Andrzej Twardowski: Myślę o rezygnacji

Andrzej Twardowski: Myślę o rezygnacji

Share on facebook
Share on twitter

Mówiąc o swoich Czarnych cytuje słowa Józefa Piłsudskiego, dobrze zna się z Grzegorzem Schetyną, kandydował na prezydenta Słupska, jest przeciwnikiem przepisu o Polakach. Prezesem klubu jest od 2002 roku, najdłużej w PLK.

(Fot. Energa Czarni Słupsk)
(Fot. Energa Czarni Słupsk)

Łukasz Cegliński: Kiedy Energa Czarni Słupsk zagrają w europejskich pucharach?

Andrzej Twardowski: Jest kilka przeszkód – największe to: brak odpowiedniej hali oraz budżetu na takim poziomie, by odegrać znaczącą rolę i w pucharach, i w lidze.

Ale taka Rosa Radom halę ma gorszą od waszej, budżet pewnie porównywalny i w zeszłym roku pogodziła puchary z ligą.

– Od Rosy trochę nas różni – np. to, że jesteśmy na północy kraju, wszędzie mamy dalej, co oznacza dłuższe podróże i mniej treningów. Ale na puchary trzeba mieć po prostu bardziej doświadczony i szerszy skład – tego wymaga granie co trzy dni.

To jaki budżet musieliby mieć Czarni, by zagrali w Europie?

– Przy naszym poziomie kosztów, to poniżej 6 mln złotych nie ma sensu porywać się na puchary.

Jest szansa na taki budżet?

– Jest. Co nie znaczy, że to się uda. A poniżej takiego poziomu w ogóle nie będziemy rozważać startu w pucharach. Przy mniejszych pieniądzach skoncentrujemy się na PLK, w której będziemy mieli szansę odegrać znaczącą rolę.

Ostatnio to się udało, zdobyliście dwa brązowe medale z rzędu. Ale czy to nie był dla Czarnych wynik ponad stan?

– Jestem przekonany, że tak właśnie było. Tylko że my gramy w ekstraklasie długo, mamy doświadczenie, jeśli chodzi o sport, organizację i marketing, mamy też fajnych, zaangażowanych w klub ludzi. I to wszystko pozwala nam osiągać trochę więcej niż wydawałoby się, że możemy.

To są takie wartości, o których Józef Piłsudski mówił kiedyś jako o imponderabiliach. To coś niematerialnego, coś, czego gołym okiem nie widać, a działa. Piłsudski mówił kiedyś o tym w kontekście oddania dla ojczyzny, a dla nas Czarni są taką małą ojczyzną.

Wielkie słowa.

– Ale tak jest. Pewne relacje i wartości mogą przenieść cię na wyższy poziom. Teoretycznie pod każdym względem powinniśmy być takim typowym klubem środka tabeli, ale dzięki tym imponderabiliom jesteśmy wyżej.

Mówi pan o imponderabiliach i wartościach, ale ten spór z Jarosławem Mokrosem średnio na tym tle wygląda.

– Zamieszanie wynikało tylko i wyłącznie z nieznajomości przepisów reprezentantów Jarka. Z ubezpieczeniem kontraktu nie jest tak, jak z polisami zdrowotnymi czy na życie, że dostaje się pieniądze z kilku źródeł. W tym przypadku wynagrodzenie można otrzymać tylko z jednego źródła – albo z klubu, albo z polis. Jeśli z polis, to klub nic nie płaci. Teoretycznie możliwe byłoby rozwiązanie, w którym klub podpisałby z PZKosz, FIBA i koszykarzem cesję, ale akurat w naszej sytuacji, ze względu na zapisy kontraktowe, było to bardzo trudne. Do kontuzji doszło w momencie, gdy umowa była w stanie zawieszenia.

Agent wykorzystał tę sytuację do wywołania wrażenia, że Jarek może odejść do innego klubu. Ale takiej możliwości nie ma.

Przed tym sezonem powiedział pan: „Walczymy o finał”.

– Tak jest co roku, z tym, że czasem jest to mniej, a czasem bardziej realne. W tych rozgrywkach nie widać już takich dysproporcji, jak w poprzednich. Stelmet wciąż jest silny, ale między nim, a resztą klubów, nie ma już takiego dystansu.

Ale pan i tak nie mógł powiedzieć przed sezonem niczego innego – zdobyliście dwa brązowe medale, przedłużyliście umowę z Energą, więc nie możecie grać o nic poniżej ostatnich wyników. Presja kibiców i sponsorów jest spora.

