Logowanie (rejestracja)

Zapomniałeś hasła?

Nie masz jeszcze swojego konta? Zarejestruj się!

REKLAMA

0

NBA Play-Offs: Parker już wielki

NBA | 20.04.2014 22:26

Rywalizacja San Antonio Spurs z Dallas Mavericks rozpoczęła się od zwycięstwa tych pierwszych 90:85. Niczym profesor zagrał Tony Parker zapisując na swoim koncie 17 punktów.

Wydawać by się mogło, że akurat w tej parze emocji fani NBA będą mieć jak na lekarstwo. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego - San Antonio Spurs mają w swoim zwyczaju grać w decydującej części sezonu jeszcze lepiej. W pierwszym spotkaniu play-offs zawiedli nieco, choć odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo. Głównie dzięki świetnej postawie Tony Parkera w końcówce spotkania. Francuz, gdy była taka konieczność wziął sprawy w swoje ręce i zdobył cztery punkty z rzędu wyprowadzając w końcówce spotkania Spurs na czteropunktowe prowadzenie - (85:81). Tego wieczoru nie tylko Parker sprawił problemy przyjezdnym. Swoje w podkoszowej walce zrobił Tim Duncan, któremu do podwójnej zdobyczy zabrakło 3 "zbiórek.

Słabiej niż zwykle zagrał za to Dirk Nowitzki. Niemiec nie miał odpowiedniej selekcji rzutów. Często oddawał różne próby z nieprzygotowanych pozycji, zaliczając kolejne pudła. Bohatem mógł zostać odsuwany często nieco w cień - Devin Harris, autor 19 punktów i 7 zbiórek.

Drugi mecz serii już w środę 23 kwietnia. Ponownie areną zmagań będzie hala Spurs.

San Antonio Spurs - Dallas Mavericks 90 : 85

(21:12, 22:32, 22:21, 25:20)

0

NBA Playoffs: Rockets - Blazers, czyli nic nie jest przesądzone

20.04.2014 11:16

Rozpoczynająca się dzisiejszej nocy rywalizacja czwartej i piątej siły Konferencji Zachodniej, a mianowicie Houston Rockets i Portland Trail Blazers ma silne argumenty do bycia najciekawszą serią pierwszej rundy playoffs. Obie drużyny stawiają na atak, grają szybko, płynnie i widowiskowo, a w ich składach nie brakuje gwiazd, które mogą przesądzić o wyniku niejednego meczu. To będzie elektryzujące, pełne wrażeń i emocji widowisko i konia z rzędem temu, kto wytypuje prawidłowe rozstrzygnięcie tej konfrontacji.

Para konkurentów z jednej strony tak bardzo jest do siebie podobna, a z drugiej kompletnie się różni. Portland Trail Blazers to największa sensacja minionego sezonu regularnego. Podopieczni Terry’ego Stottsa od początku rozgrywek grali fenomenalnie, stając się po czasie czarnym koniem kampanii 2013/14. Kiedy na początku 2014 roku Blazers okupowali pierwszą lokatę w Konferencji Zachodniej nikt nie był tym stanem rzeczy zdziwiony.

Lokata, którą ostatecznie zajęli Houston Rockets była celem minimum w przedsezonowych oczekiwaniach. Rockets byli prawdziwymi zwycięzcami Offseason 2013, kiedy wygrali walkę o Dwighta Howarda. Z wzmocnionym składem (Howard) oraz rozwijającymi się pod względem umiejętności i gromadzeniu doświadczenia - Patrickiem Beverley’em i Chandlerem Parsonsem, Rakiety nie mogły zawieść oczekiwań wiernych kibiców i zagorzałych fanów.

Oba zespoły różnią się pod względem stawianych przed nimi oczekiwań i wymagań, lecz wyrażają pewne niezwykle podobne cechy. Po pierwsze zarówno Rockets jak i Blazers lubią stawiać na swoje gwiazdy, trzymając ich na parkiecie praktycznie przez cały mecz. Tę serię okraszą pojedynki Damiana Lillarda z Patrickiem Beverleyem oraz Jamesa Hardena z próbującym znaleźć remedium na jego poczynania Nicolasem Batumem. Po drugie oba teamy kuleją pod względem poczynań ławki rezerwowych i uruchomienie zawodników drugiego garnituru, poprzez wyciągnięcie ich z marazmu będzie z pewnością kluczową kwestią.

Spośród wszystkich czterech najlepszych drużyn Western Conference to właśnie Houston Rockets nie pozostawili złudzeń Blazers, ogrywając ich trzykrotnie, przy okazji czterech spotkań. Rakiety odprawiały z kwitkiem swoich przeciwników w wybornym stylu, za każdym razem rzucając ich obronie ponad 100 punktów.W sezonie regularnym Blazers nie potrafili w żaden sposób zatrzymać drugiego ataku ligi granego przez Rockets, średnio tracąc aż 116 ”oczek”. To będzie przewaga psychologiczna Rakiet, którzy są przekonani, że jak tylko ”złapią wiatr w żagle” od razu zmiotą swoich przeciwników. Aby ta seria była wyrównana i zacięta koszykarze Portland Trail Blazers muszą zatroszczyć się nie tylko o atak, ale również przede wszystkim o obronę, bo playoffs rządzą się innymi prawami, niż sezon regularny i tutaj serie wygrywa się solidną defensywą, a nie tylko i wyłącznie szaleńczym atakiem.

Dlaczego wygrają Rockets?

1. Doświadczenie i talent

Rozpisując na kartce plusy i minusy oraz wady i zalety obu ekip, łatwo jest zwrócić uwagę na fakt, że Rockets są drużyną bardziej doświadczoną. Dwight Howard oraz James Harden mieli już okazję wystąpić w Finałach NBA, natomiast Damian Lillard dopiero pozna smak playoffs i jeszcze sam do końca nie wie jak odnajdzie się w atmosferze postseason. Czuję, że Rockets momentami będą podejmować bardziej rozsądne i przemyślane decyzje.

2. Posiadają przewagę parkietu

Przy okazji takich wyrównanych serii, każdy nawet najmniejszy detal może mieć znaczenie. Przewaga własnego parkietu i rozgrywanie dwóch pierwszych spotkań przed swoją publicznością jest niewyobrażalnym przywilejem. Rockets powinni to wykorzystać.

3. Silniejszy atak i ławka rezerwowych

Houston Rockets grają drugi atak ligi oraz są 26. siłą (czy na pewno można to nazwać siłą?)NBA pod względem zdobyczy punktowych autorstwa graczy rezerwowych. Zmiennicy Blazers są w tym aspekcie najgorsi już drugi rok z rzędu i rzucając średnio 24.7 punktów z ławki nie widzę szans, aby poprawili ten dorobek przeciwko Rockets.

Dlaczego wygrają Blazers?

1. Pójdą za ciosem i sprawią swoimi poczynaniami kolejną niespodziankę obecnego sezonu

Nie wiem czy ktokolwiek w zeszłym sezonie przewidziałby progres jaki poczynili Blazers, ale wątpię żeby większość ludzi również obecnie uznawała zespół z Oregonu jako faworyta tego pojedynku. Blazers są w podobnej sytuacji co Rockets w sezonie 2012/13, kiedy ci rywalizowali z OKC Thunder. Czasami lepiej jest atakować, gdy nikt na ciebie nie stawia, niż grać pod presją okoliczności. Rockets muszą, a Blazers mogą.

2. Będą kontrolować tablice

Blazers są najlepiej zbierającą drużyną w NBA i jeśli utrzymają ten trend, to będą w stanie pokonać przeciwników. Więcej zbiórek to więcej szans rzutowych i więcej możliwości do zdobycia punktów. To oczywista oczywistość, której nikomu nie trzeba tłumaczyć, ale to właśnie Blazers mają w tym względzie przewagę.

3. Rozstrzelają Rockets zza łuku

Średnio 25.3 prób z dystansu, z czego 9.4 celnych (37.2%) to skuteczna broń, z której powinni korzystać. Problemem Blazers może stać się ich własna natura, a raczej inklinacja do częstego rzucania, nawet z wymuszonych i nieprzygotowanych pozycji. Jeśli będą trafiać z dystansu – znajdą się w niebie, jeśli będą pudłować – zmierzą w odwrotnym kierunku.

Kluczowi gracze:


Terrence Jones – Drugoroczniak Rockets mierzyć się będzie z prawdziwą gwiazdą i liderem zespołu Blazers – LaMarcusem Aldridge’em. Zneutralizowanie silniejszego i bardziej doświadczonego rywala to wyzwanie trudne, lecz nie niewykonalne. Jeśli Jones udowodni swój talent i wyłączy z gry Aldridge’a , sprawi równocześnie, że Rockets będą mieć przewagę na trzech najważniejszych pozycjach: rzucającym obrońcy, silnym skrzydłowym i centrze.

LaMarcus Aldridge - Silny skrzydłowy Blazers musi udowodnić swoją wartość przede wszystkim utrzymując dokonania przeciwko Rockets na tym samym poziomie, co w sezonie regularnym. L.A. rzucał Rakietom w czterech meczach kampanii 2013/14 średnio 26.8 punktów (5. miejsce w rankingu występów przeciwko wszystkim ekipom), zbierał 15.5 zbiórek oraz blokował i przejmował po 1.5 piłki. Osiągnięcia godne podziwu, lecz o ich powtórkę może być piekielnie ciężko.

