Anwil w kłopotach – obrona w lesie, problemy pod koszem (analiza)

Share on facebook
Share on twitter
Anwil traci masę punktów, w obronie szwankuje komunikacja i zaangażowanie, a coraz większe kłopoty pojawiają się pod koszem. Zespół z Włocławka potrzebuje szybkich zmian w grze, bo sytuacja w Lidze Mistrzów już się komplikuje.
Milan Milovanović / fot. Ryszard Wszołek, Enea Astoria Bydgoszcz

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Ostatnie 3 mecze, choć jeden z nich Anwil wygrał (z Eneą Astorią Bydgoszcz 106:103), z pewnością nie wyglądały tak, jakby sobie tego życzył trener włocławian, Igor Milicić. W grze zespołu było wiele słabych punktów, a w oczy rzucały się przede wszystkim słaba obrona i kłopoty pod koszem.

Dziurawa defensywa

Liczba traconych punktów raczej nie powinna być wyznacznikiem jakości obrony – zespoły grają w różnym tempie, co przekłada się na liczbę posiadań w meczach dla przeciwników. Anwil póki co w PLK gra najszybciej (82,5 posiadań na mecz), co oznacza, że wymaganie od włocławian zatrzymywania rywali na poziomie 70 punktów jest przesadą.

Z drugiej strony, zdecydowanie sporą przesadą jest tracenie ponad 100, a tak się zdarzyło w ostatnich dwóch spotkaniach – Astoria rzuciła Anwilowi 103 punkty, a San Pablo Burgos aż 110, w tym 60 w samej drugiej połowie!

W poprzednich meczach można było mieć spore zastrzeżenie do zaangażowania i poświęcenia zawodników Anwilu w defensywie. W Burgos było już z tym lepiej, ale akurat ten naszpikowany talentem zespół obnażył największe, nazwijmy je techniczne, bolączki włocławskiej obrony.

Tak zbudowana drużyna z Włocławka miał mieć ogromną łatwość w zmienianiu krycia, co miało być jego głównym atutem. Niestety jednak brakuje w tym płynności, szwankuje komunikacja, co powoduje, że chwila zawahania jednego, czy drugiego gracza, otwiera pozycje do rzutu dla rywali.

Obrona pick and rolla bywa zbyt wolna – wracający do swojego gracza wysoki robiący hard show, którego od lat wymaga od swoich graczy trener Milicić, jest często spóźniony, a odpowiedni ruch piłki u rywali powoduje, że ktoś jest bez krycia (najczęściej gość w rogu, od którego szła pomoc do rolującego podkoszowego).

Anwil potrzebuje usprawnień w obronie „na już”. Ciężko będzie o zwycięstwa w Lidze Mistrzów, a nawet w PLK, gdy pozwala się rywalom na tak wiele.

Problemy pod koszem

Lato we Włocławku przebiegło pod znakiem zmian w zespole. Jednym z głównych założeń było poprawienie fizyczności i atletyzmu w składzie. Rzeczywiście, udało się to osiągnąć na pozycji rozgrywającego, ale już pod koszem stan posiadań raczej został bez zmian. Mecz z San Pablo Burgos pokazał, że Anwil znów ma kłopoty z atletycznymi podkoszowymi, którzy w drugiej połowie wręcz skakali po głowach podkoszowym z Włocławka.

Brak Szymona Szewczyka spowodował, że duże minuty na czwórce gra Michał Sokołowski, a Rolands Freimanis musi występować na piątce. Takie ustawienie w planach oczywiście było, ale raczej na kilkuminutowe wstawki, które miałby nieco odmienić grę zespołu. Na dłuższą metę póki co nie zdaje egzaminu.

Indywidualnie także jest kilka znaków zapytania. Milan Milovanović może i jest wyższy niż Josip Sobin, ma sporo większy zasięg ramion, ale za to jest mniej mobilny, mniej sprytny i chyba także dużo słabszy, szczególnie na nogach, bowiem dość często serbski środkowy ląduje po wszelakich zderzeniach na parkiecie.

Póki co mało minut gra Krzysztof Sulima, który jednak jak już się na boisku pojawia, to zawodzi. Widać po nim brak pewności siebie związany z obecną, nową sytuacją i rolą. We wtorkowym meczu jego wejście skończyło się krokami, faulem i air ballem.

Przy solidnym (ale raczej nic poza tym) Freimanisie powstaje więc obraz strefy podkoszowej, która po prostu rozczarowuje. Musi się to w następnych meczach (szczególnie w Lidze Mistrzów) zmienić, bowiem rywale wcale dużo słabsi od Burgos nie będą.

Tydzień trudnych sprawdzianów

Anwil po maratonie meczów wyjazdowych wreszcie wraca do własnej hali, co powinno podziałać na zespół mobilizująco. W najbliższym tygodniu czekają drużynę z Włocławka jednak wymagające i jednocześnie ważne mecze.

W sobotę rywalem Anwilu będzie Trefl Sopot. Z punktu widzenia tabeli ten mecz większego znaczenia na ten moment mieć nie będzie, ale już patrząc na morale zespołu zwycięstwo jest raczej niezbędne. Będzie to także dobry sprawdzian dla defensywy włocławian. Trefl ma kilku ciekawych strzelców, a do tego bardzo dobrze zbierający duet podkoszowy w postaci Pawła Leończyka i Nany Foullanda.

Już we wtorek zaś do Włocławka przyjedzie francuski EB Pau-Lacq-Orthez, który także zaczął sezon w Lidze Mistrzów od dwóch porażek. Może to brzmi dziwnie w momencie rozegrania zaledwie 6 meczów z 56 w grupie, ale jeśli Anwil tego meczu nie wygra, to o awans do dalszej fazy będzie już naprawdę hiper ciężko.

Grzegorz Szybieniecki

POLECANE

tagi