– Czarni znani są z ambicji i waleczności, ale ja jestem realistą i racjonalistą. Patrzę na wszystko trzeźwo, na horyzoncie wyznaczamy sobie punkt, który naszym zdaniem jest do osiągnięcia. Ale droga do niego daleka – w sporcie jest tak, że samemu trzeba zrobić wszystko jak najlepiej i jeszcze mieć trochę szczęścia, że komuś z rywali coś się nie uda.

To jaki jest wasz cel w tym sezonie?

– Chcemy być jak najwyżej i uważam, że mamy szansę na finał, jeśli wszystko zrobimy tak dobrze, jak sobie to zaplanowaliśmy i będziemy do tego mieli trochę szczęścia.

Trener Donaldas Kairys go nie miał? Zdobył dwa brązowe medale, a nie został w klubie na kolejny sezon.

– Trenerowi złożyliśmy ofertę o 10 proc. wyższą w porównaniu do kontraktu, który miał w poprzednim sezonie. Na więcej nie mogłem sobie pozwolić, bo mamy trochę niższy budżet niż w poprzednich latach. Robiąc przed sezonem analizę spodziewałem się wzrostu kosztów – w tej chwili po kursie  dolara widzimy, że było to założenie słuszne.

Trener Kairys długo rozważał ofertę, wyznaczony przez nas termin na odpowiedź minął, więc rozpoczęliśmy negocjacje z Robertsem Stelmahersem. Wtedy odezwał się rozżalony trener Kairys, ale ja unikam sytuacji, w których ktoś przychodzi do klubu z gruntu niezadowolony.

blass-3Kim jest w Czarnych, w Słupsku, Jerel Blassingame?

– Kimś znacznie więcej, niż tylko zawodnikiem. Jest gwiazdą, maskotką, mentorem, trenerem, autorytetem. Jerel jest kimś rozpoznawalnym w Słupsku,  bardzo zżył się z naszym miastem. Osobiście mam z nim bardzo dobre relacje. Gdy w zespole coś nie działa, to próbujemy to naprawiać poprzez Jerela. A jemu się w Słupsku podoba, w wielu sprawach mówimy wspólnym językiem.

Blassingame dostaje z roku na rok podwyżkę?

– Wręcz przeciwnie, godzi się na obniżki, tak jak ostatnio. Od innych klubów, także zagranicznych, Jerel dostaje propozycje nawet o 50 proc. wyższe, niż nasza, a jednak zostaje w Słupsku. To fantastyczne.

Co go u was trzyma?

– Znów się odwołam do tych imponderabiliów, bo do końca racjonalnie nie potrafię tego wytłumaczyć. Są jakieś siły, których my nie widzimy, a one działają.

Zwykle są to pieniądze lub kobiety.

– W jego przypadku nie są to ani pieniądze, bo gdzie indziej mógłby zarabiać więcej, ani kobiety, bo Jerel jest trochę jak marynarz zawijający do różnych portów. Chodzi o jakieś inne czynniki, których nie znam.

A nawet jak się domyślam, to nie chciałbym o tym mówić.

Największa gwiazda klubu, czołowy gracz ligi, a pan robi takie tajemnice?

– Ja myślę, że Jerel wie, że za każdym razem, jak będzie potrzebował pomocy, to na nas może liczyć. Jerel ceni pewne wartości, jest honorowy jak mało kto. I na tym skończmy.

andrzej_twardowski_schetyna_malePrzejdźmy do pana – spotyka się pan z Grzegorzem Schetyną, latem przedłużył pan kontrakt sponsorski z Energą, którą po zmianie politycznej zawiaduje PiS, na meczach w Słupsku siedzi pan obok Roberta Biedronia, a w radzie miejskiej ma pan czwórkę radnych ze swojego Słupskiego Porozumienia Obywatelskiego. Niezły z pana polityk.

– W polityce najważniejsze są skuteczność i granie fair. I ja tak gram – wszyscy wiedzą, że przyjaźnię się z przewodniczącym PO, ale nie mam żadnego problemu, by siąść do dyskusji czy negocjacji z przeciwną opcją. Jeśli mówi się o pewnych sprawach otwarcie, ma się oczywiste i szczere intencje, to jest się partnerem dla każdego.

O polityce moglibyśmy rozmawiać długo, ja zamknę to w kilku słowach – chodzi o to, by być skutecznym.

Pójdzie pan każdą drogą, by pomóc Czarnym?

