Astoria zadziwia – prowadzi 2:0 w finale ze Śląskiem

Share on facebook
Share on twitter

Dramatyczny mecz we Wrocławiu. Były zwroty akcji, indywidualne popisy (Jakub Musiał), skandal na trybunach. Enea Astoria Bydgoszcz, po wolnych w ostatniej sekundzie, pokonała FutureNet Śląsk 86:85 i prowadzi 2:0 w finale 1. ligi.

fot. Enea Astoria Bydgoszcz

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

W skromnej, blaszanej salce wrocławskiej AWF atmosfera była rekordowo gorąca – fani Śląska, zachęcani przez spikera i chodzącego wzdłuż trybuny bębniarza, dopingowali tak głośno, że ciężko momentami było zebrać myśli.

W pierwszej połowie widzowie oglądali popis jednego aktora – Jakub Musiał, 20-letni obwodowy Śląsk,a był nie do zatrzymania – w pierwszych dwudziestu minutach zdobył aż 24 punkty (w całym meczu uzyskał 32 „oczka”) i to przede wszystkim dzięki jego grze, Śląsk po dwóch kwartach remisował 44:44 z Astorią.

Bydgoszczanie podobnie jak w sobotę, byli stroną narzucającą swoje warunki. Szczególnie brylowali: Łukasz Frąckiewicz (w całym meczu zdobył 20 pkt – przy stuprocentowej skuteczności z gry – oraz 10 zbiórek) i Marcin Nowakowski (17 pkt i 8 asyst).

Analogicznie do pierwszego meczu finałów, podopieczni Grzegorza Skiby świetnie rozpoczęli trzecią kwartę – tym razem od serii 10:0 – przez co wydawać się mogło, że drugi mecz również skończy się ich zwycięstwem. Nic bardziej mylnego. Śląsk seryjnie zaczął trafiać rzuty zza łuku, przez co szybko zbliżył się do Astorii, a już w czwartej minucie IV kwarty objął prowadzenie 70:69.

Dzisiaj koszykówka to w znacznym stopniu sport „runów”. Na każdym poziomie widać, że nawet wysoka przewaga punktowa może zostać szybko odrobiona. Zwłaszcza, gdy gra się z takim zespołem jak Śląsk, który w każdej chwili może „odpalić” trójki – zauważał po meczu Marcin Nowakowski.

Na 18 sekund przed końcową syreną, po trafieniu Mateusza Jarmakowicza, był remis 85:85. Na długą indywidualną akcję zdecydował się Marcin Nowakowski, chybił, jednak do piłki dopadł Jakub Dłuski, którego sfaulowano przy próbie dobitki na ledwie 0,4 sekundy przed końcem.

Środkowy Astorii spudłował pierwszy rzut wolny, ale trafił drugi, dzięki czemu jego drużyna zwyciężyła 86:85, wprawiając w euforię obecną na meczu około 30-osobową grupę fanów klubu z Bydgoszczy.




Zdawaliśmy sobie sprawę, że Śląsk będzie walczył do upadłego. Kluczowe było nie pozwolić Śląskowi odjechać na kilkanaście punktów – wiedzieliśmy, iż pod koniec wrocławianie będą bardziej spięci – oceniał trener Astorii Grzegorz Skiba.

Niestety, nie brakowało organizacyjnych zgrzytów. Zdecydowanie ze swojej roli wychodził spiker meczu, który wyraźnie przekraczał dopuszczane faworyzowanie swojego zespołu – przykładem było zachęcanie kibiców do przeszkadzania Jakubowi Dłuskiemu w rzutach wolnych wykonywanych tuż przed końcem spotkania.

Do małego skandalu doszło tuż po końcowej syrenie, gdy ochroniarze siłą wyciągnęli z parkietu prezesa Astorii Bartłomieja Dzedzeja, chcącego świętować z zawodnikami zwycięstwo. Śląsk wyjaśniał na Twitterze, że wynikało to z tego, iż szef klubu z Bydgoszczy, pomimo iż został wpisany został wpisany na listę jako członek zespołu, na parkiet wybiegł z trybun, przez co został potraktowany jak zwykły kibic.

Jakby tego było mało, podopieczni Radosława Hyżego są w beznadziejnej sytuacji. W serii do trzech wygranych przegrali dwa mecze u siebie i teraz czeka ich wyjazd do Bydgoszczy. Astoria jest o włos od powrotu do Ekstraklasy po 13 latach.

– W drugiej połowie mogłem wziąć trochę więcej ciężaru na siebie, jestem na to trochę zły – mówił na gorąco po meczu Jakub Musiał – Nie załamujemy się, jedziemy do Bydgoszczy po dwie wygrane – stwierdził najlepszy strzelec meczu.

KC

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>