Adam Waczyński – od Wałbrzycha, do Malagi

Share on facebook
Share on twitter

To nie tylko wielki sukces Adama Waczyńskiego – to także modelowy przykład dla każdego koszykarza, jak mądrze i cierpliwie budować karierę.

Adam Waczyński (Fot. Facebook.com)
Adam Waczyński (Fot. Facebook.com)

Od kilku tygodni kolejne serwisy powtarzają informację, którą hiszpańskie media z Malagi podały pod koniec kwietnia – że Adam Waczyński uzgodnił warunki kontraktu z Unicają Malaga. Potwierdzenia nie ma, to wciąż spekulacje, choć o żadnym z innych ponoć zainteresowanych klubów nie mówi się w tak konkretnym kontekście. Tu i ówdzie słychać, że „Waca” miał też zapytania z innych czołowych klubów ACB, choć nie Realu i Barcelony.

W tym momencie nie sposób ocenić, czy dla Waczyńskiego lepsza byłaby Unicaja, Valencia, Laboral Kutxa czy Gran Canaria – nie wiadomo, jakie składy i cele będą miały te zespoły w przyszłym sezonie, nie wiadomo dokładnie, jaką rolę miałby pełnić w nich Waczyński. Można porównywać osiągnięcia w tych i poprzednich rozgrywkach, historię klubów, trenerów, hale i miasta, ale to nieistotne. W szerszej skali najważniejsze jest to, że kariera Waczyńskiego wciąż rozwija się modelowo.

Było w niej szukanie minut i doświadczenia w wieku 18-19 lat (sezon w Górniku Wałbrzych), wejście na nieco wyższy poziom (PBG Basket Poznań), powrót do ambitnego Trefla i cztery sezony postępów, w których Waczyński poprawiał się pod każdym względem, wyrastał na lidera. Było trudne, mozolne budowanie sobie pozycji w reprezentacji, była wakacyjna praca nad wzmocnieniem się pod względem fizycznym.

W 2014 roku Waczyński wyjeżdżał do Hiszpanii przygotowany na duże wyzwanie pod każdym względem – porażki go wzmocniły, wiedział, na czym polega bycie liderem, miał ustabilizowaną sytuację rodzinną, klub wybrał w sam raz – nie za silny, nie za słaby. I znów robił postępy – średni początek sezonu, dobry koniec, świetny EuroBasket, znakomity początek obecnych rozgrywek. Gdyby nie kontuzje, mógłby być królem strzelców ACB.

Teraz mógłby zapewne skusić się na wielkie pieniądze z Rosji czy Turcji, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie w Hiszpanii i znów zrobi krok do przodu. Powalczy o miejsce w drużynie z czołówki, zagra w europejskich pucharach, będzie miał szanse się rozwijać, wskoczy też na wyższą finansową półkę. I to w gruncie rzeczy jest ważniejsze niż to, czy jego nowym klubem będzie Unicaja, Valencia, Laboral Kutxa czy Gran Canaria.