Bartłomiej Pietras głodny – co dał Madryt, co daje Gdynia?

Share on facebook
Share on twitter

Mierzy 211 cm wzrostu, ma prawie 20 lat, jest jednym z największych talentów z rocznika 1998. Zamienił Estudiantes na Asseco, ale na grę w PLK jest jeszcze za słaby fizycznie.

Bartłomiej Pietras (fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Koszulki, buty, bluzy – wyjątkowa kolekcja NBA w Sklepie Koszykarza >>

W 2013 roku wyrośnięty, ale chudy jak patyk 15-latek, wyjeżdżał z Włocławka do Madrytu. Estudiantes ściągnęło go do siebie tak, jak wcześniej znane europejskie kluby ściągały m.in. Wojciecha Barycza, Mateusza Jarmakowicza, Kamila Pietrasa czy Jakuba Wojciechowskiego, a później Jana i Szymona Wójcików, Aleksandra Balcerowskiego czy Filipa Siewruka. Każdy z nich miał lub ma świetne warunki fizyczne i talent, ale ich kariery potoczyły się różnie.

Kiepski jadłospis, potrzeba zmiany

Pietras kilka miesięcy temu wrócił z Hiszpanii. Miał możliwość odstąpienia od kontraktu i tak zrobił. Po czterech latach pobytu w Estudiantes podpisał trzyletnią umowę z Asseco Gdynia.

Dlaczego?

– Z różnych względów. Jednym z powodów było to, że chciałem dokończyć szkołę średnią – w Hiszpanii nie zaliczyłem poprzedniego roku, w Polsce będzie mi łatwiej – mówi blisko 20-letni koszykarz.- Poza tym chciałem też po prostu wrócić do domu, do siebie, trochę zatęskniłem za krajem. No i chciałem też się trochę odbudować.

Odbudować po czym? – W ostatnich miesiącach poprzedniego sezonu trochę popsuła się atmosfera między mną i trenerem rezerw, do tego doszły problemy z kolanami, przechodziłem zabiegi, dostawałem zastrzyki. A poza tym, choć pod względem sportowym wszystko było świetne, było trochę innych problemów poza boiskiem.

I jakkolwiek dziwnie to brzmi, Pietras mówi o słabym wyżywieniu. – To były niby prozaiczne rzeczy, ale niektórych z nich bardzo mi brakowało. Jedzenia nie dostawaliśmy wiele, a niewielkie stypendium nie pozwalało mi na zdrowe dożywianie się. Poczułem, że potrzebuję zmiany.

Siła, motoryka, siła, motoryka

Sportowo, jak mówi, w Madrycie bardzo skorzystał. – Pierwszą nową rzeczą, oczywistą na wysokim poziomie, ale dla mnie w wieku 15 lat kompletnie nieznaną, były treningi motoryczno-siłowe. We Włocławku nie miałem za bardzo z nimi styczności, ćwiczyliśmy głównie taktykę, granie. A w Hiszpanii dużo pracowaliśmy nad siłą, motoryką – niekoniecznie na siłowni, to były ćwiczenia z wykorzystaniem własnego ciała.

– Jestem typem zawodnika, który o motorykę, o progres w tym elemencie, będzie walczył całe życie. Gdybym nie wyjechał, to nie wiem, czy zdążyłbym się nauczyć tyle o treningu tego typu, czy miałbym styczność z takimi zajęciami – opowiada Pietras.

Poza treningami motorycznymi włocławianin ćwiczył także wiele techniki indywidualnej, grał w swoich rocznikach i w rezerwach Estudiantes w lidze EBA, czyli na IV poziomie rozgrywek – w minionym sezonie spędzał na boisku średnio po 16 minut, notował po 4,9 punktu oraz 4,2 zbiórki.

Wiedza, instynkt i czytanie gry

Ale być może najważniejsze były dla niego treningi z pierwszym zespołem. – W grudniu 2016 roku miałem kilka lepszych występów w lidze EBA i trenerzy zdecydowali, że zostanę przesunięty do pierwszej drużyny. Trenowałem z nią regularnie, dzień w dzień, przez około dwa miesiące. Cztery razy byłem w składzie Estudiantes na mecz ACB, ale na boisko nie wszedłem. Spotkałem się jednak z Adamem Waczyńskim, gdy przyjechał do nas z Unicają, byłem na wyjazdowym meczu z Baskonią.

Przemysław Frasunkiewicz mówi, że po Pietrasie widać, że jest graczem dojrzałym taktycznie, chwytającym wiele w lot, intuicyjnie poruszającym się szybkim przechodzeniu do ataku. – Już na pierwszym obozie rzuciło się w oczy, że jemu nie trzeba tłumaczyć spacingu, rozstawiania wysokich graczy, że szybko łapie zagrywki, stoi w dobrym miejscu, ma wyczucie czasu.

– Widać, że był szkolony. Wie, jak poruszać się w tranzycji, a niektórzy wysocy mają z tym problem. W ustawionej grze masz sekundę, czasem dwie, na przemyślenie kolejnego ruchu, natomiast w szybszej grze działają dobry instynkt i wiedza. On to ma – mówi Frasunkiewicz.