Plan spotkań:

20.04 Houston
23.04 Houston
25.04 Portland
27.04 Portland
ew. 30.04 Houston
ew. 2.05 Portland
ew. 4.05 Houston


Pierwsze piątki:

Patrick Beverley - Damian Lillard
James Harden - Wesley Matthews
Chandler Parsons - Nicolas Batum
Terrence Jones - LaMarcus Aldridge
Dwight Howard - Robin Lopez

W rundzie zasadniczej: 3-1

Ostatnia rywalizacja w play-off: 1. runda Zachodu 2009 4-2 dla Rockets

Redakcyjny typ: 4:2 dla Rockets. Blazers to młoda i jeszcze nieodporna na kryzysy drużyna. Ta seria może być nieprzewidywalna i to równie dobrze Blazers mogą awansować dalej. Dla końcowego wyniku największe znaczenie będzie mieć dyspozycja liderów.

0

NBA Playoffs: Sinusoidalny sukces Thunder (wideo)

NBA | 20.04.2014 09:11

Kevin Durant zdobył 33 punkty i poprowadził Oklahoma City Thunder do zwycięstwa 100:86 nad Memphis Grizzlies. To jedyna wygrana gospodarzy pierwszego dnia NBA Playoffs 2014 odniesiona mimo że wykres ich formy w tym meczu wyglądał jak sinusoida.

Gdyby ktoś zobaczył wynik podawany w starym, europejskim stylu z informacją o rezultacie do przerwy, to uznałby, że wielkich emocji tutaj nie było. Thunder po pierwszej połowie prowadzili 56:34, Durant miał na koncie 17 punktów, Russell Westbrook 16. Niewiele zapowiadało ciekawe drugie 24 minuty. Grizzlies grali fatalnie, przez dwie kwarty trafili tylko jeden rzut spoza trumny! Gospodarze też chyba już pomyśleli, że to koniec i jeśli tak było, to mocno się pomylili.

Niedźwiadki ruszyły do systematycznego odrabiania strat. Świetnie spisywał się Mike Conley (16 punktów, 11 asyst), pod koszem swoje robili Marc Gasol i Zach Randolph, nadspodziewanie skuteczny był Tony Allen (11 "oczek" w tym okresie), Grizzlies biegali do kontrataku... Krok po kroku aż wreszcie na początku ostatniej ćwiartki na tablicy pojawił się wynik zaledwie 74:72 dla Thunder. I wtedy sprawy w swoje ręce wziął Durant. Miejscowi wygrali kolejne cztery minuty 15:3, ich lider miał w tym okresie 7 punktów oraz 2 asysty. Szach, mat!



Durant oprócz 33 punktów miał 8 zbiórek oraz 7 asyst. Russell Westbrook rzucił 23 punkty. Serge Ibaka zaliczył 17 punktow, 9 zbiórek i 4 bloki. Randolph w barwach zdobyl 21 punktów (ale przy 7/21 z gry) i 11 razy zbierał piłkę.

Drugi mecz serii już w poniedziałek 21 kwietnia.



Oklahoma City Thunder - Memphis Grizzlies 100 : 86

(29:16, 27:18, 13:31, 31:21)

0

NBA Playoffs: Sensacja w Indianapolis

NBA | 20.04.2014 03:49

Do sporej niespodzianki doszło w Indianapolis, gdzie faworyzowani Pacers nieoczekiwanie przegrali z dużo niżej rozstawioną Atlantą Hawks na otwarcie NBA Playoffs.

Zdecydowanymi faworytami serii są Indiana Pacers, którym marzy się również finał konferencji Wschodniej, a może i nawet wielki finał NBA. Jednak, by tego osiągnąć muszą w pierwszej rundzie uporać się z teoretycznie słabszymi rywalami. Pomimo to Atlanta Hawks są dla nich bardzo niewygodnym rywalem, który pokonał Pacers 6 kwietnia na ich parkiecie 107:88.

Początek meczu był bardzo podobny do ostatniej rywalizacji oby ekip, czyli dość nieoczekiwaną przewagę uzyskał zespół gości. Teoretycznie słabsza drużyna Hawks podeszła do spotkania zupełnie bez kompleksów. Jastrzębie wygrali pierwszą kwartę 28:22, a świetne w ich szeregach prezentował się rozgrywający Jeff Teague.    Tymczasem faworyzowani gospodarze mecz rozpoczęli dość ospale. I w swojej grze w niczym nie przypominali zwycięzców konferencji Wschodniej. Jedynym ich jasnym punktem był Lance Stephenson, który dwoił się i troił zarówno w ataku, jak i w obronie. Przełom w grze Pacers nastąpił na 6 minut przed końcem pierwszej połowy, kiedy to pierwszy raz wyszli na prowadzenie 37:36. W ekipie gospodarzy w końcu przebudził się Paul George, który błyskawicznie uzbierał na swoim koncie 14 „oczek”. Jednak pomimo znacznej poprawy gry Pacers pojedynek nadal był bardzo wyrównany. Ponieważ ekipa Jastrzębi znakomicie odgryzała się teoretycznie silniejszemu rywalowi. A w świetnej rzutowej dyspozycji był Kyle Korver, którego punkty sprawiły, że po pierwszej połowie w Indianapolis mięliśmy remis po 50.    Rewelacyjnie trzecią kwartę rozpoczęli Hawks, bo od serialu punktowego 8-0. A fatalną grę przerwą na żądanie starał się przerwać trener Frank Vogel. Niestety, ale niewiele to zmieniło, ponieważ gospodarze nadal prezentowali się dużo poniżej oczekiwań. Tymczasem wszystkie słabości w defensywie doskonale wykorzystywali goście. Świetnie na tym etapie meczu prezentował się Paul Millsap, którego dobrze wspierał Jeff Teague. Widoczna przewaga Jastrzębi znalazła również odzwierciedlenie na wyniku, bowiem prowadzili oni już 75:61 na trzy minuty przed końcem kwarty. Słaba postawa gospodarzy wpłynęła również na kibiców zgromadzonych w Bankers Life Fieldhouse, bowiem fani Pacers zupełnie ucichli, a atmosfera w niczym nie przypominała tą z fazy play-off.     Wraz z początkiem czwartej kwarty tempa nie zamierzali zwalniać goście, którzy kolejnymi podaniami wypracowywali sobie coraz dogodniejsze pozycje do oddania rzutu. Tym samym ekipa Hawks zwiększyła swoje prowadzenie już do 17 „oczek” i była o krok od sprawienia nie lada niespodzianki. Tymczasem w szeregach Pacers z minuty na minutę narastała coraz większa frustracja, co zupełnie im nie pomagało w odrabianiu już i tak potężnych strat. Sygnał do ataku starał się dać Roy Hibbert, jednak starania centra niewiele pomogły. Ponieważ goście nie dali sobie wyrwać tak cennego zwycięstwa i ostatecznie dość niespodziewanie pokonali na wyjeździe swoich rywali .       Główną siłą Hawks był duet: Jeff Teague – Paul Millsap. Pierwszy uzbierał na swoim koncie 28 punktów, 5 asyst, 3 zbiórki oraz przechwyt. Natomiast Millsap był autorem 25 punktów, 8 zbiórek, asysty, przechwytu i bloku.   W przegranym zespole szczególnie zawiedli podkoszowi: David West oraz Roy Hibbert, którzy mięli po 8 „oczek”. Tymczasem najlepszym strzelcem Pacers okazał się Paul George autor 24 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwytów oraz 2 bloków.     

Indiana Pacers - Atlanta Hawks 93 : 101

(22:28, 28:22, 16:30, 27:21)

 

Naszym zdaniem

0

PLK: Rosa w tarapatach, PGE Turów wrócił z dalekiej podróży

PLK | 16.04.2014 19:46

Kryzys w Radomiu zaapanował na dobre. W 7. kolejce II etapu rozgrywek Rosa przegrała z Energą Czarni Słupsk, aż 57:83. Była to już trzecia porażka radomian z rzędu. Prawdziwą przed świąteczną ucztę mieli jednak kibice w Ergo Arenie. Ich Trefl Sopot mimo, iż przez większą część meczu kontrolował przebieg spotkania, to przegrał na finiszu z PGE Turowem Zgorzelec 89:94.

Fatalna dyspozycja Rosy dała drużynie ze Słupska dopiero pierwsze (!) zwycięstwo w II etapie rozgrywek. Goście z Pomorza od samego początku byli zespołem lepszym. Trafiali z dystansu na co nie mogła odpowiedzieć Rosa. Gospodarze, którzy mieli problemy ze skutecznością nie potrafili zatrzymać rozpędzonych rywali. Jedynym skutecznym ogniwem Wojciecha Kamińskiego był Korie Lucious, ale sam Amerykanin to za mało. Słupszczanie na przestrzeni całego spotkania trafiali co drugi rzut. To pozwoliło im objąć prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Kapitalne zawody rozegrał Karol Gruszecki, który z dystansu celnie przymierzył, aż 5 razy. Z kolei Derrick Zimmerman łącznie rozdał 10 asyst.

