Adam Metelski: Spełniłem dużo marzeń

Share on facebook
Share on twitter

– Pracując teraz na uczelni korzystam z wielu rzeczy, których nauczyłem się grając w koszykówkę – mówi po niedawnym zakończeniu długiej kariery sportowej Adam Metelski, znany zawodnik, ale też doktor ekonomii.

Adam Metelski / fot. Biofarm Basket Poznań

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Pamela Wrona: Grałeś na poważniej od 2001 roku – przez większość kariery Poznań, ale były dwa sezony w Koszalinie i w Starogardzie Gdańskim, sezon w Dąbrowie Górniczej, a nawet w węgierskim Gunaras KC Dombovar oraz w amerykańskich ligach NJCAA i NCAA. Dlaczego postawiłeś na koszykówkę?

Adam Metelski: W latach 90-tych, kiedy zaczynałem, panowała powszechna moda na koszykówkę. Powstały wtedy takie filmy jak: „Drużyna Asów”, „Biali nie potrafią skakać”, „Space Jam” czy „Gra o Honor”. Jako młody chłopak postanowiłem więc, że chcę być koszykarzem i wyjechać na studia do Stanów Zjednoczonych. Poniekąd wpływ miało także to, że pod moim blokiem wybudowano boisko do koszykówki i po szkole grałem tam z kolegami. Oczywiście pomocne było też to, że zawsze byłem wyższy od swoich rówieśników- jak wiadomo, wzrost w pewnym stopniu predysponuje do tego sportu (śmiech).

Myślę, że była to wspaniała przygoda. Udało mi się spełnić moje marzenia, rywalizować w pierwszej dywizji NCAA, grać w PLK oraz reprezentować swoje rodzinne miasto w 1. lidze i ekstraklasie. Jednocześnie mogłem się również realizować w innych obszarach.

Jakie cenne wskazówki i lekcje wyciągnąłeś z czasów Stanów Zjednoczonych, z Twoich początków?

Wyjazd do Stanów Zjednoczonych ukształtował całą moją karierę. Była to na pewno lekcja życia. W wieku 18 lat spakowałem walizki i wyjechałem z Polski na 4 lata. Oczywiście wracałem do domu na wakacje, ale w tamtych czasach kontakt z rodziną był utrudniony, Skype i Facebook dopiero raczkowały, a połączenia telefoniczne były drogie.

Jeżeli chodzi o koszykówkę, to przekonałem się, że w USA dużo uwagi poświęca się przygotowaniu fizycznemu i mentalnemu. Treningi były bardzo ciężkie i nie było dla nikogo taryfy ulgowej. Wydaje mi się, że tyle sprintów co w USA, nie przebiegłem przez resztę mojej przygody z koszykówką (śmiech).

Z perspektywy czasu – czy Twoje decyzje były słuszne? Nie żałujesz, że nie zostałeś dłużej za granicą?

Patrząc z perspektywy finansowej, to muszę powiedzieć, że jakbym nie dążył do gry w Poznaniu, to mógłbym zarobić większe pieniądze. Zdarzyło mi się odrzucić kilka intratnych ofert, żeby zostać na miejscu. Jednak nie żałuję, ponieważ zawsze starałem się podjąć najbardziej racjonalną decyzję na dany moment.

Nie ukrywam, że wyjazd na Węgry również był fajną przygodą. Już w pierwszym zawodowym sezonie udało mi się grać w finale ligi i finale pucharu Węgier, a oprócz tego poznałem świetną węgierską kuchnię (śmiech).




Może nie wszyscy wiedzą, ale rok temu zostałeś doktorem nauk ekonomicznych. Grając zawodowo w koszykówkę, zapewne potrzebowałeś dużego samozaparcia i determinacji, aby to wszystko pogodzić?

Na pewno wymaga to dużego samozaparcia i determinacji, ale muszę przyznać, że praca naukowa sprawia mi również dużą satysfakcję. Obecnie pracuję na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu jako asystent, prowadzę ćwiczenia i wykłady, biorę udział w różnych projektach i publikuję artykuły naukowe.

