• Home
  • NBA
  • Andre Drummond ćwiczy rzuty wolne… w wirtualnym świecie

Andre Drummond ćwiczy rzuty wolne… w wirtualnym świecie

Share on facebook
Share on twitter

Najbardziej nieskuteczny koszykarz na linii rzutów wolnych w NBA próbuje dosłownie wszystkiego, aby choć trochę się w tym elemencie poprawić. W poszukiwaniach rozwiązania zabrnął aż do wirtualnej rzeczywistości.

Andre Drummond (Fot. Wikimedia Commons)
Andre Drummond (Fot. Wikimedia Commons)

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>

O tym, że środkowy Detroit Pistons zaczął w swoim treningu stosować sprzęt służący do kreowania wirtualnej rzeczywistości, już w maju przy okazji rozmowy z ESPN napomknął trener Stan Van Gundy. Teraz nowe metody potwierdził także sam koszykarz, który opowiedział o pomyśle podczas oficjalnego dnia dla mediów zorganizowanego w poniedziałek.

– Nagrali mnie, jak wykonuję całą masę rzutów wolnych, po czym oczywiście zmontowali film z samymi celnymi, a ja to teraz oglądam w kółko i w kółko, i po prostu trenuję mój mózg – wyjaśniał Drummond. – Robię to trzy razy w tygodniu. Jeden system jest w ośrodku szkoleniowym w Auburn Hills, a drugi mam u siebie w domu. Kiedy sprawdziłem efekty, byłem naprawdę zadowolony. Zauważyłem postęp. To bardziej kwestia sfery mentalnej, którą przy pomocy wirtualnej rzeczywistości wzmacniam. To taki trening, w którym uczysz się zachować pozytywne myślenie przez cały czas.

W opisanych treningach Drummond wykorzystuje sprzęt firmy STRIVR, światowego lidera w branży rozwiązań opartych na wirtualnej rzeczywistości. Są dwa warianty, w których podkoszowy może je przeprowadzić. Z własnej perspektywy, czyli zawodnika wykonującego rzut, widzącego kosz przed sobą, lub z perspektywy osoby trzeciej, obserwującej wykonywane przez Drummonda próby z boku. Wizji towarzyszą również efekty dźwiękowe, takie jak kozłowanie piłki.

– Odnalazłem również coś, co pozwala mi zachować spokój – dodał zawodnik w rozmowie z dziennikarzami. – Nawet jeśli nie trafiam rzutu, mam coś, co mnie uspokaja i sprawia, że ręka już tak nie drży. Teraz powinienem czuć się w takich sytuacjach pewniej, bardziej komfortowo, móc wrócić tam i oddać rzut w odpowiedni sposób jeszcze raz. Celny czy nie, nie będę się frustrował, ale myślał o kolejnej akcji.

Każdy sposób dobry, jeśli okaże się skuteczny. Niemniej, skoro fatalna skuteczność centra to kwestia głównie jego odporności psychicznej, najlepiej byłoby, gdyby owe treningi przeprowadzał w warunkach meczowych, przy akompaniamencie rozwrzeszczanego tłumu fanów drużyny przeciwnej oraz mających rozproszyć go fantazyjnych transparentów pojawiających się za koszem, a nie pustej sali treningowej. To, czy w wirtualnym świecie, w którym Andre Drummond trafia każdy rzut wolny, podobna opcja jest dostępna, nie zostało sprecyzowane. W artykule Keitha Langloisa z Pistons.com mowa jest jedynie o odgłosach odbijanej od parkietu piłki.

Bezradność 23-latka na linii rzutów wolnych to jedna z największych bolączek trenera Pistons, który wielokrotnie przez wzgląd na ten defekt musiał usuwać go z parkietu. We wszystkich czterech sezonach w NBA trafiał raptem 38% osobistych. W kampanii 2015/16 było to najsłabsze w karierze 35,5% w rundzie zasadniczej (najgorszy wynik w lidze, biorąc pod uwagę graczy, którzy rozegrali przynajmniej 10 meczów i grali w nich średnio powyżej 10 minut) oraz katastrofalne 32,4% w czteromeczowej serii przeciwko Cleveland Cavaliers w 1. rundzie play-off.

A rywale słabość tę bezwzględnie wykorzystują. Pod względem liczby oddanych rzutów wolnych (586) w minionych rozgrywkach Drummond ulokował się bowiem na piątym miejscu w stawce. Trudno więc się dziwić, że Pistons próbują wszystkiego, sięgając nawet po technologiczne gadżety. Oby tylko obyło się bez czarnej magii.

Mateusz Orlicki

Załóż konto w Unibet i zgarnij bonus >>