• Home
  • NBA
  • Aldridge też może być liderem – Spurs zagrają z Warriors

Aldridge też może być liderem – Spurs zagrają z Warriors

Share on facebook
Share on twitter

No Parker? No problem. No Kawhi? No problem. Od czego jest LaMarcus Aldridge? Osłabieni Spurs w szóstym meczu urządzili Rockets istną demolkę i wygrywając w Houston aż 114:75, awansowali do finału Zachodu.

LaMarcus Aldridge i Gregg Popovich (fot. wikimedia)

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

W krytycznym momencie, gdy sztab Spurs postanowił jednak nie ryzykować zdrowia swojego lidera, na wysokości zadania stanął ten, któremu zarzucano, że nie wywiązuje się z powierzonej mu roli drugiej gwiazdy. LaMarcus Aldridge, bo o nim mowa, rozegrał najlepszy mecz w sezonie 2016/17 i poprowadził gości do niespodziewanego pogromu na (nie)walczących o życie Rockets.

Wreszcie w pełni wykorzystał niedobór wysokich graczy w obozie Mike’a D’Antoniego i już po pierwszych 12 minutach miał w dorobku 10 oczek. Ostatecznie trafił 16 z 26 rzutów z gry i zdoby 34 punkty, dokładając 12 zbiórek, w tym aż 5 na atakowanej tablicy.

Bohaterem wieczoru miał być James Harden, ale znów się nie popisał. Po tym, jak w poprzednim meczu zawiódł w dwóch decydujących akcjach na finiszu czwartej kwarty i dogrywki, teraz wcale nie przyszedł do gry. We wtorek miał chociaż 33 punkty i triple double. W czwartek pierwszy rzut z gry oddał dopiero w połowie drugiej kwarty, gdy jego zespół przegrywał już 29:50…

W ogóle przed przerwą oddał tylko dwie próby, najmniej spośród wszystkich graczy gospodarzy, którzy pojawili się na parkiecie. W całym meczu, przez 37 minut, trafił raptem 2 z 11, kończąc spotkanie z dorobkiem 10 oczek. Zanotował 7 asyst, ale również aż 6 strat, a boisko opuścił przed czasem po popełnieniu szóstego przewinienia.

W najważniejszym momencie sezonu zaliczył najsłabszy występ, a z nim w grze Rockets byli aż 28 punktów na minusie.
Znów, jak w końcówce poprzedniego pojedynku, nie był w stanie wykorzystać absencji Kawhia Leonarda, którego świetnie zastąpił w pierwszej piątce Jonathon Simmons. 8/12 z gry na 18 punktów oraz skuteczna presja w obronie na „Brodaczu” tego zawodnika w dużej mierze przyczyniły się do tego spektakularnego zwycięstwa.

Zaskakująco łatwego zwycięstwa. Na pogrom zanosiło się bowiem już po pierwszej połowie, kiedy schodzący do szatni przy stanie 42:61 gospodarze zostali wybuczeni przez własnych kibiców. Po trzeciej kwarcie ich zespół tracił do rywala 23 punkty, a gdy w czwartej Spurs zdobyli pierwsze 7 oczek, fani zaczęli kierować się do wyjść.

Do tej pory najsłabszym ofensywnie występem Rockets był mecz numer 3 tej serii, w którym ekipa z Houston zdobyła 92 punkty. Teraz mieli ich aż o 17 mniej, co bezlitośnie oddaje ich bezradność w tej konfrontacji.

Rockets jadą na wakacje, a Spurs szykują się do finałów konferencji przeciwko Warriors. Do pierwszego starcia w tej parze dojdzie w niedzielę, 14 maja, o godz. 21.30 polskiego czasu. Kawhi Leonard ma być już gotów do gry.

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

Mateusz Orlicki