Atak nie starczył do cudu w Jerozolimie – Anwil przegrał z Hapoelem

Share on facebook
Share on twitter
Koncertowa ofensywa przez 1.5 kwarty i problem z obroną pod koszem przez cały mecz. Anwil grał dobrze tylko momentami i wyraźnie przegrał z Hapoelem w Jerozolimie 94:112.
fot. BCL

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Pierwsze półtorej kwarty Anwilu to koncert w ofensywie, jakiego nie widzieliśmy jeszcze w tym sezonie. Publiczność w Jerozolimie patrzyła po sobie zdziwiona, a goście z Włocławka trafiali kolejne rzuty z dystansu. Chase Simon 3 razy trafił zza łuku, rewelacyjne wejście zaliczył Szymon Szewczyk i Anwil prowadził już 29:16.

Niestety, od samego początku pod koszem włocławian istniała też gigantyczna dziura w obronie. Nigeryjski środkowy Hapoelu Suleiman Braimoh punktował z dziecinną łatwością – do przerwy miał już na koncie 22 punkty, na 8/9 z gry.

Anwil prowadził, bo nadal szalał w ataku. Polski zespół zdobył 45 punktów przez zaledwie 14 minut. W bardziej pozytywnym trybie tym razem był Tony Wroten, który w swoim stylu kilka razy zamieszał obroną gospodarzy. Zrobiło się nawet 50:38.

Kilka minut przed przerwą to jednak zastój w ataku i coraz słabsza obrona sprawiły, że Izrealczycy zaliczyli serię 19:3 i dogonili włocławian. Po I połowie Anwil prowadził, ale tylko 53:52.

Po przerwie można się było spodziewać szturmu Hapoelu, ale Anwil nadal dawał sobie radę. Wroten wyszedł od razu w piątce i powalczył także w obronie, a z tego były okazje do kontrataków. W połowie 3. kwarty było 69:62 dla włocławian.

Z każdą minutą Hapoel lepiej radził sobie z obroną strefową Anwilu. Z dystansu trafiał James Feldeine, a pod koszem wciąż bezkarnie grasował Braimoh. Po 30 minutach gospodarze prowadzili 81:76, a na początku ostatniej części przejęli już zupełną kontrolę nad meczem.

Przez pierwsze 8 minut czwartej ćwiartki Anwil zdobył zaledwie 5 oczek, a rozpędzony Hapoel błyskawicznie zbudował 20-punktową przewagę i mógł dać odpocząć swoim gwiazdom. Feldeine trafił 6/9 z dystansu, a Baraimoh swój życiowy występ zakończył z 33 punktami (13/14 z gry) i 6 zbiórkami.

Rywal okazał się za mocny, ale dobrą wiadomością dla kibiców Anwilu powrót do formy Chase’a Simona (5 celnych trójek), który po kilku gorszych występach znów wyglądał jak dawniej. Dobrze zagrał też Chris Dowe, który zanotował 17 punktów i 5 asyst. Wroten miał 15 punktów, 5 asyst i 4 przechwyty.

Przed Anwilem teraz teoretycznie łatwiejsze zadanie – mecz na własnym boisku z GTK Gliwice.

Pełne statystyki z meczu TUTAJ >>

TS

.

POLECANE

tagi