– Przebywając w Madrycie, oglądając czołową ligę na świecie i zachowania jej graczy, czytanie gry przyswajałem naturalnie. Na treningach ćwiczyliśmy dużo ruchów w stosunku do piłki, do gracza obwodowego. Wiem, jak się zachowywać na boisku – mówi Pietras.




Czy jest z siebie zadowolony?

W Asseco, trochę jak w Estudiantes, jest w kilku zespołach, w kilku ligach. W PLK zagrał dwie minuty w dwóch meczach, w emocjonalnym dla siebie spotkaniu ze „swoim” Anwilem zdobył trzy punkty. W drugoligowych rezerwach notuje średnio 11,9 punktu oraz 6,2 zbiórki w 21 minut na boisku. Wreszcie w rozgrywkach do lat 20 po regionalnej fazie sezonu ma średnio 16,2 punktu.

Czy jest z siebie zadowolony? – Pracuję nad sobą, staram się, walczę – mówi Pietras. – Pod koniec poprzedniego sezonu nie grałem ze względu na kontuzje, brakowało mi boiska i m.in. dlatego przyszedłem do Asseco: żeby grać.

– W II lidze spotykam różnych graczy, także starych wyjadaczy, silnych koszykarzy. Ale myślę, że z meczu na mecz idzie mi coraz lepiej. Wiem, że stać mnie na więcej, ale też mamy fajną, równą drużynę, nikt się nie wybija, osiągamy dobre wyniki– mówi zawodnik. Rezerwy Asseco są na drugim miejscu w grupie A II ligi z bilansem 14-5.

– Generalnie, moje oczekiwania się sprawdzają – dodaje Pietras. – Założenia były takie, że pierwszy rok w Gdyni, to treningi przy pierwszej drużynie, zapoznanie się z dorosłą koszykówką, może jakieś minuty w PLK. Chciałem uczyć się gry od bardziej doświadczonych graczy jak Piotrek Szczotka, Darek Wyka, Mikołaj Witliński czy Filip Put, ale przede wszystkim chciałem grać – w II lidze i w juniorach starszych, w których chcemy odnieść sukces.

Ciśnie, ile może

– Bartek to bardzo ambitny chłopak, potrafi grać w basket, rozumie grę. Na treningach przeciwko Putowi czy Witlińskiemu spisuje się dobrze – wiele mu brakuje pod względem fizycznym, ale stara się jak może – ocenia blisko 20-letniego środkowego Frasunkiewicz.

– Gdyby chodziło tylko o rozumienie koszykówki, to byłby gotowy do fajnego grania. Ja nie chcę, żeby on stał z boku, ale prawda jest taka, że brakuje mu siły fizycznej. Bartek ma dość drobną, szczupłą budowę ciała, potrzebuje czasu, by się wzmocnić. Ale jest bardzo ambitny, mieliśmy treningi kondycyjne, które na naszych czołgach, na „Willym”, „Puciorze” czy Piotrku Szczotce nie robią wrażenia, a na nim by mogły, ale on się nie zrażał, cisnął, ile mógł.

Pietras zazwyczaj trenuje z drugim zespołem, który praktycznie pokrywa się z juniorami starszymi, ale często – szczególnie na początku tygodnia, gdy pierwsza drużyna pracuje nad elementami technicznymi – pojawia się na zajęciach u Frasunkiewicza.

Piątka albo czwórka, która potrzebuje trójki

Na jakiej pozycji widzi go trener w seniorskim baskecie? – Tam, gdzie Witlińskiego i Wykę. 50 proc. na pozycji nr 4, 50 proc. na pozycji nr 5. Bartek jest wysoki, ma parametry środkowego, ale odnajduje się na obwodzie – mówi Frasunkiewicz.

– Zgadzam się z trenerem. We Włocławku byłem najwyższy, więc oczywiście grałem na piątce, podobnie było w pierwszym sezonie w Madrycie. Ale potem przesuwano mnie bardziej na czwórkę – dodaje Pietras.

Jak z rzutem z dystansu, który powinien być częścią gry nowoczesnego podkoszowego? – Za trzy rzucam, próbuję, ale ze skutecznością jest słabiutko. Nie będę szukał wymówek, muszę pracować. Kiedyś było lepiej, wiem, że mam ułożoną rękę – zaznacza Pietras, który w II lidze ma 2/18 za trzy, a w minionym sezonie w Hiszpanii, w lidze EBA, miał 5/30.

– Walczę, pracuję, staram się. Wiem, że brakuje mi przede wszystkim siły, motoryki i doświadczenia. Ale pod względem koszykarskim, rozumienia gry, odstaję najmniej. No i cały czas się uczę – kończy Pietras.

Łukasz Cegliński

Koszulki, buty, bluzy – wyjątkowa kolekcja NBA w Sklepie Koszykarza >>




POLECANE

Już po 3 kolejkach odchodzi trener Jacek Winnicki, cały zespół ukarano finansowo, rozwiązano kontrakty z Yancym Gatesem i Grzegorzem Surmaczem, a Jay Threatt i Nikola Jevtović zostali zawieszeni. W Ostrowie po tych czystkach trzeba będzie budować zespół od nowa.