All Star Game – Anthony Davis pobił rekord Chamberlaina

Share on facebook
Share on twitter

Statuetka MVP zostaje w Nowym Orleanie, w rękach Anthony’ego Davisa, który zdobywając aż 52 punkty poprowadził drużynę Zachodu do zwycięstwa 192:182.

W takich butach popisują się gwiazdy NBA >>

Co prawda było trochę przeszkadzania, wtykania rąk i prób obrony, ale radosna atmosfera i tempo spotkania i tak sugerowały, że któraś z drużyn może tego dnia dobić nawet do 200 punktów. All-Star Game, coraz dalej odchodzi od sportowej rywalizacji w kierunku show.

W tym kontekście wysoko poprzeczkę zawiesili już The Roots, którzy w towarzystwie Jidenny, założyciela Run-D.M.C. Darryla McDanielsa czy aktora Michaela B. Jordana dali świetny i głośno komentowany m.in. w serwisach społecznościowych występ.

Potem pałeczkę przejęli już koszykarze, a efektowną zapowiedź dalszej bądź co bądź rywalizacji dał chociażby Giannis Antetokounmpo, który po odebraniu piłki Jamesowi Hardenowi zaserwował publiczności efektownego windmilla. W 23 minuty spędzone na parkiecie Greak Freak zdążył uzbierać aż 30 punktów i był najlepszym strzelcem ekipy Wschodu, jednak ten wieczór z góry należeć miał do kogoś innego.

Anthony Davis, bo o nim mowa, dostał w tym meczu od Steve’a Kerra aż 32 minuty – najwięcej spośród wszystkich graczy biorących udział w zawodach. Dodatkowo w drugiej połowie koledzy regularnie dokarmiali pełniącego w Nowym Orleanie rolę gospodarza podkoszowego, chcąc przyczynić się do pobicie rekordu Wilta Chamberlaina z 1962 roku. Wynosił on 42 punkty, do których Davis dobił już na niecałe 6 minut przed końcową syreną. W sumie zdobył ich 52 (26/39 z gry) i dołożył 10 zbiórek. A niech ma.

Prócz DeMarcusa Cousinsa, który został tego samego wieczoru wytransferowany właśnie do Nowego Orleanu i spędził na boisku raptem dwie minuty, chyba wszyscy się dobrze bawili. LeBron James zademonstrował wsad po odbiciu sobie piłki od tablicy, a jeszcze w pierwszej kwarcie kapitalną, dwójkową akcją zakończoną alley oopem popisali się… Kevin Durant i Russell Westbrook.

W sumie razem na parkiecie spędzili 82 sekundy i choć na ławce po wspomnianym zagraniu wszyscy się trochę pośmiali, to według doniesień amerykańskich dziennikarzy pomiędzy koszykarzami rzeczywiście wytworzyła się atmosfera dziwnego focha i jedna asysta KD raczej tego tak szybko nie załatwi.

Wracając jednak jeszcze na koniec do spraw stricte sportowych, Russel Westbrook chyba jako jedyny nie przejął się akcją „Davis na MVP” i próbował ją sabotować. W ogóle przez większość czasu poza grą miał trzymać się z boku, nieco wyalienowany. Gdy przyszło do meczu, w zaledwie 20 minut zanotował 41 „oczek” (7/13 z dystansu), 7 asyst oraz 5 zbiórek i sam omal nie przekroczył progu ustalonego 51 lat temu przez Chamberlaina. Za mało, aby po raz trzeci z rzędu zabrać statuetkę do domu.

W takich butach popisują się gwiazdy NBA >>

Mateusz Orlicki

https://www.youtube.com/watch?v=NWmMamxCeDw

POLECANE