Wygrana Energi Czarnych w tabeli nic nie zmienia i nie zmieni. Niemniej jednak przerywając serię sześciu porażek na pewno będzie grać im się znacznie lepiej. W sobotę do Słupska przyjdzie Anwil Włocławek.

Rosa Radom - Energa Czarni Słupsk 57 : 83

(12:23, 24:15, 11:27, 10:18)

Zespół PGE Turowa przez większą część spotkania przegrywał z miejscowym Treflem, by ostatecznie dogonić rywala i po świetnej końcówce wygrać z 94:89. Sam początek spotkania był bardzo udany dla gospodarzy. Przyjezdni po za Filipem Dylewiczem pudłowali raz zarazem z najbardziej klarownych sytuacji. Obraz gry zmienił się dopiero w końcówce trzeciej kwarty, gdy przewaga miejscowych urosła do 18 (!) punktów. Sopocianie wykorzystywali swoje atuty i bezlitośnie obnażali słabości gości. Kolejne rzuty trafiał Adam Waczyński nic nie robiąc sobie z obrony przyjezdnych.

PGE Turów przez pierwsze 25 minut meczu nie posiadał w swoich szeregach zawodnika, który mógłby dać sygnał do ataku. Przełomem okazały się jednak ostatnie minuty trzeciej kwarty. We właściwym momencie na dobre obroty wskoczyli Damian Kulig oraz J.P Prince, którzy jakby zapomnieli o niepowodzeniach z pierwszej połowy. W ostatniej kwarcie zgorzelczanie podkręcili tempo, co pozwoliło im odnieść w pełni zasłużone zwycięstwo. 

Trefl Sopot - PGE Turów Zgorzelec 89 : 94

(22:20, 30:21, 17:22, 20:31)

Emocji jak na lekarstwo było w Zielonej Górze, gdzie Stelmet gładko rozprawił się z Anwilem Włocławek 83:66. Było to czwarte zwycięstwo zielonogórzan nad Anwilem w tegorocznym sezonie. Nadspodziewanie dobrze w drużynie przyjezdnych zaprezentował się Piotr Pamuła, który uzbierał 18 punktów. 2 "oczka" mniej zdobył Jordan Callahan. Stelmet dzięki temu zwycięstwu nadal przewodzi w tabeli.

Stelmet Zielona Góra - Anwil Włocławek 83 : 66

(21:20, 28:12, 21:14, 13:20)

Milowy krok ku "ósemce" uczyniło Asseco Gdynia. W środowy wieczór zespół Davida Dedka rzutem na taśmę pokonał AZS Koszalin 79:77. Bohaterem miejscowych okazał się Piotr Szczotka, którego celny rzut za dwa punkty na osiem sekund przed końcem dał gospodarzom końcowe zwycięstwo. Oprócz wychowanka Znicza Jarosław znakomicie w zespole gospodarzy spisał się Fedor Dmitriew - 18 punktów. W AZS-ie dwoił się i troił LaceDarius Dunn - 29 "oczek".

Asseco Gdynia - AZS Koszalin 79 : 77

(20:14, 18:20, 26:21, 15:22)

Polpharma Starogard Gdański - Stabill Jezioro Tarnobrzeg 87 : 73

(28:13, 20:22, 27:13, 12:25)

WKS Śląsk Wrocław - Kotwica Kołobrzeg 93 : 70

(24:17, 25:24, 24:19, 20:10)

Video

  • Top 10 Top 16 Euroligi
  • Magazyn GP24 Basket
  • Magazyn GP24 Basket
0

Kadra: Taylor już wkrótce zobaczy TBL

Kadra | 16.04.2014 15:43

Tuż po Wielkanocy w Polsce pojawi się Mike Taylor, nowy trener reprezentacji Polski.

Zanim Amerykanin pojawi się na lotnisku w Polsce spotka się w USA z Marcinem Gortatem. Okazją do tego będzie spotkanie Washington Wizards z Boston Celtics. Taylor na co dzień prowadzi filialny zespół Celtics - Maine Red Claws. 

– Cały czas zajmuję się pracą dotyczącą polskiej kadry, kontaktuję się na bieżąco z zawodnikami, rozmawiam z osobami związanymi z polską koszykówką – mówi dla Przeglądu Sportowego Taylor.

Taylor swoją bazę będzie miał w Warszawie. - Od początku planuję dużo podróżować po kraju, zobaczyć w akcji jak największą liczbę zawodników pretendujących do kadry. Polska liga będzie wchodziła właśnie w decydującą fazę. Zamierzam także porozmawiać z kandydatami do roli asystenta – zapowiada Taylor.

Według Przeglądu Sportowego Taylor zobaczy m.in mecz Rosy Radom z Treflem Sopot (23 kwietnia) i Anwilu Włocławek z PGE Turowem Zgorzelec (24 kwietnia).

 

0

PLK: Kotwica, Jezioro, Polpharma zagrożone

PLK | 16.04.2014 14:51

Kołobrzeg, Tarnobrzeg i Starogard Gdański to najpoważniejsi kandydaci do opuszczenia ekstraklasy po obecnym sezonie Tauron Basket Ligi - informuje Przegląd Sportowy.

(fot. Michał Tokarz)

- Rozmawiałem z kolegami z Hiszpanii, czy Bałkanów i tam też są zespoły, które być może spędzają sen z powiek władzom. Zresztą taka sytuacja występuje praktycznie w każdej lidze. To normalne. Ktoś musi być pierwszy, ktoś musi być ostatni. Komuś się powiedzie, komuś innemu nie – mówi prezes PLK Jacek Jakubowski. Co prawda w zarządzanej przez niego lidze nie ma spadków, ale w umowie zapisano m.in. że organizator może mimo spełnienia wszystkich warunków odmówić wydania licencji klubowi, który w dwóch kolejnych sezonach zajmie jedno z dwóch ostatnich miejsc. A taka sytuacja przytrafiła się właśnie Kotwicy. - Znam dobrze sytuację w Kołobrzegu, wiem, że mieli tam problemy finansowe, że relacje z miastem nie wyglądają najlepiej. Nie ma co ukrywać, że liczba kibiców na trybunach też nie jest wielka. Można powiedzieć, że jesteśmy trochę sytuacją zaniepokojeni – przyznaje Jakubowski.

Stabill Jezioro problemów finansowych nie ma, ale w lidze nie do końca podoba się pomysł na klub i jego nie do końca profesjonalna otoczka. Poza tym... - W Tarnobrzegu mają podpisane umowy patronackie z drużynami juniorskimi, ale brakuje mi tam lepszej pracy z młodzieżą, co robią w innych klubach ekstraklasy. Przykład to ostatnie mistrzostwa Polski do lat 20, gdzie pierwsze trzy miejsca zajęły zespoły będące zapleczem drużyn TBL: Rosa, Trefl, Zastal. Poza tym pod względem formalnym zespół z Tarnobrzega spełnia wszystkie warunki, nie ma problemów finansowych. A w politykę kadrową zespołu ingerować przecież nie możemy – zauważa Jakubowski.

Relacje z miastem to z kolei kłopot włodarzy Polpharmy Starogard Gdański. Chociaż PLK ma dobre doświadczenie związane z występami tego klubu w ekstraklasie, to problemem może okazać się brak odpowiednich środków finansowych. – Wiem, że była nawet rozważana opcja występowania w innej miejscowości – zdradza Jakubowski.

Czytaj cały tekst z Przeglądu Sportowego.
 

