PRAISE THE WEAR

Anwil przerwał passę MKS-u. Szesnasta wygrana w lidze!

Anwil przerwał passę MKS-u. Szesnasta wygrana w lidze!

“Najgorętsza” drużyna ostatnich tygodni, MKS Dąbrowa Górnicza, zatrzymana przez lidera tabeli Anwil Włocławek w hicie kolejki! Koniec z nudą i jednostronnymi meczami, solidne widowisko w Hali Centrum, gdzie ekipa Przemysława Frasunkiewicza wygrała 87:84 z MKS-em.

fot. Andrzej Romański / plk.pl

Hit kolejki, rozpędzony MKS Dąbrowa Górnicza pięcioma wygranymi z rzędu podejmował na własnym parkiecie lidera tabeli, Anwil Włocławek z piętnastoma zwycięstwami w Orlen Basket Lidze. Z pewnością kibice, także ci bezstronni, liczyli na wyrównane spotkanie, ponieważ ostatnie 5 spotkań w tej kolejce kończyło się różnicą od 10 do 39 “oczek”. Ekipa Przemysława Frasunkiewicza w pełnym, rozszerzonym w ostatnim czasie zestawieniu, z kolei gospodarze dalej bez lidera punktowego, Marca Garcii.

MKS wrzucił wysoki bieg od samego początku, odważnie atakował strefę podkoszową rywali. Goście, dzięki dobremu wejściu w mecz Luke’a Petraska, w pierwszych dwóch minutach wysunęli się na prowadzenie – chwilę później rywale odpowiedzieli serią 8:0. Ofensywny start, kosztem twardszej obrony, zapowiadał ciekawe widowisko – cios za cios, nie raz “trójka” za “trójką, czyli koszykówka, którą kocha ekipa Borisa Balibrei. To pozwoliło im powoli budować zaliczkę, jednak szybko przerwał to trener Przemysław Frasunkiewicz przerwą na żądanie – jeszcze przed zakończeniem tej części gry ukrócili zaliczkę rywali do jednego punktu.

Liderzy obu zespołów z zupełnie innymi początkami spotkania – w MKS-ie Tayler Persons należycie dyrygował swoim zespołem, w samej pierwszej kwarcie zaliczył 7 punktów i 6 asyst, zaś w Anwilu Victor Sanders, oddając dwa rzuty, nie trafił ani razu w obręcz.

Końcówka pierwszej kwarty + początek następnej to znakomita seria 20:2 lidera PLK, których słabsze wejście w mecz nie podcięło skrzydeł, co już niejednokrotnie obserwowaliśmy w tym tygodniu w meczach Orlen Basket Ligi w spotkaniach innych drużyn. To pokazuje siłę zespołu, tym samym udowadniają, że pozycja na samym szczycie nie wzięła się znikąd. Bez pośpiechu i zbędnej gorącej głowy spokojnie odjechali na dwucyfrową różnicę (37:25), pielęgnując ją w kolejnych minutach.

Atak atakiem, jednak Anwil dzięki żelaznej obronie był w stanie diametralnie przejąć inicjatywę spotkania. Gospodarze dopiero po ponad trzech minutach drugiej kwarty trafili do kosza, kolejne minuty również nie były obfite w zdobycze punktowe. Dopiero, gdy piłka znów trafiła w ręce najlepszego asystującego ligi, gra dąbrowskiej drużyny nabrała odpowiedniego rytmu i tempa – Amerykanin w 17. minucie zaliczył dziesiątą asystę, tym samym bardzo szybko kolejne double-double do kolekcji – 11 punktów i 10 asyst, w całym meczu 21 “oczek” i tylko jedna asysta więcej.

Dzięki skuteczniejszej ofensywie odrabiali straty, w tak zawrotnym tempie, że z 13 “oczek” straty nie zostało już nic! Po celnej “trójce” Błażeja Kulikowskiego objęli chwilowe prowadzenie (47:46), lecz pierwsze 20 minut dwoma celnymi rzutami z linii zamknął Tomas Kyzlink – Czech w swoim drugim meczu w barwach Anwilu zanotował 12 punktów (2/3 za 3), 4 zbiórki i 4 asysty. Bardzo szybko wkomponował się w zespół!