Wcześniej grając w ekstraklasie, na przykład w Polpharmie, często zaraz po meczu wsiadałem w samochód, żeby być obecnym na niedzielnych zajęciach. Było to wymagające, ale nie ukrywam, że czerpałem też z tego satysfakcję.

Kierowałeś się też tym, że koszykówka to jednak ciężki kawałek chleba? Często zawodnicy nie mają żadnego zabezpieczenia, żadnego planu B, a niekiedy ta przygoda kończy się z dnia na dzień…

Tak, gdzieś zawsze miałem z tyłu głowy, że sport nie jest pewnym źródłem utrzymania. Kontuzja może z dnia na dzień zakończyć czyjąś karierę. Prawdę mówiąc myślę, że około 30-40 koszykarzy w Polsce jest w stanie odłożyć sobie pieniądze na resztę życia, a pozostali prawdopodobnie będą się musieli przekwalifikować, co często bywa problemem.

Tematem Twojej pracy była „Aktywność fizyczna jako czynnik sukcesu zawodowego”. Czy ten temat ma odzwierciedlenie w Twoim życiu prywatnym? Jak to jest?

Temat wynikał z tego, że analizując biografie znanych ludzi, zauważyłem, że często zwracają oni uwagę, że ważny jest dla nich sport. Ciekawym przykładem jest to, że w Stanach Zjednoczonych 13 z 19 ostatnich prezydentów deklaruje, że uprawiało sport podczas studiów. Dodatkowo znam trochę osób, które grają w amatorskiej lidze koszykówki w Poznaniu i większość z nich ma bardzo udane życie zawodowe.

W związku z tym w swojej pracy doktorskiej postanowiłem sprawdzić, czy uprawianie sportu oddziałuje na sytuację zawodową osoby. Wyniki badań rzeczywiście wskazują, że uprawianie sportu łączy się z wyższymi zarobkami, ale także i większą satysfakcją z pracy, życia czy swoich osiągnięć życiowych. Co więcej, nawet aktywność fizyczna w młodym wieku może być prognostykiem przyszłych zarobków.

Czy osiągnąłem sukces zawodowy i czuję się spełniony? Spełniłem dużo swoich marzeń, ale jest za wcześnie, żeby powiedzieć, że osiągnąłem sukces zawodowy. Kończę swoją przygodę jako profesjonalny koszykarz i tak naprawdę dopiero zaczynam pracę zawodową poza koszykówką.

Mam świadomość, że jeszcze wiele lat pracy przede mną, a ja jestem dopiero na początku tej drogi. Myślę, że dopiero za kilka lat będę mógł rzetelnie odpowiedzieć na to pytanie.

Podobno od jakiegoś czasu myślałeś o tym, aby zakończyć karierę. Czy była to dla Ciebie ciężka decyzja, skoro początkowo wszystko wskazywało na to, że jeszcze sezon 2019/20 spędzisz w Biofarmie?

Myślę, że dla żadnego sportowca nie jest to łatwa decyzja. Tak naprawdę, nigdy nie ma idealnego momentu, żeby zakończyć karierę. Przemyślałem jednak wszystkie za i przeciw, posłuchałem co mają do powiedzenia na ten temat moi najbliżsi i stwierdziłem, że to odpowiedni moment. W pewnym momencie trzeba powiedzieć sobie dość i skupić się na innych rzeczach.

Trudno jest Ci ze świadomością, że to był Twój ostatni sezon, czy jeszcze tego nie odczuwasz?

Szczerze mówiąc, w zeszłym sezonie cieszyłem się grą i każdą minutą na boisku, ponieważ miałem świadomość, że może to być ostatni sezon. Takie poczucie, że mogą to być ostatnie mecze, w moim przypadku dawało mi dużą satysfakcję z grania. Może jeszcze zatęsknię za koszykówką, ale w tej chwili koncentruję się na innych rzeczach.




