dobry występ z ławki Rossa (17 punktów). Mecz numer 2 w czwartek również w Kanadzie.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Siarka Tarnobrzeg
Trefl Sopot
06.03 92
81
Wilki Morskie Szczecin
Start Lublin
06.03 121
70
Śląsk Wrocław
Anwil Włocławek
06.03 69
86
Energa Czarni Słupsk
Polfarmex Kutno
05.03 87
84
Polpharma Starogard Gd.
Polski Cukier Toruń
05.03 74
73
AZS Koszalin
Rosa Radom
05.03 79
85
Rosa Radom
Asseco Gdynia
29.02 87
80
Polfarmex Kutno
PGE Turów Zgorzelec
28.02 84
69
BM Slam Stal Ostrów Wlkp.
MKS Dąbrowa Górn.
28.02 87
68
Stelmet Zielona Góra
Siarka Tarnobrzeg
27.02 101
78
Detroit Pistons
New Orleans Pelicans
21.02 106
111
Oklahoma City Thunder
Cleveland Cavaliers
21.02 92
115
Denver Nuggets
Boston Celtics
21.02 101
121
Phoenix Suns
San Antonio Spurs
21.02 111
118
Brooklyn Nets
Charlotte Hornets
21.02 96
104
Orlando Magic
Indiana Pacers
21.02 102
105
Toronto Raptors
Memphis Grizzlies
21.02 98
85
Dallas Mavericks
Philadelphia 76ers
21.02 129
103
Chicago Bulls
Los Angeles Lakers
21.02 126
115
Portland Trail Blazers
Utah Jazz
21.02 115
111
Lokomotiw Kubań Krasnodar
Darussafaka Stambuł
12.02 82
58
Panathinaikos Ateny
Efes Stambuł
12.02 83
78
CSKA Moskwa
Olympiakos Pireus
12.02 92
85
FC Barcelona
Żalgiris Kowno
12.02 92
86
Crvena Zvezda Telekom Belgrad
Cedevita Zagrzeb
11.02 94
74
Fenerbahce Stambuł
Unicaja Malaga
11.02 80
59
BK Chimki
Real Madryt
11.02 82
93
Laboral Kutxa Vitoria
Brose Baskets Bamberg
11.02 90
64
Efes Stambuł
Fenerbahce Stambuł
05.02 73
77
Żalgiris Kowno
CSKA Moskwa
05.02 54
94
Znicz Pruszków
Sokół Łańcut
05.03 72
68
GKS Tychy
ACK UTH Rosa Radom
05.03 102
84
AZS Mickiewicz Katowice
Pogoń Prudnik
05.03 82
77
Spójnia Stargard Szcz.
SKK Siedlce
05.03 81
76
Miasto Szkła Krosno
Noteć Inowrocław
05.03 112
82
Biofarm Basket Poznań
Doral Nysa Kłodzko
05.03 44
51
Śląsk II Wrocław
GTK Gliwice
05.03 64
69
Legia Warszawa
Astoria Bydgoszcz
04.03 109
73
Noteć Inowrocław
Śląsk II Wrocław
02.03 62
68
Astoria Bydgoszcz
Biofarm Basket Poznań
02.03 68
76
Trefl II Sopot
Politechnika Gdańska
06.03 94
73
SMS Władysławowo
Kotwica 50 Kołobrzeg
06.03 59
121
BC Obra Kościan
Asseco II Gdynia
06.03 73
96
TKM Włocławek
AZS UMK Consus PBDI Toruń
06.03 65
73
Itago Gdynia
Domino Inowrocław
06.03 63
76
KK Warszawa
Polonia Warszawa
06.03 70
41
Start II Lublin
Księżak Łowicz
06.03 77
76
Rosa III Radom
Stal St. Wola
06.03 60
69
MCS Daniel Gimbaskets 2 Przemyśl
Tur Bielsk Podlaski
06.03 87
71
Pogoń Ruda Śl.
Alba Chorzów
06.03 71
79
Basket Gdynia
Pszczółka AZS Lublin
26.10 71
75
Wisła Can-Pack Kraków
Ślęza Wrocław
26.10 83
64
Artego Bydgoszcz
MKS Konin
25.10 103
62
MKK Siedlce
Energa Toruń
25.10 65
86
KK ROW
Widzew Łódź
25.10 75
53
CCC Polkowice
AZS Gorzów Wlkp.
25.10 69
67
KK ROW
Basket Gdynia
16.10 62
59
Ślęza Wrocław
CCC Polkowice
05.10 54
63
Wisła Can-Pack Kraków
Basket Gdynia
04.10 96
37
Widzew Łódź
MKK Siedlce
04.10 56
75

REKLAMA

0

Mistrzowska końcówka w Oakland

NBA | 04.05.2016 07:50

Na początku czwartej kwarty Blazers prowadzili 87:76, ale w ostatniej części Warriors rozpędzili się, jak na mistrza przystało. Wygrali mecz 110:99, w serii objęli prowadzenie 2:0.

