Afera w NBA – Raptors oszukani w Sacramento?

Afera w NBA – Raptors oszukani w Sacramento?

Share on facebook
Share on twitter

Zespół z Toronto powinien grać dogrywkę, ale sędziowie popełnili błąd weryfikując akcję na niekorzyść gości. Ale błędów przy pomiarze czasu było kilka.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Terrence Ross mógł być bohaterem wieczoru. W końcówce meczu z Sacramento Kings jego zespół miał 2,4 sekundy na odrobienie trzypunktowej straty. Wybijana z autu piłka trafiła właśnie do niego. Dwa koziołki, rzut z odległości 10 metrów, piłka wpada do kosza, w czasie, przed syreną.

No to co? Gramy dogrywkę. Chwileczkę, sprawdźmy powtórkę. Nic z tego! Punkty niezaliczone…

https://www.youtube.com/watch?v=zVkL0nCErKs

Weryfikacja wideo według sędziów wykazała bowiem, że przy wybiciu piłki zza linii bocznej, zanim trafiła ona w ręce Rossa, musnęła jeszcze koniuszki palców DeMarcusa Cousinsa. Po spotkaniu sędzia główny Mike Callahan wyjaśniał, że przyczyną całego zajścia był błąd, opóźnienie przycisku uruchamiającego zegar.

Dodał, że czas, jaki upłynął od momentu dotknięcia piłki przez obrońcę, do chwili, w której „ruszył zegar”, wyniósł dokładnie 2,5 sekundy. Stwierdzono to na podstawie zapisu wideo oraz niezależnego, cyfrowego zegara dostępnego w Centrum Powtórek NBA.

Można założyć, że Callahanowi chodziło nie o moment, w którym ruszył zegar, a o ten, w którym Ross wypuścił piłkę z rąk, wszak niemożliwym jest, aby aż tyle czasu upłynęło tylko od chwili dotknięcia pomarańczowej przez Cousinsa do tej, w której puszczono czas. Wygląda to na błąd w zrozumieniu zadanego pytania lub w zapisie samej rozmowy, ale to tylko nasza interpretacja.

Przechodząc do kontrowersji, jest ich kilka. Po pierwsze, analizując dostępne w sieci powtórki, można nabrać sporych wątpliwości, czy ta ostatnia akcja w wersji, jaką sugerują arbitrzy, rzeczywiście trwała więcej niż 2,4 sekundy.

Nawet jeśli zegar ruszył za późno po dotknięciu piłki przez Cousinsa, to wystartował również, jeszcze zanim złapał ją Ross. Trudno ze szwajcarską precyzją stwierdzić, ile to dokładnie czasu, ale gdy odpowiednio zatrzymamy powtórkę, przekonamy się, że gdy na zegarze nad koszem jest już 2,1 sekundy, Ross nie ma jeszcze piłki w rękach. Te 0,3 sekundy upływają mniej więcej między momentem skozłowania piłki po kontakcie z ręką obrońcy, a wylądowaniem w rękach rzucającego.

Idąc dalej, szukamy momentu, w którym piłka opuszcza ręce Rossa przy oddawanym rzucie. Odpowiednio zatrzymując powtórkę, stwierdzimy, że gdy jest ona już w locie, na zegarze wciąż pozostaje aż 0,5 sekundy! Sprawdzaliśmy. Wielokrotnie. Tak więc piłka w posiadaniu Rossa była około 1,6 sekundy. W tym czasie zrobił dwa kozły i oddał rzut. Czy 0,8 sekundy nie wystarczyłoby na to, co działo się z piłką przed złapaniem jej przez zawodnika Raptors? Co najmniej intrygujące.

Możemy sobie tylko gdybać lub polegać na przyszłych analizach czy oficjalnym raporcie, który opublikuje NBA. Kluczowy w całej aferze jest jednak inny, niepodważalny błąd, który przydarzył się chwilę wcześniej. Tak się bowiem składa, że Raptors na omawianą akcję powinni mieć nie 2,4 a aż 3,3 sekundy!

Według oficjalnego „Play-By-Play” dostępnego na NBA League Pass (jest dokładniejszy niż ten dostępny w statystykach na NBA.com) przed ostatnią akcją Kings, po niecelnym wolnym Kyle’a Lowry’ego, Cousins zebrał piłkę w momencie, gdy do końca meczu pozostawało 27,3 sekundy. W kolejnym posiadaniu Kings popełnili błąd 24 sekund, co oznacza, że ich rywalom w ostatnim posiadaniu powinno pozostać dokładnie 3,3 sekundy. Niestety dla Raptors przycisk odmierzający czas ze spóźnionym zapłonem zadziałał także w tej sytuacji.

Raptors naturalnie byli wściekli. Lowry nie chciał nawet udzielić komentarza, a Patrick Patterson na Twitterze domagał się od ligi oficjalnych przeprosin. Cóż, mylić się jest rzeczą ludzką, ale ten konkretny przypadek dowodzi, że korzystając z dobrodziejstw powtórek, można czasem minąć się z duchem sportowej rywalizacji.

Bo choć z wyrokiem należy oczywiście wstrzymać się przynajmniej do oficjalnego stanowiska ligi, to trzeba przyznać, że tym razem nowinki technologiczne ewidentnie zepsuły nam świetne widowisko.

https://www.youtube.com/watch?v=YYFX61XPesE

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

POLECANE

tagi

NBA

Dwie przegrane z rzędu w Madison Square Garden łączną różnicą ponad 80 punktów przelały czarę goryczy. David Fizdale nie jest już trenerem New York Knicks, chwilowym następcą ma być Mike Miller, dotychczasowy asystent.
7 / 12 / 2019 0:28
Po kilku chudszych latach, 3-krotni mistrzowie NBA znów są ścisłej czołówce Wschodu. Mądrze budowana drużyny, piękne trafienia w drafcie i dobry trener – na Florydzie pokazują, jak w książkowy sposób zrealizować przebudowę.
6 / 12 / 2019 18:09
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Wreszcie znów coś zdrgnęło! Choć dopiero w przyszłym sezonie zacznie obowiązywać przedłużenie kontraktu Jaylena Browna – mocno przez wielu kwestionowane – skrzydłowy już w trwających rozgrywkach pokazuje na jak dużo go stać.
5 / 12 / 2019 17:55
Kamil Chanas w najnowszym odcinku podcastu „Strefa Chanasa” rozmawia z Maciejem Turowskim, znanym jako DJ Gambit, który od lat zajmuje się muzyczną oprawą widowisk sportowych, w tym oczywiście koszykarskich.
2 / 12 / 2019 10:08
Było 6 punktów przewagi na niecałą minutę przed końcem drugiej dogrywki. Polski Cukier Toruń zaliczył wówczas katastrofalną serię strat i błędów, wypuszczając wygraną w Belgii z rąk. Ostenda skorzystała z prezentu i zwyciężyła ostatecznie 105:103.