Anthony Miles – Koziołek Pędziwiatr ze Starogardu

Share on facebook
Share on twitter

– Szybkość. Umiem trafiać, umiem zdobywać punkty na różne sposoby, ale moim największym atutem jest szybkość – mówi 27-letni strzelec Polpharmy.

Anthony Miles z synem (fot. Polpharma Starogard)

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

Mały Anthony zawsze lubił biegać. Szybko biegać. W liceum Clear Brook w Friendswood należącym do aglomeracji Houston został najlepszym strzelcem w historii, w ostatnim sezonie zdobywał średnio 23,0 punktu w meczu.

Ale równolegle trenował też lekkoatletykę, a konkretnie – biegi. – Zawsze byłem szybki, ale te treningi na pewno pomogły mi lepiej odnaleźć się na boisku. Najlepszy byłem na 400 i na 800 metrów – mówi nam Anthony Miles.

Urodzony w Nowym Orleanie, ale wychowany w Teksasie chłopak, tak naprawdę chciał być jednak futbolistą, bo przecież ten sport rządzi w stanie na południu USA. – Byłem całkiem niezłym quarterbackiem, ale jak trochę podrosłem, to zacząłem grać także w kosza i zobaczyłem, że tu jestem jednak lepszy, mam większe możliwości.

Bez Hicksa jest lepiej

Anthony Miles (fot. Polpharma Starogard)

Ostatnio pokazuje te możliwości w PLK – liderowi z Torunia rzucił 27 punktów, Polpharma wygrała mecz 90:73. Ze średnią 15,9 punktu jest siódmym strzelcem rozgrywek, choć trzech graczy z tych, którzy są przed nim – Chris Czerapowicz, Taylor Brown i Dardan Berisha – już w Polsce nie grają.

Gdyby przeliczyć zdobycze Milesa na 40 minut gry, to ze średnią 26,1 punktu byłby już zdecydowanie najlepszym graczem w PLK. Polpharma korzysta na jego szybkości, zwinności i umiejętności zdobywania punktów.

Czuję się świetnie, jestem w dobrej formie pod każdym względem i myślę, że podobnie jest z moimi kolegami. Odzyskaliśmy pewność siebie, wygrywamy. Chcemy podtrzymać ten dobry moment – mówi Miles. Polpharma wygrała 5 z 7 ostatnich meczów, wciąż utrzymuje się w grze o play-off.

Drużynie nie przeszkodziło odejście Michaela Hicksa – przeciwnie, można odnieść wrażenie, że bez Amerykanina z polskim paszportem zespół Mindaugasa Budzinauskasa gra lepiej. – Tak, zgadzam się, wystarczy spojrzeć na wyniki – od kiedy Michael odszedł, są lepsze – mówi Miles.

Nie twierdzę oczywiście, że Mike jest złym graczem i że nam przeszkadzał – przeciwnie, uważam, że jest dobrym koszykarzem. Ale czasem jest tak, że zespół potrzebuje zmiany, pewnego odświeżenia. Trener uznał, że Michael powinien odejść i jak na razie wygląda na to, że podjął dobrą decyzję, bo gramy dobrze.

Szybki „Kozioł” i Janis Joplin

Anthony nie wyrósł na dużego koszykarza – mierzy 185 cm wzrostu i przez całą karierę zmienia pozycje na obwodzie. – W szkole średniej byłem raczej dwójką, częściej grałem bez piłki, ale na uczelni byłem już tylko jedynką. Mieliśmy zresztą fajny zespół, w moim ostatnim roku awansowaliśmy do turnieju o mistrzostwo NCAA, grałem obok Mike’a Jamesa, świetnej dwójki, który teraz jest w Panathinaikosie – opowiada o uczelni Lamar, na której kiedyś studiować próbowała Janis Joplin. On w latach 2008-12 zdobywał dla niej po 11,8 punktu na mecz.