Pogoń rozpoczął Festus Ezeli, który - niczym jego pierwszoplanowi koledzy, zdobył 6 punktów w niespełna dwie minuty. Do remisu po 91 trójką doprowadził Klay Thompson, było wówczas 6.43 minuty do końca. Blazers jeszcze próbowali walczyć, prowadzili 95:94, ale już ostatnie pięć minut to popis gospodarzy. Seria 9:0, w której punktowali Shaun Livingston, Draymond Green i Thompson, rozstrzygnęła mecz na korzyść Warriors.

Wcześniej Blazers walczyli jednak nieźle - zaczęli spotkanie od wyniku 19:5, po pierwszej kwarcie wygrywali 34:21. A w połowie drugiej było nawet 45:28. Siła gości tkwiła, jak zwykle, w obwodowych - Damien Lillard rzucił 25 punktów, a C.J. McCollum - 22. Blazers przegrali jednak walkę o zbiórki oraz mieli aż 17 strat - o 7 więcej niż gospodarze.

Warriors, grający kolejny mecz bez Stephena Curry’ego, mieli lidera w osobie Thompsona (27 punktów, ale 7/20 z gry), 17 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst i 4 bloki dodał Green, 15 punktów z ławki zdobył Andre Iguodala. Mistrzowie ligi prowadzą 2:0, dwa kolejne spotkania w Portland.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Gryfia poniosła Jerela i Czarnych

PLK | 03.05.2016 22:08

84:71 - takim wynikiem Czarni pokonali Polski Cukier w meczu nr 3 i w walce o półfinał playoff prowadzą 2:1. Jerel Blassingame znów był świetnym liderem.

Po remisie w meczach w Toruniu wiadomo było, że Polski Cukier jest w szalenie trudnej sytuacji, bo w Gryfii wygrywa się szalenie trudno. I we wtorek gracze Jacka Winnickiego się o tym przekonali - walczyli twardo, uczestniczyli w mocnej wymianie ciosów na początku meczu. Ale na przełomie drugiej i trzeciej kwarcie nie wytrzymali ciosu gospodarzy. Jerel Blassingame znów okazał się znakomitym generałem na playoff.

Jeszcze dwie minuty przed przerwą Czarni prowadzili tylko 37:34, ale wtedy dwa wolne trafił Justin Jackson, a potem swój bieg włączył J-Blass - „:Kaszanka” trafił najpierw za 3, a potem, sekundę przed końcem pierwszej połowy, za 2 i po 20 minutach było 44:34 dla gospodarzy. Trzecią kwartę - zwykle dla Czarnych słabą, tym razem świetną - Blassingame zaczął od dwóch asyst do Cheikha Mbodja oraz własnych punktów. Polski Cukier walczył, ale rosnącą przewagę Czarnych zdołał już tylko zmniejszać. Na jej odrobienie był we wtorek za słaby.

Czarni mieli lepszą skuteczność z gry, więcej zbiórek, ale największą przewagę zanotowali w punktach z szybkiego ataku - zdobyli ich 16, podczas gdy goście tylko 2. Potwierdziły się oczywiste obserwacje - Czarni, szczególnie w Gryfii, to żywioł, dynamika i napędzanie ataków. Polski Cukier, ze swoim bardziej zachowawczym stylem gry, we wtorek poległ. W czwartek będzie miał mecz ostatniej szansy.

Najwięcej punktów dla Czarnych, 19, zdobył Demonte Harper (miał także 4 zbiórki i 4 asysty). Ale motorem gospodarzy był jak zwykle Blassingame, który zdobył 16 punktów i miał 9 asyst. Dobrej oceny jego gry nie psują słabsza skuteczność (7/18) oraz 5 strat. J-Blass znów wypadł lepiej niż lider torunian Danny Gibson, który rzucił 15 punktów i miał 3 asysty.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

26% Filipa Matczaka ze Stelmetem

PLK | 03.05.2016 20:35

Wszyscy wiedzieliśmy, że Stelmet wyeliminuje Asseco w stosunku 3:0 i we wtorek mistrz Polski dopełnił dzieła. Filip Matczak - wschodząca gwiazda PLK? - w serii ze Stelmetem miał 6/23 z gry.