– Tak jest. Wielokrotnie dostawałem – i wciąż dostaję – ciekawe propozycje pracy w innych klubach czy firmach,  ponieważ potrafię zarządzać i wiem, jak pozyskiwać pieniądze.

Ten ostatni kontrakt z Energą określany jest pana wielkim sukcesem. Zmieniła się opcja polityczna, spółki skarbu państwa raczej wycofują się ze sportu.

– Nie powiem jak to osiągnęliśmy, ale pochwalę się, że nie ma w Polsce wielu klubów z trzyletnią umową sponsoringową ze spółką skarbu państwa. Zgorzelec ma świetny kontrakt z PGE, choć dwuletni.

Ale prezesem Turowa jest Jerzy Stachyra z PiS, jemu było łatwiej.

– Tak, a ja jestem bezpartyjny. Ale czapki z głów przed Turowem, ten kontrakt jest dla nich, dla koszykówki w ogóle, wielkim sukcesem.

My, jako Czarni, przechodziliśmy już przez procedurę zamówienia publicznego wynikającą z nowej ustawy, gdzie ani ludzie z Energi, ani my wcześniej jej nie przerabialiśmy. Nie mieliśmy żadnych doświadczeń, a zrobiliśmy to w taki sposób, że dopięliśmy  wszystko skutecznie i bezbłędnie..

W 2014 roku startował pan w wyborach na prezydenta Słupska – zdobył pan 16,3 proc. głosów w pierwszej turze. Czego pana te wybory nauczyły?

– Żeby nie poddać się namowom i nie startować w następnych wyborach. Jestem zbyt wrażliwym człowiekiem, by brać udział w takich kampaniach. Ale też te wybory po raz kolejny mnie zahartowały, bo  przeszedłem w życiu wiele rzeczy – wypadek samochodowy, ciężką chorobę, krach biznesowy, który był konsekwencją kłopotów ze zdrowiem.

Po co startował pan w wyborach?

– Po tych 12 straconych, w mojej opinii, latach w Słupsku, chciałem wykorzystać swoją wiedzę, umiejętności w zarządzaniu i kontakty biznesowe, żeby miastu pomóc. Ciągle jestem namawiany, by starać się o urząd, ale jak mówię – nie myślę już o tym.

Da się robić porządną koszykówkę bez polityki?

– Jest to znacznie trudniejsze. W Polsce nie ma zorganizowanego i uregulowanego systemu finansowania sportu. Kto ma dobre kontakty z opcją rządzącą, ten ma większą szansę na kontrakty. Bardziej liczą się relacje niż jakość produktu. To się powoli zmienia, w sporcie jest coraz więcej profesjonalistów i menedżerów, którzy rozumieją, jak ta jakość jest ważna, którzy do tematu podchodzą biznesowo.

Bez wsparcia spółek skarbu państwa kluby nie będą się rozwijać?

– Przede wszystkim, to ja nie widzę nic złego w tym, że one się angażują w koszykówkę, w sport, bo to są działania prospołeczne. To zaangażowanie jest wręcz wskazane. Źle jednak jest, kiedy decydują o nim politycy w oderwaniu od realiów. To wciąż trudny temat, do którego trzeba podchodzić bez emocji.

Adam Waczyński (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)
Adam Waczyński (Fot. Andrzej Romański/PZKosz)

Emocje, w PLK, wzbudza za to przepis o Polakach – jest pan za czy przeciw?

– Uważam ten przepis za anachronizm. Analizując go dogłębnie, nie widzę wielkich korzyści dla polskiej koszykówki – po prostu stworzyliśmy dzięki temu etaty dla polskich zawodników. Argument, że dzięki niemu wybili się Adam Waczyński czy Damian Kulig do mnie nie trafia, bo w kraju, gdzie mieszka blisko 40 milionów osób, kilka jednostek wybije się niezależnie od regulacji.

Adam i Damian grają bardzo dobrze, są bardziej wartościowi od obcokrajowców – a jak mamy do wyboru Polaka i obcokrajowca na tym samym poziomie i za tą samą cenę, to zawsze wybierzemy Polaka. Do tego nie potrzeba żadnego sztucznego uregulowania.

Przepis jest szkodliwy, bo etatyzuje. W koszykówce i tak mamy niewiele pieniędzy, a teraz w pierwszej kolejności musimy je przeznaczać na przepłacanie polskich graczy, bo ze względu na limit oni często dostają pensje przekraczające ich kompetencje.

Podobnie wypowiada się wielu prezesów klubów. Macie siłę, by ten przepis zmienić, skoro w ligowej spółce większość ma PZKosz?