Ostatnie wyniki

TBL | NBA | EL | 1LM | 2LM | BLK

Energa Czarni Słupsk
Anwil Włocławek
19.04 68
55
Stelmet Zielona Góra
Trefl Sopot
19.04 93
85
PGE Turów Zgorzelec
Rosa Radom
19.04 92
79
Kotwica Kołobrzeg
Asseco Gdynia
19.04 70
77
Jezioro Tarnobrzeg
AZS Koszalin
19.04 86
89
Śląsk Wrocław
Polpharma Starogard
19.04 78
82
Rosa Radom
Energa Czarni Słupsk
16.04 57
83
Trefl Sopot
PGE Turów Zgorzelec
16.04 89
94
Stelmet Zielona Góra
Anwil Włocławek
16.04 83
66
Asseco Gdynia
AZS Koszalin
16.04 79
77
San Antonio Spurs
Dallas Mavericks
20.04 90
85
Toronto Raptors
Brooklyn Nets
19.04 87
94
Los Angeles Clippers
Golden State Warriors
19.04 105
109
Indiana Pacers
Atlanta Hawks
19.04 93
101
Oklahoma City Thunder
Memphis Grizzlies
19.04 100
86
Charlotte Bobcats
Chicago Bulls
16.04 91
86
Orlando Magic
Indiana Pacers
16.04 86
101
Memphis Grizzlies
Dallas Mavericks
16.04 106
105
Milwaukee Bucks
Atlanta Hawks
16.04 103
111
Minnesota Timberwolves
Utah Jazz
16.04 130
136
Galatasaray Stambuł
FC Barcelona
20.04 75
78
Armani Mediolan
Maccabi Tel Awiw
18.04 91
77
CSKA Moskwa
Panathinaikos Ateny
18.04 77
51
FC Barcelona
Galatasaray Stambuł
17.04 84
63
Real Madryt
Olympiakos Pireus
17.04 82
77
Armani Mediolan
Maccabi Tel Awiw
16.04 99
101
CSKA Moskwa
Panathinaikos Ateny
16.04 77
74
Real Madryt
Olympiakos Pireus
15.04 88
71
FC Barcelona
Galatasaray Stambuł
15.04 88
61
Unicaja Malaga
Armani Mediolan
11.04 95
85
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
13.04 60
64
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
13.04 74
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
13.04 72
75
MCKiS Jaworzno
Spójnia Stargard Szcz.
13.04 68
72
Wilki Morskie Szczecin
MOSiR PBS Bank KHS Krosno
12.04 97
74
Sokół Łańcut
Polfarmex Kutno
12.04 68
94
MKS Dąbrowa Górn.
WKK Wrocław
12.04 84
81
Start Lublin
Polski Cukier SIDEn Toruń
12.04 67
63
AZS Poznań
Znicz Pruszków
12.04 72
62
Spójnia Stargard Szcz.
MCKiS Jaworzno
06.04 64
55
Noteć Inowrocław
Legia Warszawa
16.04 79
59
UMKS Kielce
SKK Siedlce
16.04 70
82
GTK Gliwice
GKS Tychy
16.04 68
75
Legia Warszawa
Noteć Inowrocław
13.04 73
59
GKS Tychy
GTK Gliwice
12.04 79
82
SKK Siedlce
UMKS Kielce
12.04 69
65
UMKS Kielce
Księżak Łowicz
09.04 72
57
Legia Warszawa
MKS Kalisz
09.04 84
59
GTK Gliwice
Pogoń Prudnik
09.04 62
55
MKS Skierniewice
SKK Siedlce
07.04 70
80
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
17.04 53
65
Wisła Can-Pack Kraków
CCC Polkowice
16.04 56
47
Artego Bydgoszcz
Energa Toruń
16.04 69
52
CCC Polkowice
Artego Bydgoszcz
12.04 59
52
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
07.04 55
79
Energa Toruń
Wisła Can-Pack Kraków
06.04 48
61
Artego Bydgoszcz
CCC Polkowice
06.04 70
65
Wisła Can-Pack Kraków
Energa Toruń
03.04 81
46
CCC Polkowice
Artego Bydgoszcz
03.04 71
44
Wisła Can-Pack Kraków
Energa Toruń
02.04 82
42

REKLAMA

0

NBA Playoffs: Raptors can't handle The Truth!

NBA | 20.04.2014 03:34

Brooklyn Nets pomimo fatalnej skuteczności za trzy punkty odnieśli kluczowe zwycięstwo w meczu numer jeden nad Toronto Raptors. Bohaterem spotkania okazał się Paul Pierce, który zamroził mecz pod koniec spotkania.

Przed premierowym meczem w tej serii można było odczuć atmosferę poważnego grania. Języka za zębami nie utrzymali Terrence Ross i Andray Blatche, którzy wymienili między sobą kilka nieuprzejmości. Nawet maskotka Toronto „Raptor” stwierdził na łamach kolorowego pisma, że Nets są tak starzy, że musiał spytać się swojego ojca kim oni są. Najlepszy GM z poprzedniego sezonu, obecnie piastujący to stanowisko w Kanadzie – Masai Ujiri osobiście podkręcał temperaturę przed rozpoczęciem meczu. Wyszedł do licznie zgromadzonej publiczności przed Air Canada Center i zaczął bluźnić na ekipę gości!

Przed samym spotkaniem jeszcze raz naświetlono statystykę podkreślającą brak doświadczenia gospodarzy. 399 spotkań w PO przeciwko zaledwie 14!

1 kwarta:
Hala wypełniona po brzegi, kibice ubrani w białe koszulki z napisem „We The North”. Zaczynamy! Najlepiej całą otoczkę spotkania przyjął Jonas Valanciunas, który przy wyniki 11-9 dla gospodarzy miał na koncie już osiem oczek i siedem zbiórek! Z biegiem czasu Brooklyn Nets zaczęli przejmować kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Bardzo dobra obrona poszczególnych graczy wymuszała na Raptors kolejne straty, a Deron Williams oraz Joe Johnson bez problemów umieszczali piłki w koszu. W przeciągu kilku minut goście zaliczyli run 12-0, wykorzystując między innymi grę tyłem do kosza Joe Johnsona, który ściągał na siebie obrońców i oddawał do niepilnowanych partnerów.
W ekwilibrystyczny sposób trafił Pierce z faulem (Paul zdobywa średnio 21 punktów w playoffs). Gracze Toronto są zdenerwowani, ani Ross, ani DeRozan nie mogą trafić z gry. Co jakiś czas pojawiają się niewymuszone straty. Obwodowi Nets górują nad Raptors 14-3, goście prowadzą już 13-25. Wtedy Kyle Lowry wrzuca 6 bieg i napędza ataki Kanadyjczyków, publika ponownie się rozkręca! Jonas Valanciunas po fantastycznym początku zostaje przystopowany przez Milesa Plumlee. Gracze Caseya nadal nie potrafią sprostać atmosferze rozgrywek posezonowych, kolejne straty Lowrego i pudła DeRozana  (0/5 z gry). Kwartę wygrywają goście 29-21, co jest wysokim wynikiem jak na Nets.

2 kwarta:
Na początku drugiej kwarty DeRozan trafia pierwsze punkty z linii rzutów wolnych,  goście popełniają szybko trzy faule (2 Livingston). Zmiennicy trenera Kidda pudłują kolejne rzuty z dystansu. Greivis Vasquez celną trójką zmniejsza prowadzenie do czterech punktów. Andray Blatche w trzeciej minucie notuje pierwszą ofensywną zbiórkę dla swojego klubu. Sam ma problem z wykończeniem akcji pod koszem. Drugi garnitur gości nadal pudłuje: Teletović i Thornton oddali 5 rzutów… bez efektu. Po 4 minutach mamy remis 35-35. Gospodarze zaliczyli „run” 17-6 (trafiając 9 rzutów wolnych, Vasquez 10 punktów). Wracają podstawowi zawodnicy Nets i od razu Williams trafia z faulem. Po kolejnych udanych zagraniach ma już na koncie 16 punktów, Joe Johnson grając tyłem do kosza trafia bez problemu (10 punktów). Toronto odpowiadają dwoma celnymi rzutami Patricka Pattersona. Valanciunas ma w drugiej kwarcie na koncie 1 punkt. Na pięć minut przed końcem pierwszej części robi się gorąco. Kevin Garnett uderza Lowrego za co zostaje ukarany przewinieniem technicznym (42-41). Alan Anderson przypomina się swojej dawnej publiczności trafiając dwa rzuty po wejściach pod kosz. Raptors nadal w prosty sposób tracą piłki (podejmują czasami niezrozumiale dla kibiców decyzje). Nagle zaczyna wiać w hali, John Salmons i Williams zaliczają „niedoloty”. W kolejnej akcji Garnett brutalnie blokuje Valanciunasa. Warto zaznaczyć, że podstawowy center gospodarzy na 3 minuty przed końcem 2 kwarty ma na koncie 10 zbiórek. Swobodnie poruszający się po boisku Williams zdobywa swój 18 punkt (potrzebował do tego aż 17 rzutów!). Brooklyn prowadzi 50-46. Raptors w drugiej odsłonie trafili tylko cztery razy z gry, ale dołożyli do tego aż 16 celnych wolnych. Niestety po pierwszej połowie mają tyle strat ile celnych rzutów.

Po 24 minutach Terrence Ross i DeMar DeRozan nadal nie zdobyli punktów z gry. Goście o wiele lepiej panują nad piłką – zaliczyli tylko trzy straty i dołożyli aż 7 przechwytów. Skuteczność gospodarzy spadła poniżej 40%. Kevin Garnett zalicza pierwszą w historii występów w PO połowę bez zdobytego punktu.

3 kwarta:
W pierwszej akcji Valanciunas zalicza double-double (11/10), a chwilę później DeRozan popełnia trzecią stratę. Wreszcie budzi się Ross, celna trójka wyprowadza gospodarzy na jednopunktowe prowadzenie. Dopiero w trzeciej kwarcie KG trafia jeden z dwóch wolnych i to jest jego pierwszy punkt w meczu. Kiedy już się wydaję, że nadeszła chwila, w której Raptors przejmą kontrolę nad spotkaniem Ross w fatalny sposób gubi piłkę (14 strata). Joe Johnson nadal ustawia się tyłem do kosza w ulubionej dla siebie pozycji (5/7 z gry). Kłopot z faulami w krótkim odstępie czasu mają Livingston i Plumlee (po 4). DeRozan nie idzie w ślady lidera gości, ma już 0/7 z gry! Nets nie potrafią trafić z dystansu, przestrzelili już 14 rzutów z rzędu. Jednak Johnson trafia szósty raz w meczu. W tym momencie oba zespoły spadły poniżej 40% z gry. Sześć minut do końca i pojawiają się problemy techniczne, maskotka gospodarzy zaczyna szaleć na parkiecie. Okazuje się, że tablice świetlne nie wytrzymały atmosfery, zastępcze nie chciały pracować… więc zdecydowano, że od tej pory czas będzie przekazywany poprzez speakera. Syreną od tego momentu będzie trąbka! 57-53 dla gości. Johnson i Williams wyprowadzają Nets na prowadzenie 65-59. W międzyczasie pierwszy celny rzut z gry zalicza DeMar DeRozan (3 minuty do końca kwarty). Nadzieje kibiców gospodarzy utrzymuje Kyle Lowry, który kończy kwartę celną trójką (62-67).