Grając w drużynie Lamar został zresztą „Kozłem”, a może „Koziołkiem”. Po prostu gdy dołączył do drużyny, był w niej najmłodszy i najmniejszy, ktoś określił go tym przydomkiem. I tak zostało. – Teraz jestem na trzecim roku, nie jestem już żadnym dzieckiem w drużynie, ale wchodzący do szatni debiutanci wciąż zwracają się do mnie w ten sposób. Najwyraźniej wszyscy mnie tak nazywają – mówił „Buck” grając jeszcze na uczelni.

Potem był królem strzelców w Holandii, z której trafił do Polpharmy, a potem grał też na Ukrainie, Łotwie i w Rumunii. – Rzucającym, czy też graczem łączącym dwie pozycje, stałem się dopiero za pierwszym pobytem w Starogardzie. I tak już zostało. Teraz moja rola to zdobywanie punktów, ale też pomaganie drużynie na rozegraniu. Mogę grać na obu pozycjach.

Największy atut Milesa? Tu zaskoczenia nie ma. – Szybkość. Wyróżnia mnie szybkość. Pozwala mi się czuć komfortowo, znajdować się w miejscach, w których chcę, oddawać z nich rzuty. Dynamika pomaga także w obronie, pozwala mi na przechwyty. Oczywiście, najlepiej czuję się w ataku, wchodząc w swój rytm i zdobywając punkty, ale wiele dobrego w mojej grze bierze się z szybkości.

Polubił Polskę i Polpharmę

Jako mały chłopak Anthony uwielbiał Kobe Bryanta, a na drugim miejscu wśród jego idoli był Allen Iverson. Teraz nr. 1 jest Isaiah Thomas.

Jest mały, ale potrafi znaleźć sposoby na pokonanie obrony, także wejściami. Sprawia rywalom najróżniejsze problemy, ma też niezły zasięg rzutu. Wiem też, jak on się czuje, jako tak niski gracz, bo mam tak samo – wiele osób lekceważy mnie ze względu na mój wzrost. Ale najważniejsze to serce – Isaiah ma wielkie, skoro doszedł tam, gdzie jest – tłumaczy Miles.

On sam, umówmy się, za daleko na razie nie doszedł – Holandia, Ukraina, Łotwa, Rumunia, teraz znów Polska, to nie jest kariera marzeń. Ale kto wie, może Miles – jak kilku innych graczy przed nim – błyśnie właśnie w PLK i dostanie się do lepszej ligi? On sam na razie wyjątkowo traktuje Polpharmę.

To klub, do którego wróciłem. Wszystko jest dobrze zorganizowane, miasto jest przyjemne, od czasu naszego poprzedniego pobytu w nim powstało centrum handlowe. Moja rodzina czuje się tutaj dobrze.

Poza tym ja bardzo lubię grać tam, gdzie ktoś mnie chce, gdzie potrzebują dokładnie Anthony’ego Milesa. W Polpharmie tak jest, w poprzednich klubach bywało różnie – zaznacza koszykarz.

W ogóle Polska staje się dla mnie wyjątkowym miejscem – liga jest silna, występują tu dobrzy gracze, dobrze się tu czuję. Nie wiem, co będzie w przyszłym sezonie, czy zostanę w Polpharmie czy dostanę inne propozycje, ale na pewno bardzo poważnie rozważyłbym pozostanie w tym kraju.

PS Zapytaliśmy oczywiście Anthony’ego Milesa o incydent w Lublinie, gdy koszykarz – wspólnie z Michaelem Hicksem – zaatakował jednego z kibiców reagując na usłyszane przez siebie rasistowskie okrzyki. Porozmawialiśmy o tym chwilę, ale potem Amerykanin poprosił, by nie publikować jego wypowiedzi na ten temat.

Łukasz Cegliński

PLK, NBA – typuj wyniki i zgarniaj kasę >>

POLECANE