Arka Gdynia, czyli Familiada oraz tajemnica polsilvera

Share on facebook
Share on twitter

Kibice, którzy po zakończeniu zeszłego sezonu zrobili sobie wakacje od basketu, musieli być w niezłym szoku po powrocie z urlopów. Na liście drużyn uprawnionych do startu w Energa Basket Lidze zabrakło Asseco Gdynia. Pojawiła się za to drużyna –  Arka!

Przemysław Frasunkiewicz i Krzysztof Szubarga (fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Back on the Court – najlepszy sprzęt na nowy sezon! >>

– Arka Gdynia? – zapytał zaskoczony pan Staszek. – Co to jest za drużyna?
– Co śle… – ochoczo zaczęli kibice z Gdańska.
Halo! Trochę kultury. Gdzie idea szacunku, współzawodnictwa i take tam. Może najpierw wyjaśnimy fanom skąd się wziął pomysł na nową nazwę i w ogóle… No właśnie, ktoś coś wie?

– Podobno to był pomysł prezydenta Gdyni, który chciał, żeby wszystkie drużyny w Gdyni grały pod jednym szyldem – wyjaśnił Sebastian, miejscowy dziennikarz. – A tak swoją drogą to niezły spryciarz z tego prezydenta. Żonie powie, że idzie na mecz Arki, a jak nie będzie długo wracać i żona zacznie go szukać, to minie trochę czasu zanim obskoczy wszystkie stadiony i hale.

Sprytnie. W takim razie witamy w Energa Basket Lidze drużynę Arki Gdynia.
– #jestesmyasseco – odpowiedział klubowy hashtag.
No to w końcu Asseco czy Arka? O co tu chodzi?
Umarło Asseco, narodziła się Arka – napisał Gustaw na ścianie Gdynia Areny.
– Czyli że co? Uważasz, że nasza drużyna to zwykłe Dziady? – oburzyli się kibice Arki.
Bez przesady. Nie będę przecież robił ze zmiany nazwy wielkiego dramatu.

A ja to nawet cieszę się ze zmiany nazwy – wtrącił pan Staszek. – No bo znacznie lepiej brzmi „nawet wielka Barcelona nigdy Arki nie pokona” niż „…nigdy Asseco nie pokona”.
Nie sposób się nie zgodzić. A jeśli chodzi o sam mecz z czołową drużyną ligi hiszpańskiej, to cała Gdynia od dawna była gotowa na wielkie, koszykarskie święto.
– No właśnie nie do końca – odpowiedzieli kibice Arki. – Kiedyś mieliśmy wszystko przygotowane: koszulki, vlepki, przyśpiewki. A teraz? Nie mamy żadnej przyśpiewki. Ciężko znaleźć jakieś nowe rymy.

No to nie ma na co czekać, szukamy rymów.
– W tej rundzie punkty mnożymy razy 3 – powiedział Karol Strasburger. – Ten kto zna odpowiedź na pytanie naciska przycisk. A brzmi ono tak: podaj słowo rymujące się ze słowem „arka”.
– Fujarka – powiedzieli kibice Lechii Gdańsk.
– Mamy taką odpowiedź, ale nie jest najwyżej punktowana.
– Podjarka – zaproponowali znani dziennikarze, którzy byli pod wrażeniem zmian zachodzących w Gdyni.
– Dobra próba. Ale nikt nie odgadł najwyżej punktowanej odpowiedzi, którą było słowo „sekretarka”.

Faktycznie, drużyna z Gdyni jest w tym sezonie wielką niewiadomą, taką sekret Arką. Zwłaszcza, że klub po kilku latach nieobecności wraca do europejskich pucharów.
– Zgadza się. Euroliga chce naszego powrotu, Euroliga nadal nas pamięta – powiedział prezes Sęczkowski. – Włodarze tej organizacji do dzisiaj oglądają na kasetach VHS nasze popisy w fazie grupowej. No ale czas pisać nową historię, teraz już w rozgrywkach EuroCup.
– Ciekawe skąd mają na to pieniążki… – zastanawiał się kibic Janusz.
– To pozostaje tajemnicą polsilvera. Zresztą „u nas w klubie słowo jest droższe od pieniędzy” – dokończył prezes Sęczkowski.
Ja tam mimo wszystko wolę pieniądze – stwierdził przytomnie Mikołaj Witliński  – samym słowem w sklepie nie zapłacę!

W atmosferze tajemnicy finansowej kontrakty z Arką podpisali: Adam Łapeta, Joshua Bostic, James Florence, Robert Upshaw Filip Dylewicz i Deividas Dulkys. Największym zaskoczeniem był chyba transfer tego ostatniego. Były gracz Anwilu bardzo długo był na liście życzeń kibiców z Brzytwy, jednak ostatecznie wybrał Gdynię.
– Deividas, jush nie jesteś moim crushem! – krzyczała jedna z włocławskich fanek.

Przez chwilę pojawił się temat, żeby do Gdyni powędrował również inny gracz Anwilu, czyli Ivan Almeida, ale szybko zakończył się niepowodzeniem.
– I ja mu wtedy mówię: Ivan ty zobacz jak w tym Włocławku szaro, buro i ponuro. A u nas? Słońce, plaża, zimne drinki.
– Nawet się nie waż używać argumentu atrakcyjności miasta – grozili włocławscy kibice.

Ostatecznie jednak skończyło się jak na nieudanej randce, czyli do niczego nie doszło. Nie był to jedyny nieudany „podryw” Arki w tym oknie transferowym. W gdyńskim klubie nie zagra również Benjamin Emelogu.
– Welcome in Gdynia Ben! – powitał zawodnika Dział Marketingu.
Na początku wszystko było dobrze, ale później Ben przypomniał sobie, że jednak nie jest do końca zdrowy. Twierdził, że uprzedzał o tym przed podpisaniem kontraktu, ale nikt go nie rozumiał.
– Don’t turn cat of it’s tail Ben – zagroził zarząd. – If you not play in Gdynia we exit you.
I przygoda Bena z Arką skończyła się zanim tak naprawdę się zaczęła.

A w ramach uzupełnienia, jeśli chodzi o polskich zawodników to w Arce na kolejny sezon zostali: Krzysztof Szubarga, Marcel Ponitka, Jakub Garbacz, Mikołaj Witliński, Dariusz Wyka, Grzegorz Kamiński, Filip Stryjewski i Maciej Leszczyński.

Zespół z Gdyni wygląda na tyle ciekawie, że w Energa Basket Lidze powinien śmiało powalczyć o podium, a poza tym godnie zaprezentować się w europejskich pucharach. Wydaje się, że w Gdyni nastała nowa era. Była Arka Noego, Arka Przymierza, czas na Arkę Frasunkiewicza.

Michał Szczyżański

W ramach cyklu, każdego dnia Autor w luźniejszej formie przybliża kolejne zespoły PLK. Ukazały się już:

Spójnia Stargard, czyli hell’s basket i ogłoszenia drobne >>
Legia Warszawa – fortuna kołem się toczy, a żona dla Australijczyka >>
Miasto Szkła Krosno, czyli po szklanie i…. legendy NBA na Podkarpaciu >>
GTK Gliwice – jest rewolucja, muszą być ofiary >>
AZS Koszalin – cień Phila i Himilsbach z serbskim >>
Polpharma Starogard Gdański, czyli skomplikowany związek i Młode Wilki >>




Back on the Court – najlepszy sprzęt na nowy sezon! >>

POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.