4 kwarta:
Nets od początku kwarty nie potrafią odnaleźć właściwego rytmu. Trzy pudła i strata otwierają szansę dla gospodarzy, a oni ją bezwzględnie wykorzystują. Patrick Patterson w pojedynkę doprowadza do remisu (67-67). Kolejny fragment meczu to walka kosz za kosz. Nadal jednak goście mają minimalną przewagę. Kolejny raz Patterson w głównej roli (blokuje Puala Piercea), Greivis Vasquez trafia za trzy i Raptors prowadzą 76-75. To jest ten czas, w którym wszystko się zmienia i gospodarze przejmują kontrolę nad meczem. Nic z tych rzeczy, pamiętacie jak w opisie serii pisałem o kluczowym doświadczeniu? W tym momencie nadszedł czas weteranów, gospodarze nie potrafili odpowiedzieć na fantastyczne zagrania przeciwników. Kolejno: Johnson, Garnett oraz Pierce (celna trójka po 19 pudłach!) dziurawili kosz „Raptorsów” (82-76). The Truth trafia jeszcze trzykrotnie z rzędu, a Toronto odpowiada tylko 5 punktami Valanciunasa i Vasqueza (88-81). Zostaje 50 sekund do końca, Nets wykorzystują wszystkie sześć rzutów wolnych i wygrywają pierwszy mecz w serii. 94-87.

Key facts:
Jonas Valanciunas zbierając 18 piłek z tablic zostaje rekordzistą klubu pod tym względem w postseason. Goście popełnili tylko 8 strat przy 17 Toronto! Dodatkowo przestrzelili aż dwadzieścia rzutów za 3! Andrei Kirilenko nie pojawił się w ogóle na parkiecie, a Amir Johnson odczuwał skutki skręcenia kostki w ostatnim meczu sezonu zasadniczego, zdobył tylko 2 punkty. Joe Johnson siedział na ławce przez 4 minuty, będąc na boisku spudłował tylko 5 z 13 rzutów. Greivis Vasquez starał się zastąpić DeRozana w ataku, dorzucił 18 punktów i rozdał 8 asyst. DeRozan i Ross powinni jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu, w sumie  trafili 4 na 17 rzutów! Kapitalne zawody zagrał Kyle Lowry (22/7/8), trzeba jednak wspomnieć o jego 5 stratach.

Po meczu:
W pomeczowych wywiadach DeMar Derozan stwierdził, że to był ciężki mecz, ale jest przekonany, że kolejny będzie zdecydowanie lepszy. Zauważył, że Nets trafiali bardzo trudne rzuty, podczas gdy jego zespół pudłował te łatwe.

Deron Williams natomiast był zadowolony z obrony swojego zespołu: „Nie rzucaliśmy dobrze za trzy punkty, ale uważaliśmy na straty oraz staraliśmy się dobrze bronić. Dzięki temu wygraliśmy. Nasi statystycy przypomnieli nam, że mamy bilans 13-0 kiedy przeciwnik rzuca poniżej 40%, trzeba było konsekwentnie bronić”.

Co teraz?:
Mecz numer dwa dopiero we wtorek, Toronto muszą go wygrać, aby zachować jakiekolwiek szanse na powodzenie w tej serii. Możemy spodziewać się lepszego meczu w wykonaniu DeRozana oraz nowych rozwiązań w obronie, które będą próbować ograniczyć Iso Joe w ataku.

Patrzcie i podziwiajcie, THE DAGGER:

Toronto Raptors - Brooklyn Nets 87 : 94

(21:29, 25:21, 16:17, 25:27)

 

0

NBA Playoffs: Warriors zwyciężają już w pierwszym meczu!

NBA | 20.04.2014 01:41

Rewelacyjnie pierwszą rundę tegorocznych Playoffs NBA otworzyli gracze Golden State Warriors, którzy już w pierwszym starcu pokonali wyżej notowanych Los Angeles Clippers.

Dużo bardziej zmobilizowani do meczu przystąpili Los Angeles Clippers, którzy spotkanie otworzyli od prowadzenia 7-0. Niesamowicie zmotywowany od pierwszych minut był Blake Griffin. Silny skrzydłowy gospodarzy był bardzo aktywny zarówno w ataku, jak i w obronie. Natomiast Warriors starali się w znaczący sposób przyśpieszyć rozgrywanie swoich akcji w ataku, tym samym narzucając swoje tempo przeciwnikom. Jednak ich rywale nadal prezentowali niezwykle ekspresywną i fizyczną koszykówkę. Ale podopieczni Marka Jacksona rozsądnie wyczekali oraz wykorzystali sytuację, gdy w szeregi Clippers wdarł się chaos, co pozwoliło im na systematyczne odrabianie strat. Goście znacznie zagęścili pole trzech sekund, a w ataku świetnie dzielili się piłką. Tymczasem pierwszą kwartę niecodzienny trafieniem z własnej połowy zakończył Jamal Crawford, który tym samym zwiększył przewagę gospodarzy do stanu 29:24. 

  Niestety niezbyt dobrze drugą kwartę rozpoczęli Clippers, bowiem błyskawicznie trzecie przewinienie osobiste złapał Blake Griffin, który ponownie powędrował na ławkę rezerwowych. Taka postać rzeczy znacznie sprzyjała gościom, którzy coraz śmielej poczynali sobie pod atakowanym koszem. Wytrwałość i nieustępliwość Warriors się opłaciła, ponieważ na ponad 6 minut przed końcem pierwszej połowy wyszli na pierwsze prowadzenie w tym meczu (34:33). A z minuty na minutę coraz lepiej radził sobie ich lider Stephen Curry, który miał już na swoim koncie 10 punktów. Tymczasem zespół Doc’a Riversa wcale nie zamierzał tak łatwo oddawać własnego parkietu. Poczynania swojej drużyny w znaczącym stopniu ożywił DeAndre Jordan, który był wręcz nie do zatrzymania pod oboma obręczami. Tym samym pojedynek dużo bardziej się wyrównał i był prowadzony w tempie punkt za punkt. Ostatecznie, po 24 minutach bardzo wyrównanej walki na tablicy wyników w hali Staples Center w Los Angeles widniał wynik 52:52.    Bardzo pechowo drugą połowę rozpoczęli Golden State Warriors, bowiem piąte przewinienie złapał ich podstawowy skrzydłowy – Andre Igoudala, który dość nieoczekiwanie pojawił się na boisku w tej części gry. Jednak mimo to spotkanie nadal było niesamowicie wyrównane. A kibice zgromadzeni w hali mogli podziwiać efektowną wymianę ciosów. Świetnie dysponowani dystansowo byli: J.J. Redick oraz Klay Thompson,  których pojedynek strzelecki był ozdobą trzeciej odsłony meczu. Jednakże końcówka trzeciej kwarty zdecydowanie należała do gości. Zespół z Oakland w defensywie prezentował bardzo nieprzyjemną dla przeciwnika obronę strefową. Natomiast w ataku starali się grać kontrolowane i skrajnie zespołowe akcje. Taka taktyka przyniosła efekt, bowiem Wojownicy przed ostatnią kwartą prowadzili różnicą, aż 8 „oczek”.    Początek czwartej kwarty podobnie jak końcówki trzeciej należał do ekipy przyjezdnej, która kontynuowała taktykę obraną wcześniej. W ich barwach szczególnie wyróżniali się Klay Thompson oraz David Lee, którzy w znaczącym stopniu odciążyli Stephena Curry od zdobywania punktów. Gdy wydawało się, że całkowitą kontrolę nad meczem mają Warriors, ponownie na parkiecie pojawił się Chris Paul. Rozgrywający Clippers znacznie przyśpieszył poczynani swojego zespołu i to głównie za jego sprawą obraz spotkania uległ zmianie. Gospodarze odrobili większość strat i na 3 minuty przed końcem przegrywali ledwie 100:99, co prognozowało nie lada emocje do ostatnich sekund. Jednak wtedy niesamowitym blokiem oraz równie efektowną „trójką” popisał się Harrison Barnes, który ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie.    Ostatecznie o wyniku tego wyrównanego pojedynku zadecydowały szczegóły, a przełomowym momentem okazały się dwa celne rzuty osobiste Draymonda Greena na 24 sekundy przed końcem meczu. Warriors nie dali sobie wyrwać tak cennego prowadzenia. A w decydujących momentach w barwach Clippers zawiódł Chris Paul, który w dość prostej sytuacji stracił piłkę oraz przestrzelił dwa rzuty wolne. Na przestrzeni całego spotkania drużyna Golden State Warriors prezentowała skrajnie zespołową koszykówkę i bardzo trudno jest wyróżnić pojedyncze jednostki. Najlepszym ich strzelcem okazał się Klay Thompson, który miał 22 punkty, 7 zbiórek oraz 5 asyst. Świetnie zaprezentował się David Lee autor 20 punktów, 13 zbiórek, asystę i przechwyt. Jednym z kluczem do zwycięstwa był rezerwowy Harrison Barnes zdobywca 14 „oczek” oraz 8 zbiórek, asysty i bloku.   W Los Angeles Clippers pomimo fatalnej końcówki świetny mecz rozegrał Chris Paul, który uzbierał na swoim koncie 28 punktów, 8 asyst, 7 zbiórek oraz 4 przechwyty. 22 „oczka” zdobył natomiast J.J. Redick. Kolejne double-double w postaci 11 punktów i 14 zbiórek zaliczył DeAndre Jordan, który miał w swoim dorobku również aż 5 bloków.   