Absolutnie nie jest tak, że Filip Matczak jest winowajcą sromotnej porażki Asseco ze Stelmetem. Ona - tak, wiemy, że to jest sport i wszystko jest możliwe - była pewna przed startem rywalizacji, europejski Stelmet od możliwości drużyny z Gdyni dzieli wiele. W trzech meczach Asseco zdobyło w sumie 165 punktów, czyli średnio 55 w jednym spotkaniu. Cały zespół z Gdyni miał 56/162 z gry, czyli 34% z gry.

Ale Matczaka szczególnie obserwowaliśmy w tej rywalizacji, bo raz, że 23-letni rzucający jest wychowankiem klubu z Zielonej Góry, a dwa, że po trzech sezonach w Asseco, w którym robił postępy, liczyliśmy, że pokaże w serii ze Stelmetem coś wyjątkowego - serię celnych rzutów, ciekawą zdobycz punktową, sprytną grę, która przełamie obronę Stelmetu.

Nie pokazał - w trzech meczach z mistrzem Polski Matczak zdobył 18 punktów. Miał 6/23 z gry, 8 asyst i 5 strat. We wtorkowym, trzecim meczu tej serii, zdobył tylko 4 punkty. Najlepszymi strzelcami Asseco byli Anthony Hickey i Przemysław Żołnierewicz, którzy rzucili po 14. Dla Asseco 14 punktów uzyskał Przemysław Zamojski, a po 13 rzucili Dee Bost i Nemanja Djurisić.

Stelmet wygrał w Gdyni 92:55 i pewnie awansował do półfinału playoff.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl
 

0

Piotr Pastusiak w siódemce na Final Four

PLK | 03.05.2016 10:16

Polski sędzia znalazł się w gronie siedmiu sędziów, którzy zostali nominowani do prowadzenia meczów Final Four Euroligi w Berlinie (13-15 maja). To pierwsze takie wyróżnienie dla 40-letniego sędziego ze Szczecina.

Oprócz Polaka, spotkania w Berlinie prowadzić będą Grek Christos Christodoulou, Słoweniec Damir Javor, Włoch Luigi Lamonica, Łotysz Olegs Latisevs, Niemiec Robert Lottermoser i Borys Ryżyk z Ukrainy. W półfinałach CSKA Moskwa zmierzy się z debiutantem Lokomotiwem Kubań Krasnodar, a w drugiej parze zagrają Fenerbahce i Laboral Kutxa.

Dla Pastusiaka to drugie poważne wyróżnienie w ostatnich miesiącach - Polak otrzymał także nominację do prowadzenia meczów na igrzyskach w Rio de Janeiro. Będzie pierwszym polskim arbitrem od 16 lat na największej sportowej imprezie świata. Ostatnim był Grzegorz Ziemblicki w Sydney 16 lat temu.

Pastusiak jest arbitrem od 1994 roku. Sędzią międzynarodowym FIBA został sześć lat później. Od 2013 roku prowadzi spotkania w Eurolidze kobiet i mężczyzn, był także arbitrem podczas ME koszykarek w 2013 roku.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

0

LeBron James – jeszcze raz po prostu za silny

NBA | 03.05.2016 09:43

Cavaliers dali się trochę postraszyć Hawks na własnym parkiecie, ale pokazali moc w kluczowych minutach. Prowadzeni przez LeBrona Jamesa wygrali 104:93 pierwszy mecz półfinału na Wschodzie.

Długo wydawało się, że wygrana w meczu nr 1 przyjdzie „Kawalerzystom” znacznie łatwiej. Od początku spotkania świetnie trafiali z dystansu (15/31 w całym meczu), niszczyli rywala na deskach (świetny Trstan Thompson!) i ograniczali najważniejsze atuty Hawks – Al Horford miał 3/14 z gry, a Kyle Korver zdołał oddać tylko 1 (jeden) rzut z dystansu. W trzeciej kwarcie ich przewaga sięgała już 18 punktów, gdy nieoczekiwany sygnał do pościgu dał gościom Dennis Schroeder.