– Kluby są słabe, niektóre boją się, że nie spełnią warunków licencyjnych, wciąż jest pewna uznaniowość – kogo dopuszczamy, a kogo nie. Dopóki pewnych rzeczy się precyzyjnie nie ureguluje, kluby będą na łasce PZKosz i PLK.

Ile pana zdaniem powinno być drużyn w PLK?

– Tyle, ile jest silnych klubów. Myślę, że teraz jest ich maksymalnie 14. Dzisiaj mamy 17, które – tu nawiązuję do tego nieszczęsnego przepisu o Polakach – potrzebują co najmniej sześciu graczy z polskim paszportem każdy. To jest 102 Polaków, którzy powinni prezentować poziom PLK. A tylu ich nie ma.

Jak pan komentuje średnią oglądalność transmisji PLK, która obecnie wynosi nieco ponad 30 tys.?

– Jest nieprzyzwoicie niska. Z takim poziomem oglądalności ciężko zarabiać pieniądze, zyskać uznanie inwestora.

Jak pan szuka sponsorów w Słupsku, to transmisje są dla pana kartą przetargową?

– Też. Ale akurat ja pozyskuję sponsorów także w ten sposób, że buduję dla nich rynek, pomagam w rozwiązywaniu problemów biznesowych. Nie jesteśmy popularni i oglądani, nie mamy fundamentów świadczących o wysokiej jakości produktu, więc szukam innych sposobów.

(fot. Energa Czarni Słupsk)
(fot. Energa Czarni Słupsk)

Już kilka lat temu przyznał pan, że zaczyna myśleć, by odejść z funkcji prezesa Czarnych. Podobno jest coraz bliżej tej zmiany?

– Rzeczywiście, był już moment, w którym chciałem zrezygnować. To jest specyficzna praca, być prezesem klubu. I to takiego jak w Słupsku, gdzie buduje się budżet i pozyskuje sponsorów bez wsparcia miasta i polityków. Ale z drugiej strony ten klub jest moim dzieckiem, kilkanaście lat temu wyciągnąłem go z tarapatów, można powiedzieć, że odbudowałem.

Potwierdzam jednak, że myślę o rezygnacji. Chcę jednak zostawić następcę, pracuję nad tym, by przygotować do funkcji prezesa Marcina Sałatę. Ale dzisiaj jeszcze na to za wcześnie, by zapewnić klubowi finansowanie, potrzeba wiele doświadczenia.

Ale to ile planuje pan jeszcze zarządzać Czarnymi – dwa, trzy lata?

– Nie wiem, nie potrafię w tej chwili powiedzieć.

Dopytuję się być może nieładnie, ale po prostu ciężko sobie wyobrazić Czarnych bez Andrzeja Twardowskiego. Nikt nie jest w PLK prezesem dłużej niż pan.

– Powiem tak: jakbym miał gotowego kandydata na wejście na moje miejsce, to bym już zrezygnował. Chcę trochę odpocząć, a może zająć się też czymś innym.

W półfinale PLK zagrały ostatnio kluby z Zielonej Góry, Radomia, Słupska i Włocławka, czyli mniejszych miast. I generalnie – najsilniejsza polska koszykówka jest w mniejszych ośrodkach. To dobrze czy źle?

– I dobrze, i źle. W dużych ośrodkach koszykówka i myślę, że w ogóle sport, muszą być na najwyższym poziomie.  Przeciętne kluby nie wygenerują odpowiedniego zainteresowania. Generalnie uważam, że myśląc o budowaniu popularności koszykówki w Polsce, musimy podzielić kraj na dwa obszary. Pierwszy to ten, gdzie jest koszykówka na poziomie ekstraklasy i I ligi – tam zainteresowanie jest, choć oczywiście trzeba nad nim pracować i zmieniać techniki docierania do fanów. Ale zdecydowanie więcej do zrobienia jest w tym drugim obszarze.

Prawdziwym wyzwaniem jest zbudowanie zainteresowania koszykówką np. w Poznaniu czy Krakowie, gdzie są pieniądze, tradycje i setki tysięcy ludzi. Ale do tego potrzeba wyników reprezentacji, bo czym w Poznaniu przyciągnąć ludzi do dyscypliny?

Moim zdaniem – tylko i wyłącznie Lechem Poznań, ale to nierealne, bo właściciele nazwy rezerwują ją tylko dla klubu piłkarskiego. Zresztą znów wracamy to tego samego – że bez sukcesu kadry nie da się zbudować popularności koszykówki. Rzeczywiście się nie da?