Drugą połowę obie drużyny zaczęły, przepychając się w “koszykarskich szachach” z nutką szaleństwa Victora Sandersa i jego dwóch piekielnie trudnych dwóch rzutach z dystansu, które wpadły do kosza. To zdecydowanie gra, w której goście czują się bardzo dobrze – powiększali swoją zaliczkę, jednak koszykarze MKS-u w miarę trzymali rękę na pulsie. Zdecydowanie ta część meczu należała do Lovella Cabbila, to dzięki niemu rywale na dobre nie zdołali odjechać – Amerykanin zdobył 11 punktów z rzędu dla swojego zespołu, trafiając trzykrotnie z dystansu. Co ciekawe, dopiero w tej kwarcie zaczął zdobywać punkty.

Cztery “oczka” przewagi przed decydującymi 10 minutami na korzyść w Anwilu (69:65), w końcu doczekaliśmy się nieco bardziej wyrównanego spotkania niż ostatnie widowiska w tej kolejce. Czuć było nerwowość po obu stronach, zwiększona liczba strat i niecelnych rzutów z dogodnych pozycji zrekompensowana walką na parkiecie, nawet do krwi – Błażej Kulikowski, gdy rzucił się po piłkę na parkiecie nagle zalał się krwią po zderzeniu z Cabillem i Sandersem.

Oba zespoły na tyle się zacięły, że po czterech minutach Anwil miał trzy punkty, MKS bez punktu – dopiero niemal w połowie kwarty pierwszy raz z dystansu w tym meczu trafił Tayler Persons. Zbyt dużo to nie dało, błędy gospodarzy jedynie się namnażały po obu stronach parkietu, co wykorzystywała ekipa Przemysława Frasunkiewicza. Budowali swoją przewagę, jednak w dość ślimaczym tempie – na ponad trzy minuty przed końcową syreną wynosiła 8 “oczek” (80:72), wtedy MKS wrzucił wyższy bieg, notując serię 8:2.

Złe decyzje w obronie Personsa oraz idąca z tym frustracja jest nieodłącznym elementem wyrównanych końcówek MKS-u. Amerykanin faulował przy rzucie Amira Bella, łapiąc piąte przewinienie, by chwilę po tym uderzyć w bandę z nerwów. Efekt? Faul techniczny, trzy rzuty wolne dla Anwilu, wykorzystane perfekcyjnie, które dały 5 punktów przewagi na minutę przed końcem. To jeszcze nie przesądziło o losach meczu, bo z dystansu trafił nowy skrzydłowy MKS-u Xeyrius Williams.

Ostatnia akcja, na parkiecie chociażby kandydat do MVP Victor Sanders, a decydującą akcję wziął na siebie.. Amir Bell – i trafił! 11 sekund przed końcem Anwil prowadził czterema punktami, gospodarze mieli jeszcze szansę – Cabill celowo nie trafił drugiego wolnego, zebrał po sobie, jednak na dogrywkę nie trafił Williams. Tym samym Anwil przerwał passę 5 zwycięstw z rzędu MKS-u, notując 16 wygraną w 18 meczach. Prawdopodobnie fotel lidera do końca rundy zasadniczej jest niezagrożony.

Luke Petrasek, autor 18 punktów, najlepszym strzelcem Anwilu – wspomagali go m.in. Victor Sanders (14 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst), Tomas Kyzlink (12 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty) oraz Amir Bell (11 punktów). Dla MKS-u double-double zaliczył Tayler Persons (21 punktów i 11 asyst), solidne zawody rozegrali także Xeyrius Williams (16 punktów, 4/8 za 3) oraz Dominik Wilczek (17 punktów).

Autor tekstu: Błażej Pańczyk

Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami