2:23! Jak dokładnie wyglądała katastrofa Anwilu?

Share on facebook
Share on twitter
Anwil chciał sobie zagrać leniwą końcówkę, przegapił szanse na zwycięstwo i zawiodła też jego największa gwiazda, Tony Wroten. Analizujemy, jak Trefl Sopot - dzięki ambicji i grze do końca - mógł sprawić sensację we Włocławku.
Tony Wroten / fot. P. Kołakowski, legiakosz.com

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Anwil w kuriozalnych okolicznościach przegrał z Treflem Sopot 84:86. Na 4:56 przed końcem meczu włocławianie prowadzili 19 punktami. Od tego momentu to Trefl zaliczył pogoń notując serię 23:2 i nieoczekiwanie wygrał mecz.

Przyjrzeliśmy się dokładnie tym ostatnim minutom tego spotkania. Co z nich wynika?

W ostatnich 4:56 min 4. kwarty Anwil trafił zaledwie 1 z 10 rzutów z gry, w tym 1 z 7 za 2 oraz 0/3 za 3.

Trefl dla odmiany trafił 6 z 10 rzutów z gry, ale także słabe 1/4 z dystansu. Zdecydowaną różnicę zrobiły punkty z rzutów wolnych, których sopocianie w tej części mieli aż 10, a zawodnicy Milicicia 0.

Lenistwo w końcówce

Końcówka tego spotkania wyglądała tak jakby Anwil chciał dograć spotkanie jak najmniejszym nakładem sił, nie biorąc już zupełnie pod uwagę, że można to spotkanie jeszcze przegrać.

Na wynik końcowy złożyły się także kłopoty pod koszem, gdzie Paweł Leończyk jest świetny w kończeniu akcji oraz zbyt wolnymi powrotami do obrony włocławian.

Na 4 minuty przed końcem spotkania swój 5. faul zanotował Milan Milovanović. W końcówce trener Anwilu próbował wszystkich możliwych ustawień na pozycji centra, grając każdym z dostępnych wysokich, łącznie z Freimanisem. Anwil wówczas kompletnie nie istniał na tablicach. Trefl zebrał 11 piłek po 15 niecelnych rzutach obu zespołów.

Przegapione szanse

Zwycięstwo Trefl robi jeszcze bardziej szokujące wrażenie, gdy zorientujemy się, że od 32. minuty drużyna Marcina Stefańskiego grała bez swojego lidera – Nany Foullanda, który w głupi sposób złapał 5. faul. Jeszcze przed rozpoczęciem 4. kwarty także Witalij Kowalenko miał już 5 przewinień i ostatnie 8 minut na boisku spędził, debiutujący w PLK, Mikołaj Kurpisz.

Anwil w całym meczu i w końcówce miał problemy z wracaniem do obrony. W spotkaniu z Treflem włocławianie stracili aż 23 punkty po szybkich atakach. W decydujących momentach łatwe punkty zdobywał Łukasz Kolenda będąc zupełnie sam na sam z koszem, bo obrona szybkich ataków gospodarzy nie istniała.

Trefl umiejętnie wykorzystywał to co dostał – punkty z kontr, skuteczność pod koszem Leończyka, na którego Igor Milicić nie miał obrońcy oraz opieszałość obrony. Anwil lub grać szybko, ale w samej końcówce przesadził z tempem, umożliwiając Treflowi odrobienie strat i wygranie meczu.

Gwiazda rozczarowała

W crunch time zawiódł Tony Wroten, który w ostatnich 2 minutach zaliczył: 2 niecelne rzuty z gry, stratę, 2 faule, w tym jeden niesportowy, który pogrzebał szansę Anwilu (wideo poniżej).

To duże zaskoczenie, że gracz takiego formatu, z takim talentem i oczekiwaniami, które są w nim pokładane, zupełnie sobie nie poradził. Dodatkowo, w ostatnim posiadaniu gospodarzy zaliczył banalny błąd i musiał ratować się trudnym rzutem. Oczywiście, nie można napisać, że porażka to wyłącznie jego wina – przecież zawiedli i nie wracali szybko do obrony wszyscy gracze.

Graczami meczu zostali więc Paweł Leończyk, w parze z Łukaszem Kolendą. Młody rozgrywający trafił 3 rzuty w kontrze oraz 7 rzutów wolnych.

W ostatnich 5 minutach: 7 punktów zdobył Leończyk, Łukasz Kolenda 13, a Kurpisz 3. Dla Anwilu jedyne punkty 2 punkty zdobył Szymon Szewczyk. To nie miało prawa się wydarzyć…

RW

.

POLECANE