Niemiecki rozgrywający niemal w pojedynkę zaczął odrabiać straty, grając swoje być może najlepsze minuty w dotychczasowej karierze. Trafiał z dystansu (5 celnych trójek), wchodził na kosz, odrzucał do kolegów (6 asyst). W 29 minut zdobył 27 punktów, a kiedy w końcu do kosza z bliska trafił Horford, Hawks wyszli nawet na jednopunktowe prowadzenie, na niecałe 5 minut przed końcem spotkania, zaliczając serię 26:7.

Prowadzenie gospodarzom przywrócił trudnym rzutem JR Smith, ale to znów LeBron James był tym, którego w kluczowych momentach nie była w stanie zatrzymać obrona rywala. Grający dobrze przez cały mecz LBJ (25 pkt.), po zakończonym zdobyciem punktów z faulem, przesądzającej o zwycięstwie akcji, mógł w ulubionym geście prężyć swój biceps – Cavs nie tylko wygrali pierwszy mecz z Hawks, ale potwierdzili, że ten przeciwnik po prostu im leży.

Przed meczem numer 2 kibice w Cleveland bardziej niż o dalszy rozwój tej serii, obawiają się o zdrowie Kevina Love’a. Gracz, który nie zagrał w poprzednich finałach NBA z powodu kontuzji prawego barku, doznał urazu tego samego miejsca, próbując złapać rywala na faul przy rzucie z dystansu. Zapewne w ciągu najbliższych godzin okaże się, czy sprawa jest poważna.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Wikimedia Commons
 

0

Spurs przegrali zasłużenie - nie zwalajmy na sędziów!

NBA | 03.05.2016 08:59

Oklahoma City Thunder po strasznej klęsce w pierwszym meczu, niespodziewanie wygrali w San Antonio 98:97 i wyrównali stan rywalizacji ze Spurs na 1:1. Burzę wywołał błąd arbitrów w końcówce, ale naszym zdaniem nie miał on żadnego znaczenia.

Po meczu więcej mówi się o kontrowersyjnej sytuacji z zakończenia, niż o całym spotkaniu. Nawet sędziowie przyznali po obejrzeniu powtórek, że 13 sekund przez końcem, powinni przyznać faul ofensywny za odepchnięcie broniącego przy wyrzucie z autu Manu Ginobilego. Sęk w tym, że po nieudolnym wprowadzeniu piłki przez Diona Waitersa i tak piłkę przechwycili Spurs, więc o co w ogóle tyle hałasu? Na dodatek podopieczni Gregga Popovicha rozegrali kluczową akcję - delikatnie rzecz ujmując – średnio.

Ale przede wszystkim, już od samego początku spotkania, gospodarze zagrali o klasę słabiej niż dwa dni wcześniej. Poza znów rewelacyjnym LaMarcusem Aldridgem (15/21 z gry, 41 punktów!) pudłowali na potęgę, nawet mając najprostsze rzuty. To nie jest zwyczajna sytuacja, jeśli w meczu playoff ktoś tak wybitny, jak Tim Duncan trafia 1 z 8 rzutów z gry, a cała drużyna z San Antonio rzuca z dystansu na poziomie 26%. Po fatalnym początku, udało się „Ostrogom” odrobić straty i wrócić do meczu, ale ani przez moment nie byli w nim stroną dominującą.

Nie jest wielką tajemnicą, że gra Thunder w olbrzymim stopniu uzależniona jest od obu liderów. Russell Westbrook i Kevin Durant zdołali podnieść się po katastrofalnym meczu nr 1. Westbrook był bliski triple double (29 pkt., 10 asyst, 7 zbiórek), a Durant dorzucił 28 oczek, trafiając kilka piekielnie ważnych rzutów w czwartej kwarcie.

Cichym bohaterem był też Steven Adams, walecznością i zaangażowanie nadrabiający z nawiązką wszystkie swoje koszykarskie braki. Nie tylko zebrał 17 (!!) piłek z tablic, ale robił – zwłaszcza w obronie – wiele rzeczy, których nie widać w statystykach. I to on przeszkadzał Patty’emu Millsowi w oddaniu trójki z narożnika, która mogła dać wygraną Spurs.

Wygrać ze Spurs na ich parkiecie (40-1 w sezonie zasadniczym) to niebagatelna sztuka, po tej nocy Thunder wiedzą już jednak, że to możliwe. Teraz czas na dwa spotkania w Oklahoma City. Zdarzyć się może absolutnie wszystko.

Fot. Wikimedia Commons

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...
 