Jakie były Twoje najlepsze momenty z całej kariery?

Wyjazd na studia do Stanów Zjednoczonych to było spełnienie marzeń. Mogłem rywalizować w NCAA, którą wcześniej oglądałem w filmach. W Polsce udało mi się zdobyć dwa Puchary Polski i Superpuchar. Jednak podsumowując, to gdzie czułem się najlepiej i skąd mam najmilsze wspomnienia, to muszę powiedzieć, że była to gra w Poznaniu, czyli moim rodzinnym mieście. Tu zawsze czułem się najlepiej.

Były też mniej pozytywne momenty, ale myślę, że nie ma potrzeby tego opisywać. Zawsze przytrafią się jakieś złe opinie, kłopoty finansowe klubu, czy nieuczciwi ludzie, ale trudne momenty uczą odporności na stres i człowiek z wiekiem staje się silniejszy.

Z kim współpracowało Ci się najlepiej? Czy jest jakiś trener, który ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

Pracowałem z wieloma trenerami, ale myślę, że największy wpływ na mnie miało trzech: Jacek Kamiński, Tadeusz Dudziński i Patrick Rafferty. Tych dwóch pierwszych już niestety nie żyje, a byli to trenerzy poznańskiej Pyry Poznań. Pierwszy z nich sprawił, że polubiłem koszykówkę jeszcze bardziej, a drugi wiele nauczył – dużo im zawdzięczam.

Z kolei Patrick Rafferty to trener z USA, który na mnie postawił i dzięki któremu zrobiłem duże postępy. Treningi u niego nie były łatwe, ale wówczas na pewno zmężniałem.

Jakie wskazówki mógłbyś przekazać młodszym pokoleniom, które stawiają pierwsze kroki w profesjonalnej koszykówce?

Pokolenia się zmieniają. Jak 20 lat temu młody zawodnik wchodził do seniorskiego zespołu, to zazwyczaj był mało pewny siebie. Dzisiaj młodzież jest o wiele bardziej śmiała, co też może pozytywnie wpływać na grę na boisku.

Jakbym mógł coś polecić młodym zawodnikom, to rozważenie wyjazdu na studia do Stanów Zjednoczonych. Niektórzy dyskutują, czy zwiększa to szansę odniesienia dużej koszykarskiej kariery. Ja myślę, że na pewno jest to korzystne, a po za tym jest to przygoda życia, która uczy także wiele innych rzeczy poza koszykówką. Dlatego myślę, że osoby, które mają możliwość wyjazdu, powinny się nad tym poważnie zastanowić.

Czy jest coś, co możesz wykorzystać i na wykładach, i w koszykówce?

Między sportem a każdą inną pracą zawodową istnieje wiele analogii. Poprzez uprawianie sportu można rozwinąć wiele kompetencji przydatnych w każdej pracy. W sporcie nie zawsze wszystko wychodzi, ale należy to przezwyciężyć. Uczy to systematycznej pracy nad niedoskonałościami i wytrwałości w tej pracy. Uważam, że wiele osób przenosi umiejętności, których nauczyli się w sporcie do świata biznesu.

Na przykład lekcje pracy w grupie – jak motywować, jak starać się, by ludzie pracowali jako zespół. Pracując na uczelni korzystam z wielu rzeczy, których nauczyłem się grając w koszykówkę.

Czy będzie w Twoim życiu jeszcze miejsce na koszykówkę? Jakie są Twoje plany?

Na razie chcę skupić się na pracy na uczelni oraz na rodzinie. Na pewno też będę przychodził na mecze Biofarmu Basket Poznań i kibicował kolegom. W tym sezonie zespół ma duże aspiracje. Może jeszcze kiedyś w przyszłości zaangażuję się w koszykówkę, ale na dziś nie mam takich planów. Mogę jednak dodać, że mój trzyletni synek bardzo lubi grać w kosza, dlatego zastanawiam się nad zapisaniem go do którejś z poznańskich szkółek na zabawę z elementami koszykówki.

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona




POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.