 

Los Angeles Clippers - Golden State Warriors 105 : 109

(29:24, 23:28, 27:35, 26:22)

 
0

NBA Playoffs: Spurs - Mavericks, czyli 4-0?

NBA | 19.04.2014 23:11

 Przed sezonem wiecznie niedoceniani, a w trakcie niezwykle groźni - San Antonio Spurs rozpoczynają kolejną batalię o powrót na szczyt. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego przez ostatnie miesiące wysłała jasny sygnał – gramy o mistrzostwo. Czy równie doświadczona drużyna Dallas Mavericks będzie w stanie podjąć rękawicę?

Gdzie tkwi tajemnica słynnego eliksiru na sukces Spurs? W zawodnikach? Niekoniecznie. Saga pod tytułem – Sukcesy w San Antonio rozpoczęła się dokładnie dwie dekady temu – w 1994 roku, gdy rolę pierwszego trenera obejmował Gregg Popovich. Historia ta mocno poróżniła media w USA, bowiem „Pop” przejmował zespół jako.. generalny menager. Popovich od początku miał szczęśliwą rękę. Pod jego rządami do klubu trafiali Tim Duncan, Tony Parker czy Manu Ginobili. Gra Spurs nigdy nie była wielce efektowna. W zespole brakowało graczy efektownych, ale nie efektywnych. Tegoroczny sezon 2013/2014 mimo licznych problemów jest dla Spurs niezwykle udany. Mniejsze powody do zadowolenia mają za to fani Dallas Mavericks, którzy raczej zamierzali uniknąć starcia z Spurs już w pierwszej rundzie. Ekipa Ricka Carlisle w wielu spotkaniach uzależniona jest od formy Dirka Nowitzkiego, który po osiągnięciu mistrzostwa w 2011 roku mocno spoczął na laurach. Ale to koszykarz, który na parkiecie robi swoje. Podobnie jak będący nieco w cieniu Jose Calderon. Niekreowany na postać numer jeden Mavericks po cichu rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze. Miał już lepsze wskaźniki, ale jeszcze nigdy nie był, aż tak wszechstronny.

Dlaczego wygrają Spurs?

1. Spurs grają jak w transie. W sezonie zasadniczym potrafili wygrywać seriami z czołowymi drużynami Wschodu czy też Zachodu. Raczej mało prawdopodobne by w dobrze działającej maszynie potrzebna była pomoc.
2. Rzucający obrońca – Zestawienie graczy – Daniel Green, Manu Ginobili, Marco Bellineli daje „Popowi” spore pole do popisu. Etatowi dublerzy Argentyńczyk Ginobili oraz Włoch Bellineli w innych klubach mieliby sporą szansę na grę w pierwszej piątce. W Spurs pełnią rolę „tylko” ważnych zmienników. Green jeszcze niedawno był gwiazdą tylko NBDL. Dziś, to koszykarz, na którym często oparta jest ofensywa Spurs. Małym kamyczkiem do ogródka Amerykanina jest kreowanie sobie miejsca do zdobywania punktów. Przy takim zestawie graczy obwodowych zespół Dallas wypada po prostu blado.
3. Gregg Popovich. Pop wie doskonale jak smakują play-offs. Jego mądrość koszykarska czy doświadczenie to zdecydowany atut Spurs w starciu z Mavericks.

Dlaczego wygrają Mavericks?

1. Teoretycznie problemy Spurs w ataku mogą stwarzać zarówno Jose Calderon jak i Monta Ellis. Szczególnie na tego drugiego powinna być ukierunkowana obrona Spurs, co przy odpowiednim „dzieleniu się piłką” może stwarzać nowe możliwości dla podkoszowych Dallas.
2. Doświadczenie. O ile na ławce trenerskiej Popovich przewyższa doświadczeniem Carlisie, o tyle na parkiecie więcej opanowania mogą mieć gracze Mavericks.
3. Nowitzki. Mimo, iż Niemiec najlepsze lata ma za sobą, to wciąż gracz z najwyższej światowej półki. Jego dobra dyspozycja jest konieczna by podjąć równą walkę ze Spurs.

Kluczowy gracz Spurs:

Daniel Green – jeszcze niedawno nic nie zapowiadało, że będzie to jeden z kluczowych graczy NBA. Green wskoczył do NBA i nie zamierza poprzestawać. Ciągły proges u tego gracza jest jak najbardziej prawdopodobny.

Kluczowy gracz Mavericks:

Dirk Nowitzki – Najlepszy strzelec Dallas? Oczywiście Nowitzki. I jest to w tym wypadku oczywista oczywistość. 35-letni już Niemiec, to prawdziwa ikona zespołu Marca Cubana.

Plan spotkań:
20.04 San Antonio
23.04 San Antonio
26.04 Dallas
28.04 Dallas
ew. 30.04 San Antonio
ew. 2.05 Dallas
ew. 4.05 San Antonio

Pierwsze piątki:
Tony Parker - Jose Manuel Calderon
Daniel Green - Monta Ellis
Kawhi Leonard - Shawn Marion
Tim Duncan - Dirk Nowitzki
Tiago Splitter - Samuel Dalembert

W rundzie zasadniczej: 4-0

Ostatnia rywalizacja w play-off: 1. runda Zachodu 2010 4-2 dla Spurs

 

0

Belgia: Ponitka w finale pucharu

Świat | 19.04.2014 23:06

Mateusz Ponitka awansował wraz z kolegami z Telenetu Ostenda do finału turnieju o Pucharu Belgii.

Telenet w półfinale pokonał 75:71 Liege Basket, a Polak zdobył 5 punktów (2/3 za 2, 0/3 za 3, 1/3 za 1) i miał 2 asysty. 15 punktów rzucił Dusan Djordjević, 14 Ryan Thompson. W rozgrywanym w Poniedziałek Wielkanocny finale Telenet zmierzy się z Port of Antwerp Giants, którzy ograli 82:80 Belgacom Spirou Charleroi.

0

Włochy: Wielki Szewczyk w Wielką Sobotę

Świat | 19.04.2014 23:01

Szymon Szewczyk rozegrał swoje najlepsze spotkanie w barwach Acei Rzym, ale nie wystarczyło to do wygranej.

Szewczyk zazwyczaj jest rezerwowym w zespole wicemistrza Włoch, lecz tym razem zastąpił w pierwszej piątce Trevora Mbakwego. Nie zawiódł. W 31 minut zdobył 23 punkty (5/6 za 2, 3/6 za 3, 4/5 za 1), miał też 3 zbiórki, blok oraz 4 przechwyty. Niestety koledzy nie dostosowali się poziomem i Acea uległa 71:82 Banco di Sardegna Sassari na wyjeździe.

To trzecia kolejna porażka Szewczyka i spółki, która sprawia, że ekipa szczecinianina z bilansem 15-12 znajduje się obecnie na dopiero 6. miejscu. Prowadzi EA7 Emporio Armani Mediolan (21-5).

0

PLK: Nikt nie chce do play-offów?

PLK | 19.04.2014 22:44

Walczące o awans do play-off zespoły z Gdyni, Koszalina i Wrocławia w 8. kolejce słabszej grupy Tauron Basket Ligi grały tak, jakby na fazie pucharowej im nie zależało.

Asseco, AZS, Śląsk - z tego tercetu w play-off zagrają dwie drużyny i jeszcze kilka dni temu wydawało się, że zadecydują o tym bezpośrednie mecze. Tymczasem w przedświątecznej serii spotkań tercet faworytów miał trudną przeprawę z zespołami ze Starogardu, Tarnobrzegu i Kołobrzegu, która szans na ósemkę już nie mają.

Zaczęło się od meczu Kotwicy z Asseco, który gdynianie wygrali po dogrywce 70:77. Zawdzięczają to A.J. Waltonowi, który w ostatnich 9 minutach meczu (czwarta kwarta i dogrywka) rzucił aż 17 punktow, a w końcówce czwartej ćwiartki kilka razy doprowadzał do remisu. Takie męczarnie z Kotwicą to zaskoczenie, bo kołobrzeżanie występują obecnie bez obcokrajowców z zawodnikami teoretycznie z poziomu I ligi. Jeden z nich, rozpoczynający ten sezon w MCKiS Jaworzno Michael Gospodarek błysnął w meczu z Asseco - miał 16 punktów, 7 zbiórek oraz 6 asyst.