0

Największe pomyłki PolskiKosz.pl przy #PLK100

PLK | 03.05.2016 08:18

Wytykaliście nam błędy podczas kolejnych odcinków notowania, na pomyłkach łapaliśmy sami siebie. Niektórych koszykarzy nie doceniliśmy, kilku na pewno umieściliśmy zbyt wysoko. Poniżej - największe pomyłki PolskiKosz.pl przy rankingu #PLK100.

Top 100 koszykarzy PLK - pełna lista >>>

Ile razy patrzyliśmy na zestawienie, tyle razy zastanawialiśmy się, czy jednak kogoś nie podciągnąć do góry, czy kogoś nie opuścić. Na coś trzeba się jednak było zdecydować, choć porównywanie koszykarzy szczególnie ze skrajnych pozycji, bywało trudne. Wasze głosy dały nam jednak do myślenia, poniżej lista sześciu pomyłek, które wydały nam się największe:

Pomyłka nr 1: za nisko rozgrywający Anwilu
Robert Skibniewski był u nas 55., a Kamil Łączyński - 58. Wpadliśmy w pułapkę statystyk, a przecież obaj rozgrywający Anwilu dzielą niemal po równo czas gry - gdyby przebywali na boisku dłużej, ich osiągnięcia, a i wpływ na zespół, byłby większy. Wspominaliśmy o tym w opisie Łączyńskiego, ale i tak sklasyfikowaliśmy reprezentantów Polski zbyt nisko. Dziś rozgrywających trzeciej drużyny sezonu zasadniczego umieścilibyśmy o kilkanaście miejsc wyżej, gdzieś w okolicach 40-45 pozycji.

Pomyłka nr 2: za nisko Bartosz Diduszko
Skrzydłowy Anwilu powinien być wyżej o jakieś pięć miejsc w stosunku do 33. pozycji, którą miał w naszym rankingu. Dlatego, że tacy gracze - wszechstronni, którzy zależnie od zapotrzebowania i w odpowiednim ustawieniu mogą zagrać i na dwójce, i na czwórce, są w cenie. Do tego Diduszko sporo daje zespołowi w obronie oraz w podkoszowym tłoku. No i jest dobrym duchem drużyny, pasującym walecznością do charakteru Anwilu, Hali Mistrzów, Włocławka.

Pomyłka nr 3: za wysoko Paweł Leończyk
Podkoszowy Wilków jest na 23. miejscu, a mógłby być niżej, nawet o jakieś 10 pozycji, bo dawał drużynie mniej niż sklasyfikowani za nim Łukasz Wiśniewski, Gary Bell, Michael Hicks, Demonte Harper i nie tylko. Leończyk nie grał oczywiście wiele, średnio po 25 minut - do jego gry nie za bardzo jest się o co przyczepić, ale też nie bardzo jest za co go chwalić.

Pomyłka nr 4: za nisko Jarosław Mokros
Nie jest koszykarzem spektakularnym, statystykami nie olśniewa, ale rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze i spełnia w Czarnych bardzo ważną rolę na drugim planie. Sklasyfikowaliśmy go na 46. pozycji, a powinien być wyżej, o 5-10 miejsc. Właśnie gdzieś w okolicy Leończyka.

Pomyłka: nr 5: za nisko Sean Denison
Już przypisując mu 71. miejsce, zaznaczaliśmy na wstępie, że byłby zdecydowanie wyżej, gdyby po lutowym powrocie do Polski szybciej doszedł do formy. Ale mimo wszystko nie doceniliśmy potencjału Kanadyjczyka i opcji, jakie jego obecność w zespole daje trenerowi Jackowi Winnickiemu. Denison grający na swoim poziomie, to zawodnik na miejsce około 30., gdzieś w okolicach Maksyma Kornijenki, którego zresztą w ostatnim meczu zastąpił w piątce Polskiego Cukru.

Pomyłka nr 6: za nisko Daniel Dillon
Australijczyk zajął u nas 22. miejsce, choć ma bardzo dobre statystyki i prawie wprowadził Turów do playoff. Powinien być wyżej, na pewno przez Curtisem Millage’em oraz Anthonym Hickey’em - pierwszy ze Stalą był kilka zwycięstw za Turowem, drugi miał słabsze statystyki i nie grał tak wszechstronnie jak Dillon.

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

Fot. Andrzej Romański/Plk.pl

0

LeBron James zagra w Space Jam 2!

