Bad Boys i trupie czaszki w „Pałacu”

Share on facebook
Share on twitter

Po wtorkowej nocy kibice NBA emocjonowali się bójką Robina Lopeza i Serge’a Ibaki, ale wtorkowa bójka w Toronto to oczywiście dziecięce igraszki przy wyczynach legendarnych Detroit Pistons.

Detroit Pistons / fot. wikimedia

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Przełom lat 80. i 90. w NBA zdecydowanie należał do Detroit Pistons. Trzy finały, dwa pierwsze tytuły mistrzowskie, ale też reputacja najbardziej znienawidzonej i brutalnej drużyny w lidze.

Ze względu na swój agresywny styl gry otrzymali słynny przydomek „Bad Boys”, którym się ewidentnie szczycili i wykorzystywali m.in. przy okazji przedmeczowych rytuałów. W ich hali Tte Palace of Auburn Hills na widowni powiewały czarne flagi z piłką oraz trupią czaszką. Motor City miało swoich koszykarskich piratów i było z tego dumne.

„Nie ma łatwych punktów” – do tego krótkiego zwrotu można sprowadzić defensywną filozofię Chucka Daly’ego, autora ówczesnych sukcesów „Tłoków”. Przepisy gry były wtedy znacznie łagodniejsze i pozwalały na więcej. Kary oczywiście były, ale niewystarczające, aby powstrzymać lawinę łokci, szturchańców, a nawet nokautów, jakimi Pistons raczyli swoich rywali.

Isaiah Thomas, Joe Dumars, Bill Laimbeer, Dennis Rodman i cała reszta – przede wszystkim oczywiście grupa świetnych koszykarzy, ale przy okazji także banda bezwzględnych zakapiorów. Historia NBA zna wielu prowokatorów i rozrabiaków, ale oni byli w tym całym towarzystwie jak Dream Team, a raczej jak komiksowy Suicide Squad.

W nazywanej największą zadymą w historii NBA bójce pomiędzy Pistons a Pacers zastąpili ich już młodsi z Benem Wallacem na czele, ale w swoich czasach Bad Boys odhaczyli wszystkich możliwych boiskowych zawadiaków z przełomu epok. Od lubiących sobie pogadać Larry’ego Birda i Michaela Jordana, który notabene był ich celem numer jeden, przez Charlesów Barkleya i Oakleya, aż po debiutującego na ligowych parkietach młodego Shaquille’a O’Neala.

Nie bez przyczyny tej wyjątkowej grupie zawodników postanowiono poświęcić odrębny odcinek popularnej serii ESPN „30 for 30”. Swoją drogą absolutnie obowiązkowa pozycja dla każdego fana NBA lat 90. i nie tylko.

Sprowadzanie fenomenu Bad Boys do brutalnej gry w obronie byłoby krzywdzącym uproszczeniem. Detroit Pistons z tamtych lat to m.in. geniusz taktyczny Daly’ego oraz ten boiskowy Thomasa. To obok agresji także potworna praca i kooperacja całego zespołu w defensywie, wzorowa atmosfera w szatni oraz wspólny, jasno określony cel, za którym ci goście co mecz skakali w ogień.

Isaiah Thomas wywalczył w ten sposób dwa mistrzowskie pierścienie, ale m.in. przez niesportowe traktowanie Jordana i pewnie po trochu także niefortunne przytyki w kierunku Birda, w których poparł podczas niechlubnego wywiadu Dennisa Rodmana, stracił w 1992 roku miejsce w składzie słynnego Dream Teamu.

Mateusz Orlicki

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

 

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.