• Home
  • NBA
  • 50 tys. minut LeBrona – a może trochę zwolnić?

50 tys. minut LeBrona – a może trochę zwolnić?

Share on facebook
Share on twitter

Od połowy stycznia LeBron James spędza na boisku średnio prawie 40 minut w meczu, a w ogóle gra najwięcej od trzech sezonów. Czy starczy mu sił na obronę tytułu?

(fot. Wikimedia Commons)

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Przed czwartkowym pojedynkiem z Thunder w Oklahoma City, amerykańskie media informowały o tym, że trener Cavs ma dać tego dnia wolne całej swojej „Wielkiej Trójce”. Ostatecznie jednak i Kevin Love, i Kyrie Irving, i LeBron James zagrali, a ten ostatni spędził na boisku aż 41 minut. I po co? Zespół z Cleveland i tak nie sprostał zadaniu i w tym sezonie w wyjazdowych spotkaniach granych dzień po dniu ma już bilans 0-7.

„Królowi” ewidentnie brakowało tego dnia blasku i królewskiej gracji. Zdobył 18 punktów, ale potrzebował do tego aż 19 rzutów z gry (8 celnych, 1/4 z dystansu). W dodatku dwa z pudeł zaliczył przy nieudanych próbach włożenia piłki do kosza.

I choć te tzw. gwoździe niekoniecznie muszą oczywiście oznaczać przemęczenie, to dodając do tego kiepską skuteczność oraz ogólną frustrację, żale kierowane w stronę sędziego z powodu nieodgwizdania faulu w sytuacji, w której obrońca nie miał z nim jakiegokolwiek kontaktu, można już nabrać pewnych wątpliwości.

https://www.youtube.com/watch?v=SN5_v4RkZqQ

LBJ miał też w czwartek trzy straty i pewnie nawet byśmy o nich nie wspominali, gdyby nie fakt, że w ogóle w całym sezonie popełnia ich najwięcej w karierze – średnio 4,2 w każdym spotkaniu.

To już prawie 50 tys. minut!

W obecnych rozgrywkach LeBron spędza na boisku przeciętnie 37,7 minuty – to najwięcej od rozgrywek 2013/14, kiedy w przegranych po pięciu meczach finałach z San Antonio Spurs miał problemy ze skurczami. Co prawda rok wcześniej grał jeszcze więcej (37,9 min.), ale ten fakt, siedmiomeczowa, wygrana wówczas wojna z armią weteranów Gregga Popovicha, a także kolejny sezon z dużą liczbą minut na pewno nie ułatwiły zadania, jakim była obrona tytułu w 2014 roku.

Od tamtego czasu LeBron dołożył wszelkich starań, aby więcej nie dopuścić do podobnej sytuacji. M.in. dzięki diecie paleo, którą stosowali również Ray Allen i Dwyane Wade, bezpiecznie zrzucił około 9 kilogramów, zachowując przy tym swoją siłę, dynamikę i wytrzymałość. Każdego dnia pracuje, aby utrzymać swoje ciało w jak najlepszej formie. Na kucharzy, dietetyków, odnowy biologiczne i wszelkie zabiegi, które mają mu to ułatwić, rocznie przeznacza kwotę 1,5 mln dolarów.

Przed obecnym sezonem James chwalił się, że czuje się lepiej niż w wieku 19 lat. W rzeczywistości ma 32, ale już do tej pory w samym sezonie regularnym zdążył rozegrać więcej minut (w sumie 40325) niż Charles Barkley czy Larry Bird. Z kolei w fazie play-off (8383) więcej na liczniku ma tylko trzech graczy w całej historii NBA – Kobe Bryant, Kareem Abdul-Jabbar i bezkonkurencyjny Tim Duncan (9370).

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Warriors grają mniej

Wrażenie dotyczące licznika i przebiegu Jamesa potęgują także jego nieludzka wręcz wytrzymałość oraz odporność na poważniejsze urazy. W 13 poprzednich sezonach tylko raz bowiem zdarzyło mu się opuścić więcej niż 7 spotkań.

Tylko czy nie czas już trochę zwolnić? Szczególnie w rundzie zasadniczej, żeby najmocniej uderzyć w rywali w play-off?

Po czwartkowym meczu James dobił do średniej 37,7 minuty, co stawia go na pierwszym miejscu w lidze na równi z Kylem Lowrym z Toronto Raptors. I o ile dla samego LeBrona może nie być to problem, to przy zestawieniu tego z minutami gwiazd Golden State Warriors – 34,4 Kevina Duranta, 34,2 Klaya Thompsona, 33,6 Stephena Curry’ego – w ewentualnej rywalizacji w finałach może nabrać to już większego znaczenia. Zwłaszcza że w ostatnich 13 meczach LBJ grał już średnio nie 37,7 a aż 39,7 minuty.

Czuję się dobrze – zapewniał sam zainteresowany jeszcze przed środową potyczką z Pacers. – Jestem pewien, że trener zrobi dobrą robotę w kontekście obserwacji moich liczb i zapewnienia mi odpowiedniej ilości odpoczynku. Ale nie powiedziałbym, żeby coś było nie tak. Moje minuty idą w górę, ale złapaliśmy dobry rytm i jeśli dostanę trochę odpoczynku, kilka minut tu, kilka minut tam czy podczas dni wolnych, to wszystko będzie OK.

Sam LeBron nie narzeka, ale w Cleveland wiedzą, że muszą dać mu trochę odsapnąć, aby znów był w stanie dać z siebie maksimum, kiedy dojdzie do prawdziwej rywalizacji w play-off. Trener Tyronn Lue deklarował, że od drugiej połowy lutego, czyli najprawdopodobniej po przerwie na Weekend Gwiazd, zamierza zmniejszyć czas spędzany na boisku przez jego gwiazdę z 36-38 do 32-34 minut na mecz.

Można by rzec, najwyższa pora.

Mateusz Orlicki