Popisy Asseco przebili koszykarze z Wrocławia. Śląsk grał u siebie, ale uległ Polpharmie Starogard Gdański 78:82. Jednym z katów okazał się Marcin Kosiński, który przed sezonem w niemiłej atmosferze opuścił Śląsk. Teraz rzucił 14 punktów, miał 4 zbiórki i 4 asysty.

Na zakończenie dnia horror swoim kibicom zgotowali zawodnicy z Koszalina. AZS wygrał w Tarnobrzegu ze Stabill Jeziorem zaledwie 89:86 po dogrywce. Akademików uratował świetny dzień Bartłomieja Wołoszyna. Były reprezentant Polski rzucił aż 27 punktów, w tym 5 w dodatkowej części.

Po tej kolejce Asseco ma jeden punkt przewagi nad Śląskiem i AZS-em. W następnej serii Śląsk podejmie Asseco, a AZS Polpharmę. Na koniec Śląsk podejmie AZS, a Asseco pojedzie do Tarnobrzega.

Kotwica Kołobrzeg - Asseco Gdynia 70 : 77

(12:22, 18:13, 17:10, 16:18)


Stabill Jezioro Tarnobrzeg - AZS Koszalin 86 : 89

(23:29, 20;12, 21:21, 16:18)


WKS Śląsk Wrocław - Polpharma Starogard Gdański 78 : 82

(15:15, 18:22, 22:20, 23:25)

0

PLK: Czarni w końcu lepsi od Anwilu, opuszczą 6. miejsce?

PLK | 19.04.2014 19:44

To będą spokojne święta Wielkanocne dla koszykarzy Energi Czarnych Słupsk. Podopieczni Andreja Urlepa przed własną widownią pokonali Anwil Włocławek 68:55 i niekoniecznie zajmą 6. miejsce przed play-off.

Energa Czarni od początku była zespołem zdecydowanie lepszym. Anwil gospodarzom zagroził jedynie w trzeciej kwarcie, kiedy fenomenalny tego dnia Michał Sokołowski doprowadził do remisu. Wśród słupskich koszykarzy nie do zatrzymania był Jordan Hulls. Amerykanin zanotował łącznie 22 punkty, podobnie zresztą jak wspomniany Sokołowski. Energa Czarni po raz pierwszy w tym sezonie pokonała Anwil Włocławek. Zwycięstwo słupskiego zespołu niewiele zmienia w ligowej tabeli.

Podopieczni Andreja Urlepa pozostają na szóstym miejscu, a Miliji Bogicevicia na piątym. Czarni mogą po cichu liczyć na awans, ale tylko w przypadku dwoch wygranych w dwóch ostatnich meczach w połączeniu z dwoma porażkami Rosy Radom. Rosa (bez kontuzjowanego środkowego Kirka Archibeque'a) po porażce 79:92 z PGE Turowem w Zgorzelcu ma teraz taki sam bilans 16-14 jak Anwil. Kluczowa będzie kolejna seria spotkań, w której w środę 23 kwietnia Rosa podejmie Trefla Sopot, a Anwil - Turów.

Tymczasem zgorzelczanie dzięki wspomnianemu sukcesowi przeciwko Rosie (19 punktów J.P. Prince'a, 17 Damiana Kuliga) są coraz bliżej zapewnienia sobie pierwszej lokaty przed fazą play-off. Dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań wyprzedzają mający taki sam dorobek zwycięstw i porażek Stelmet Zielona Gora. W przedświątecznej kolejce Stelmet pokonał 93:85 Trefla Sopot mimo 22 punktów Michała Michalaka u gości. 16 punktów i 7 asyst zaliczył w Stelmecie Łukasz Koszarek. Po tym wyniku Trefl jest już pewny trzeciego miejsca przed play-off - nie wyprzedzi nikogo i sam nie zostanie wyprzedzony.

Energa Czarni Słupsk - Anwil Włocławek 68 : 55

(18:12, 19:18, 16:17, 15:8)


Stelmet Zielona Góra - Trefl Sopot 93 : 85

(31:24, 18:14, 25:24, 19:23)


PGE Turów Zgorzelec - Rosa Radom 92 : 79

(32:19, 15;18, 30:14, 15:28)

0

NBA Playoffs: Pacers - Hawks, czyli spacerek Pacers?

NBA | 19.04.2014 12:04

Indiana Pacers stoi przed teoretycznie najłatwiejszym zadaniem w fazie play-off. Ponieważ ich przeciwnik jako jedyny uczestnik do tej części rozgrywek przystępuje z ujemnym bilansem.

Zdecydowanym faworytem tej serii są Pacers, którzy jako liderzy konferencji Wschodniej przystępują do fazy play-off. Jednakże dość niespodziewanie, ale przewaga psychologiczna stoi po stronie Hawks. A przyczyną takiego nieoczekiwanego obrotu spraw jest spotkanie z 6 kwietnia, kiedy Jastrzębie rozgromili swoich rywali 107:88. Świetny mecz rozgrał wtedy rozgrywający ekipy z Atlanty - Jeff Teague autor 25 punktów. Dla samych Pacers jest to, o tyle traumatyczne wspomnienie, ponieważ porażkę odnieśli przed własną publicznością oraz ustanowili dość niechlubny rekord klubu. A mianowicie ekipa z Indianapolis w całej pierwszej połowie rzuciła ledwie 23 punkty, co jest najgorszym wynikiem w historii klubu.

Pomimo to Pacers raczej nie powinni mieć większych problemów z wyeliminowaniem swoich przyszłych rywali. Po wspomnianej klęsce szybko się otrząsnęli i w kolejnych meczach prezentowali się o niebo lepiej. Do wielkiej formy powraca Paul George, dla którego zbliżające się play-offy są szczególnie wyjątkowe, bowiem po raz pierwszy przystępuje do nich w roli zdecydowanego lidera drużyny. Jednak z pewnością będzie mógł liczyć na dobre wsparcie w postaci: Davida Westa, Roy’a Hibberta, czy Georga Hilla. Natomiast o sporą dozę energii na pewno postara się Lane Stephenson.

Tymczasem w Atlancie nastroje są całkiem odmienne, niż w Indianapolis. Ponieważ miejscowi Hawks tak naprawdę nic nie muszą, a sam awans do fazy play-off już jest sukcesem. Każde kolejne spotkanie przedłużające sezon Jastrzębi będzie niemałą niespodzianką oraz sporym ich sukcesem. Mimo kontuzji trener Mike Budenholzer ma do dyspozycji całkiem niezłą ekipę. Szczególnie groźni dla Pacers mogą być Jeff Teague oraz Paul Millsap. Kolejnymi celnymi „trójkami” chyba nikogo nie zaskoczy Kyle Korver. Natomiast dla takich zawodników jak: DeMarre Carroll, Pero Antić, Shelvin Mack, czy Mike Scott sam udział w tej części sezonu jest niezwykłym wyróżnieniem i na pewno podejdą do tego wyzwania podwójnie zmobilizowani.

Trzy powody dlaczego rywalizację wygra Indiana Pacers:

- defensywa

- skrajnie zespołowa koszykówka

- silniejszy i bardziej wyrównany skład

Trzy powody dlaczego rywalizację wygra Atlanta Hawks:

- przewaga psychologiczna

- element zaskoczenia

- duet Jeff Teague – Paul Millsap

Kluczowy zawodnik Pacers: Paul George

Kluczowy zawodnik Hawks: Paul Millsap

W sezonie zasadniczym: 2-2

Pierwsze Piątki:

George Hill - Jeff Teague

Lance Stephenson – Kyle Korver

Paul George - DeMarre Carroll

David West - Paul Millsap

Roy Hibbert - Pero Antić

Plan spotkań:

19.04 Indianapolis

22.04 Indianapolis

24.04 Atlanta

26.04 Atlanta

ew. 28.04 Indianapolis

ew. 1.05 Atlanta

ew. 3.05 Indianapolis

Nasz typ: 4:1 dla Indiana Pacers

0

NBA Playoffs: Raptors - Nets, czyli atletyzm vs. doświadczenie

NBA | 19.04.2014 01:07

Czas na parę ze wschodu – trzecia ekipa konferencji kontra zespół, który zajął szóste miejsce. Debiutujący na ławce Jason Kidd zmierzy się ze specjalistą od obrony Dwanem Casey. Tych panów łączy znacznie więcej niż się wam wydaje, ale o tym za chwilkę. 

Ciężko opisuje się serię, w której gra twój ulubiony zespół, drużyna dzięki której pokochałeś NBA… dosyć! Przejdźmy do konkretów.

vs. 

Game 1: Raptors can't handle The Truth

Pamiętacie sezon, w którym Dallas Mavericks doprowadzili LeBrona do płaczu pokonując ich w finale? J-Kidd był wtedy rozgrywającym mistrzowskiej ekipy, a na ławce trenerskiej Dallas jako specjalista od obrony siedział nie kto inny jak Dwane Casey. To co Jason zapamiętał na pewno będzie chciał wykorzystać w bezpośrednich starciach przeciwko Raptorom.