– Gdybyśmy mieli kluby na wysokim europejskim poziomie, byłoby o to łatwiej. Legią Warszawa, Śląskiem Wrocław czy innym znanym klubem grającym w Eurolidze interesowaliby się nie tylko warszawiacy czy wrocławianie, ale wszyscy kibice w kraju. Tylko że my nie mamy ani tych silnych klubów, ani silnej reprezentacji.

Dlaczego? Powiem panu, że nikt nie chce słuchać, gdy zaczynam mówić o tym, że powinniśmy rozpocząć organiczną pracę u podstaw, wykształcić polską szkołę trenerów…

Ale przecież szkoła trenerów jest, o pracy u podstaw mówią wszyscy.

– Brakuje polskiej szkoły trenerów, brakuje  jakości i cierpliwości. Bo kto dziś myśli w kategoriach długofalowych?

Co z działaniami marketingowymi?

– Są bardzo ważne, ale samym marketingiem, jak nie ma bazy – dobrej reprezentacji i klubów – to za dużo się nie osiągnie. Bo czym pan przekona ludzi do oglądania ligi czy meczów Stelmetu? Zielonogórska drużyna dominuje w lidze polskiej, ale w skali Europy jest przeciętna. I taka jest cała nasza koszykówka.

POLECANE

tagi

NBA

Rozgrywki NBA mają wrócić 31. lipca i system rywalizacji jest już praktycznie znany. Kluby i kibice pytają jednak – co w przypadku zgrupowania w Orlando będzie z podziałem na gospodarzy i gości? Chodzi oczywiście o przewagę własnego parkietu przysługującą zespołom z lepszym bilansem w tabeli.
4 / 06 / 2020 13:37
Plan NBA przewiduje wznowienie sezonu z udziałem 22 zespołów. Finały kończyć się będą dopiero w październiku – ewentualny 7. mecz mógłby się odbyć 12. października. Głosowanie nad tym bardzo prawdopodobnym scenariuszem zaplanowano na czwartek.
3 / 06 / 2020 8:46
Mnóstwo zmian, znani gracze i debiutanci, kluby ze zmienionym obliczem. Aktualizowane codziennie informacje o oficjalnych kontraktach w koszykarskiej ekstraklasie – niezbędnik kibica PLK w tym nietypowym sezonie ogórkowym.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Kopalnia anegdot i żywa historia polskich parkietów. Gościem podcastu Kamila Chanasa jest Grzegorz Mordzak, zawodnik Pogoni Prudnik, a wcześniej wielu zespołów 1. ligi oraz ekstraklasy. Mimo już 43 lat, wciąż świetnie radzi sobie na boisku.
1 / 06 / 2020 9:18
Pruszkowski Zespół Szkół Ogólnokształcących i Sportowych zaprasza koszykarki i koszykarzy do klasy sportowej. ZSOiS prowadzi szkolenie we współpracy z MKS Pruszków i UKS Nowa Wieś, a jego absolwentem jest m.in. Przemysław Kuźkow, zawodnik warszawskiej Legii.
3 / 06 / 2020 17:35
Jedna z gwiazd 1. ligi, którą wreszcie powinniśmy już zobaczyć na boiskach PLK. Adrian Kordalski w barwach STK Czarnych Słupsk pokazał, że jest zawodnikiem gotowym podjąć wyzwanie w ekstraklasie. Zapraszamy na szczegółową charakterystykę jego gry!
2 / 06 / 2020 19:42
Zawodnicy (i część klubów) postawili na swoim. Władze najlepszym rozgrywek na Starym Kontynencie podjęły decyzję, aby odwołać resztę sezonu Euroligi i EuroCup. Nowy sezon ma ruszyć 1. października, w tym samym składzie 18 zespołów.
Trwa tworzeniu planu na stworzenie ligi 3×3 już w czerwcu – w porannym programie w Polsat Sport zdradził prezes PZKosz, Radosław Piesiewicz. Przy braku sportu na żywo taka inicjatywa wydaje się być racjonalna i może przynieść wiele korzyści.
1 / 05 / 2020 11:53
Coraz więcej sygnałów mówi o tym, że igrzyska olimpijskie Tokio 2020 zostaną przełożone w związku z panującą epidemią koronawirusa. Nie będzie więc raczej turnieju reprezentacji Polski 5×5 w Kownie oraz eliminacji zespołu 3×3. Realny staje się scenariusz, że najbliższe mecze koszykówki zobaczymy dopiero jesienią.
23 / 03 / 2020 12:34