Adam Waczyński – forma potrzebna od zaraz

Share on facebook
Share on twitter

Tylko pięć punktów, 2/10 z gry, złość, bezradność. – Ciężko mi powiedzieć, skąd ten słaby występ. Chciałem się pokazać dobrze, pomóc zespołowi, ale niestety w rzutach nie pomagałem – mówił kapitan reprezentacji.

Adam Waczyński (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Adam Waczyński (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

Zaczął od ładnej asysty do Adama Hrycaniuka, ale szybko wpadł w strzelecki dołek, z którego nie wydostał się do końca meczu. Spudłowana trójka z czystej pozycji, przestrzelony rzut z wejścia, fatalnie zepsuta próba spod samego kosza…

Polacy atakowali na kosz, za którym siedziałem, ich ławka była niedaleko. I z mowy ciała Adama Waczyńskiego, z grymasów i gestów po nieudanych akcjach wynikało jedno: to nie jest jego mecz. Pamiętacie kontrę Polaków z trzeciej kwarty? „Waca” dostał piłkę na lewym skrzydle, około metr za linią trójek. Jedna noga wysunięta do przodu, brak stabilnej pozycji, sekunda zawahania, a potem jednak rzut. Niepotrzebny, bardzo niecelny – zaprzeczenie normalnej gry Waczyńskiego. Albo inaczej – potwierdzenie problemu całej naszej drużyny w meczu z Białorusią.

– Jak nie szło, to nie szło, wszędzie. W ataku, w obronie, każdy chciał za bardzo – mówił Adam tuż po meczu, gdy poprosiłem o komentarz po jego wywiadzie telewizyjnym. – Wiem, jakie było podejście zespołu i przed meczem, i w jego przerwie, więc wiem, że wszyscy bardzo mocno chcieli. Może aż za bardzo. Każdy chciał w indywidualnych akcjach to rozwiązywać. Niestety, Białoruś przygotowała się doskonale i wyczekiwała takich akcji.

Czy drużyna zlekceważyła rywala? – Nie wiem, na gorąco ciężko mi powiedzieć. Może się wkradło do niektórych głów, niektórych osób, ale nie chcę absolutnie nikogo osądzać. Było jak było, za trzy dni mamy kolejny mecz. Najważniejszy jak zawsze. Trzeba się podnieść.

Na konferencji prasowej zapytałem Aleksandra Kudriawcewa: – Czy nie odczuliście, że Polacy was trochę zlekceważyli, że jako lider z bilansem 4-0 w meczu o awans, u siebie, nie potraktowali was tak serio i mocno jak w Mińsku? – No, pan ma rację. Ja myślę, że Polacy wyszli trochę nieskoncentrowani. Dali nam szansę – opowiedział Białorusin.

Co na to Waczyński? – Oczywiście, że daliśmy im szansę, pozwoliliśmy im uwierzyć, że mogą wygrać. Nie trafiliśmy paru łatwych rzutów ze mną na czele. Daliśmy im poczuć, że mogą nas pokonać, bo nie graliśmy wystarczająco twardo – przede wszystkim przy akcjach pick and roll. Musimy to jak najszybciej zmienić i się podnieść.

Podnieść musi się sam „Waca”, kapitan drużyny. To nie są jego eliminacje. Nie gra źle, ale nie gra też dobrze. Na pewno nie błyszczy tak, jak na zeszłorocznym EuroBaskecie. Średnio rzuca po 9,8 punktu, ale znacznie więcej mówi jego skuteczność – ledwie 35 proc. z gry i wręcz fatalne, jak na takiego strzelca, 20 proc. za trzy punkty.

W dwóch ostatnich spotkaniach Waczyński miał 0/11 z dystansu, czyli ze swojej najsilniejszej strony nie daje drużynie nic. Próbuje pomagać inaczej – wejściami pod kosz i ładnymi asystami, których w meczach z Portugalią i Białorusią było więcej. Co się dzieje z formą Waczyńskiego? Tak generalnego pytania tuż po meczu nie zadałem. Zapytałem tylko o mecz w jego rodzinnym Toruniu – co się stało ze skutecznością? – Ciężko mi powiedzieć. Naprawdę, no… Ciężko. Chciałem się pokazać dobrze, pomóc zespołowi, ale niestety w rzutach nie pomagałem.

Łukasz Cegliński, Toruń

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>