NBA | 02.05.2016 21:28

Legendarna pierwsza część filmu z Michaelem Jordanem w roli głównej zarobiła prawie ćwierć miliarda dolarów. Czy wersja z LeBronem też okaże się takim sukcesem?

Pierwszy „Kosmiczny mecz” wszedł na ekrany kin w 1996 r. Na ówczesne czasy był czymś rewolucyjnym – połączeniem gry aktorów z animacją komputerową. Główną gwiazdą był oczywiście Michael Jordan, ale oprócz niego w epizodach przewinęło się jeszcze kilku innych koszykarzy – m.in. Larry Bird, Muggsy Bogues czy Charles Barkley. Krytycy trochę narzekali, ale film odniósł gigantyczny sukces, zarobił ponad 230 milionów dolarów. Furorę zrobiła też ścieżka dźwiękowa, z przynajmniej kilkoma hitami, które do dziś grane są w koszykarskich halach.

O drugiej części mówiło się już od lat, ale dotychczas były to tylko plotki. Tym razem, słynna firma Warner Bros potwierdziła oficjalnie – sequel Space Jam powstanie w najbliższym czasie, a tym razem głównego bohatera ma zagrać King James, najsłynniejszy koszykarz ostatnich lat w NBA, obecnie grający oczywiście w Cleveland Cavaliers.

Wszystko mogło się stać się faktem, dzięki większej współpracy, którą James nawiązał z Warner Bros. W ramach kooperacji gwiazdora z Hollywood ma powstać więcej produkcji filmowych, muzycznych i komputerowych. Ale zanim powstaną, przypomnijcie sobie, jak wyglądał „oryginalny” Space Jam:

Sprawdź aktualne kursy i wygrywaj - kliknij tutaj...

(fot. Wikimedia Commons)

0

Marcin Gortat: Czuję się zmęczony koszykówką

NBA | 02.05.2016 19:36

- Nie w sensie fizycznym, ale potrzebuję nabrać do niej nieco dystansu. Ostatnio za dużo rozmawiałem o koszykówce, za dużo o niej myślałem, za bardzo wszystko przeżywałem. Mam nadzieję, że trochę życia bez koszykówki sprawi, że poczuję nawrót miłości do tej gry w stopniu najwyższym - powiedział „Przeglądowi Sportowemu” Marcin Gortat.

Washington Wizards skończyli sezon 13 kwietnia i od tego czasu Marcin Gortat ma wakacje. Jak wygląda jego czas wolny? - Śmieją się ze mnie, że mam ochotę zostać majsterkowiczem. Bo chodzę wokół domu, sprawdzam, co trzeba naprawić, gdzie coś pomalować, wbić gwóźdź albo wywiercić dziurę, żeby coś powiesić - mówi koszykarz w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

- Odkryłem, że dbanie o dom, drobne remonty i naprawy sprawiają mi niekłamaną przyjemność. To nie jest taki wysiłek jak podczas treningu, ale jednak to na drabinę trzeba wejść, a to za wiertarkę złapać. Z tym leżeniem na leżaku to były żarty. Zresztą w garażach szykuję posadzki z logo Wizards i logo fundacji MG 13.

- Dom jest położony nad jeziorem, więc wskakuję na skuter wodny. Niedługo kupię o motorówkę. A poza tym nadrabiam zaległości w filmach i serialach. Bardziej w serialach, bo filmów w tym sezonie przerobiłem sporo. Jeżeli podczas rozgrywek człowiek odbywa sześćdziesiąt podróży samolotem, to łatwo zacząć się nudzić - dodał Gortat, który przyznał, że jest fanem „Gry o tron”, a ogląda także takie seriale jak „Spartakus”, „Walking Dead” i „Wikingowie”.

Środkowy Wizards powiedział także, że jest trochę znużony koszykówką. - Z jednej strony czuję, że kilkanaście lat grania zrobiło swoje i bez reżimu treningowego niektóre części ciała aż bolą. Z drugiej strony wszystkie mikrourazy powoli odpuszczają.

- Starość to jeszcze nie jest, ale czuję się zmęczony koszykówką. Nie w sensie fizycznym, ale potrzebuję nabrać do niej nieco dystansu. Ostatnio za dużo rozmawiałem o koszykówce, za dużo o niej myślałem, za bardzo wszystko przeżywałem. Mam nadzieję, że trochę życia bez koszykówki sprawi, że poczuję nawrót miłości do tej gry w stopniu najwyższym.

Fot. Wikimedia Commons
 

Najciekawsze tweety