Tytuł wyjaśnia wszystko, każdy zespół posiada swoją mocną stronę, która jest równocześnie słabością przeciwnika!

Zacznijmy od gospodarzy:
Toronto zaliczyło najlepszy sezon pod względem wygranych w historii klubu. Pojawiają się w rozgrywkach posezonowych po siedmiu latach przerwy. Zgadnijcie co… wtedy również wygrali swoją dywizję i od razu trafili na… Nets. Przegrali pierwsze spotkanie i całą serię 2-4 (prawdopodobnie identyczny scenariusz czeka nas w tym roku). Młody zespół z Kanady będzie starać się (dosłownie) zabiegać weteranów z przeciwnej ekipy. Ich ofensywa ze średnią 105,8 jest dziewiąta w lidze, tak samo jak obrona (102,4). Mają najlepsze wyjściowe ustawienie w całej konferencji, a dodatkowo ich lider zakończył sezon w 10 najlepszych strzelców ligi. To właśnie indywidualne popisy DeMara DeRozana i Kylea Lowryego będą mocną siłą Toronto. W czterech meczach przeciwko Nets obaj zawodnicy rzucali po 22 punkty, dokładając do tego 50% z gry. To nie koniec! Kyle Lowry rozdawał 6 asyst i trafiał 48% za 3 punkty. DeRozan był jeszcze bardziej gorący zza łuku -> 55%! Miało to swoje przełożenie w całym sezonie, gdyż Toronto uplasowało się na trzecim miejscu w lidze pod względem punktów na mecz zdobywanych przez graczy obwodowych. Zdecydowanie górują nad swoimi rywalami jeśli chodzi o celne rzuty poza strefą podkoszową (66,6 > 58,0).

Gdyby było tak różowo, to zwycięzca serii byłby od dawna znany. Toronto ma swoje problemy, które gołym okiem widać w statystykach, są na ostatnim miejscu w lidze jeśli chodzi o punkty zdobywane przez graczy wysokich. Gorzej niż Nets trafiają z „pomalowanego” i co najważniejsze… brakuje im kluczowej rzeczy -> obycia w rozgrywkach posezonowych. Z zawodników pierwszej piątki tylko Lowry i Amir Johnson posmakowali atmosfery PO (nie odgrywając w swoich zespołach ważnych ról). Brak doświadczenia jest widoczny w momencie kiedy wynik jest „na styku”. Z 11 spotkań, w których różnica wynosiła 3 punkty lub mniej podopieczni Caseya wygrali tylko 3

Przejdźmy do przeciwników:
Nets to najdroższa ekipa całej ligi (ostatnie zestawienia pokazały, że zaczynają konkurować z tuzami piłki kopanej), ich droga do 6 miejsca nie była usłana różami. Od początku grali fatalnie, coach Kidd wylewał napoje na parkiet, pozbywał się swoich asystentów (Lawrence Frank), do tego doszła kontuzja stopy Brooka Lopeza, która wyeliminowała go z gry do końca sezonu. Wraz z początkiem nowego roku wszystko zmieniło się o 180 stopni. Nets wygrali 16 z 18 meczów na własnych parkiecie, poprawili grę swojej ławki (4 miejsce w lidze) oraz radzili sobie z problemami zdrowotnymi Kevina Garnetta i Derona Williamsa. Skoro mówimy o rozgrywającym z Brooklynu, to warto wspomnieć o ważnej rzeczy, dzięki obecności Shauna Livingstona, D-Will może pewną część czasu rozgrywać na pozycji numer 2, przesuwając Paula Piercea i Joe Johnsona o jedną pozycje w górę. To ustawienie sprawia mnóstwo kłopotów przeciwnikom, którzy muszą koncentrować się za jednym razem na trzech wybitnych strzelcach. Jeśli już mówimy o strzelcach, to Raptors muszą być czujni, ławka Nets jest na trzecim miejscu pod względem celnych trójek w całej lidze. Alan Anderson (33%), Marcus Thornton (38%) i przede wszystkim Mirza Teletović (39%) potrafią seriami trafiać z dystansu. Najważniejsza rzecz to oczywiście doświadczenie. Statystyki są miażdżące na korzyść Brooklyn Nets! KG, D-Will, Pierce i JJ w sumie zagrali w 387 spotkaniach posezonowych! Nie wspominając o mistrzostwie przybyszów z Bostonu. Oni po prostu będą wiedzieć co trzeba zrobić i jak się zachować, będą potrafili umiejętnie się dostosować do warunków panujących w danej sytuacji. Będą wykorzystywać nieuwagę sędziów, co np. dla Jonasa Valanciunasa może się źle skończyć.

Jednak czy będą wstanie zatrzymać rozpędzonych Raptors? Terminarz spotkań przemawia za nimi (dłuższe przerwy pomiędzy spotkaniami), co
w połączeniu ze zwiększeniem ilości minut dla Garnetta może być zabójcze dla Toronto. Jeden uraz może pokrzyżować wszystkie plany… trzeba pamiętać, że Nets specjalnie obniżyli loty, aby uniknąć potyczki z Bulls. My dobrze wiemy jaki los spotyka tych co za dużo kalkulują. Raptors będą potrójnie zmobilizowani. Cała obrona Nets jest sklasyfikowana dopiero na dziewiętnastym miejscu w lidze, co jeszcze bardziej przemawia na niekorzyść podopiecznych Kidda.


Oba zespoły bardzo dobrze są do siebie dopasowane. Dlatego przed nami bardzo fajna seria, w której młodość i energia będą walczyć z doświadczeniem
i legendami ligi. Kluczowe będzie pierwsze spotkanie, które zadecyduje o losach serii. W przypadku porażki Toronto, wszystko już będzie wiadome…

Injury Report:
W ostatnim mecz Toronto przeciwko Knicks, Amir Johnson podkręcił kostkę i jego występ nagle stanął pod znakiem zapytania. Ewentualna nieobecność Amira będzie sporym kłopotem, ponieważ jest to zawodnik, który lubi ścinać pod kosz i atakować tablicę przeciwnika – odpowiednio 30% i 15% swoich akcji w obronie. Kolejny w rotacji jest Patrick Patterson, który zdecydowanie bardziej woli akcje typu spot-up (35% swoich akcji w ataku)

Raptors wygrają ten pojedynek, bo:
- są młodsi i silniejsi niż rywale, a dodatkowo będą chcieli im udowodnić, że kalkulacja jest ZŁA;
- ich wyjściowa piątka jest najlepsza w całej konferencji w tym sezonie;
- Kyle Lowry i DeMar DeRozan grają fantastycznie przeciwko Nets

Nets wygrają ten pojedynek, bo:
- mają więcej doświadczenia;
- Iso Joe w pojedynkę rozstrzygnie kilka zaciętych meczów;
- Paul Pierce i Kevin Garnett wiedzą co robić, aby przechodzić pierwsze rundy PO

Kluczowy zawodnik Raptors:
DeMar DeRozan – musi udowodnić, że forma z sezonu zasadniczego nie była dziełem przypadku. To on jest GTG w tym zespole!

Kluczowy zawodnik Nets:
Paul Pierce – to on będzie prawdziwym liderem na boisku, czasami wcieli się w rolę trenera. To jest jego czas, we will face the truth, but can Raptors handle it?

W rundzie zasadniczej: 2-2

26.11.13
TOR 100-102 BKN (Rudy Gay jeszcze w Toronto)
DeMar DeRozan 27 - Andray Blatche 24

11.01.14
TOR 96-80 BKN (bez KG)
DeMar DeRozan 26 - Paul Pierce 15

27.01.14
BKN 103-104 TOR (bez DeRozana)
Paul Pierce 33 - Kyle Lowry 31

10.03.14
BKN 101-97 TOR (bez KG)
Shaun Livingston, Deron Williams 18 - Kyle Lowry 21

Plan spotkań:
19.04 Toronto
22.04 Toronto
25.04 Nowy Jork
27.04 Nowy Jork
ew. 30.04 Toronto
ew. 2.05 Nowy Jork
ew. 4.05 Toronto

Pierwsze piątki:
Kyle Lowry - Deron Williams
Terrence Ross - Shaun Livingston
DeMar DeRozan - Joe Johnson
Amir Johnson - Paul Pierce
Jonas Valanciunas - Kevin Garnett (Mason Plumlee)

Ławka:
TOR: Dwight Buycks, Nando De Colo, Landry Fields, Tyler Hansbrough, Chuck Hayes, Steve Novak, Patrick Patterson, John Salmons, Julyan Stone, Greivis Vasquez
BKN: Alan Anderson, Andray Blatche, Jason Collins, Jorge Gutierrez, Andrei Kirilenko, Mason Plumlee, Marquis Teague, Mirza Teletović, Marcus Thornton

Ostatnia rywalizacja w Playoffs: 1. runda Wschodu 2007 4-2 dla Nets

Typ redakcji:
Toronto Raptors 2-4 Brooklyn Nets (jeśli Nets wygrają G1, jeśli nie to 4-3)

Najciekawsze tweety