Bartosz Sikorski: Trener zawsze chce wygrywać

Share on facebook
Share on twitter

– To przede wszystkim zwycięstwa pokazują, że praca trenera ma sens. Jeśli się wygrywa, to zawodnicy też wierzą, że wysiłek nie idzie na marne – mówi Bartosz Sikorski, trener 2-ligowego Biofarmu Basket Suchy Las i asystent w reprezentacji Polski U18.

Bartosz Sikorski / fot. Beata Brociek, Biofarm Basket Suchy Las

MID SEASON Sale – najlepszy moment na koszykarskie zakupy! >>

Jan Delmanowski: Mistrzostwa Europy Dywizji B kadry U18 w Skopje – co się stało, że się nie udało? Chyba, że taki jest potencjał w tej chwili i nie może rozpatrywać tego w kwestii porażki.

Bartosz Sikorski: Pewnie, że się nie udało, bo zawsze celem jest awans. Trzeba mieć też świadomość, jaki potencjał był w roczniku. Ta kadra miała dużo do udowodnienia, bo na ME w Radomiu rozgrywanych 2 lata temu spadli do dywizji B. Na pewno każdy, łącznie ze sztabem trenerskim chciał się podnieść. Niestety nie udało się.

Miejsce 12, czy adekwatne do poziomu? Myślę, że przed chłopakami jeszcze dużo pracy, natomiast jakby ta pozycja była około 8 lokaty, to wróciłbym zadowolony. Miejsce 12 rzeczywiście jest trochę niskie, jednak wiadomo, że jak przegrywa się jeden, drugi a potem trzeci mecz, to morale opada, a to przekłada nam się na grę. Wynik nie jest dobry, natomiast ci chłopcy oraz my jako trenerzy zebraliśmy przeogromne doświadczenie. Mam nadzieję, że to zaprocentuje w przyszłości. Życzę tym zawodnikom, żeby w U20 zrobili awans.

JD: Pod kątem gry w ataku, byliśmy trzecim najlepiej punktującym zespołem w turnieju. Zabrakło gry w obronie?

BS: Myślę, że zabrakło trochę charakteru. Ten team jest utalentowany, bo są chłopcy tacy jak Lewandowski czy Balcerowski, którzy w przyszłości będą stanowić o siłach reprezentacji. Na dziś chyba brakowało takiej walki, zawziętości i fizyczności. Uważam, że w obecnie właśnie tym niestety przewyższały nas pozostałe reprezentacje, które koszykarsko teoretycznie były trochę słabsze, ale walką o każdą piłkę wyszarpali nam zwycięstwa.

JD: Poza meczem z Portugalią, w każdym ze spotkań, które przegraliśmy, wyróżniał się jeden kluczowy zawodnik przeciwnika, który rzucał ponad 20 pkt. Z czego to wynikało?

BS: Myślę, że taktycznie byliśmy dobrze przygotowani do tych spotkań. Zarówno my, jak i chłopacy wiedzieliśmy, który rywal jest najgroźniejszy. Czasami jest tak, że jak się trafi na „dzień konia”, to ciężko zatrzymać takiego gracza. Można go podwajać, potrajać a on i tak zrobi swoje. Mieliśmy tego pecha, bo rzeczywiście tacy zawodnicy dużo nam punktowali.

Nie chcę mówić, że nie było obrony, naprawdę sporą część przygotowań poświęciliśmy właśnie na ten element. Tu też zabrakło tego charakteru, żeby po prostu takiego zawodnika na początku meczu stłamsić, pokazać, że dziś nie da rady. My pozwoliliśmy się takim graczom rozhulać i potem już mieliśmy problem.

JD: Wymieniłeś Olka Balcerowskiego i Olka Lewandowskiego. Jakbyś miał dołączyć do nich trzeciego zawodnika, który się wyróżniał w tej drużynie, to kto by to był?

BS: Na pewno dużym talentem jest Andrzej Pluta, grający w Hiszpanii. Mimo że miał trochę słabszy turniej, to na pewno umiejętności w ataku ma bardzo duże. Jeśli poprawi swoją mentalność i funkcjonowanie w środowisku, gdy czasami nie idzie, to myślę, że ten chłopak jest w stanie grać na naprawdę wysokim poziomie.

Ja, jako trener klubowym chciałbym pochwalić Marcina Woronieckiego, bo był to zawodnik, który w wielu meczach się wyróżniał punktowo. Ma spore braki w obronie, które stara się nadrabiać, na poziom Europy jest jeszcze dużo pracy przed nim. Jeśli chodzi o jego grę w ataku, można mówić o wielu elementach, łącznie z decyzyjnością, rzutem, skutecznością, co jest bardzo ważne na tym etapie, że zrobił bardzo duże postępy, z czego jestem mocno zadowolony.




JD: Zostawiając turniej w Skopje, w zeszłym sezonie dopadło Biofarm coś takiego, jak klątwa kluczowego meczu w finałach? Bardzo podobne problemy na U16 i U18?

BS: Jeśli chodzi o u16, trzeba pytać trenera Kurzawskiego. Moim zdaniem, w U16 zabrakło trochę szczęścia i to mogę powiedzieć wprost. Nie chcę tu nas tłumaczyć, ale jedna decyzja sędziowska, poprzedzona oczywiście stratą naszego zawodnika, miała duży wpływ. Moim zdaniem niepotrzebny gwizdek zakończył naszą grę o złoty medal. Uważam, że tutaj akurat brak szczęścia a nie umiejętności, ten zespół na pewno ma duży potencjał i mam nadzieję, że będzie się dalej rozwijał.

Natomiast jeśli chodzi o mój zespół U18, myślę, że mieliśmy dużo większe umiejętności niż Asseco Gdynia, natomiast oni pokazali w tym meczu coś, czego my nie zrobiliśmy. I tu znów chodzi o charakter. Czasami na pewnym etapie głównej roli nie grają umiejętności, jeśli chodzi o zwycięstwo, tylko ten taki mental, wola walki i chęć rzucania się na każdą piłkę.

Na pewno w tym meczu przewyższali nas zespołowością, tam każdy miał piłkę, każdy chciał ją podać, wykreować kolegę. U nas to jednak wyglądało trochę bardziej indywidualnie i to właśnie pokazało, że koszykówka jest grą zespołową. Gratuluję Asseco, bo rzeczywiście nie mieliśmy z nimi żadnych szans w tym meczu, chyba jednak mentalnie nie daliśmy rady. Cieszę się bardzo, że zespół podniósł się w kolejnym dniu, co nie jest łatwe i pokonał zdecydowanie drużynę z Sopotu, dzięki czemu wróciliśmy z medalem do domu.

JD: Jak bardzo przekształcą się teraz te drużyny U16 i U18 oraz na ile zmienią się ich cele w klubie?

BS: Drużyny przebudowują się coraz bardziej i to nie tylko od U16, ale czasami już od U14 zespoły się posiłkują. Czy to jest dobre? Myślę, że na pewno tak i to w kilku kierunkach. Wyróżniający się gracze mogą i to powiem na przykładzie nas, przyjść do dużego projektu i zobaczyć rywalizację z zawodnikami lepszymi lub równymi sobie.

Często jest tak, że przychodzi do nas chłopiec, który jest tak kolokwialnie mówiąc, gwiazdą małego miasta i jemu się dużo wydaje, że potrafi grać w koszykówkę, że już jest nie wiadomo na jakim poziomie. Trafia do nas i patrzy na rówieśników, którzy mają dobrą etykę pracy i dużą wiedzę oraz umiejętności, a on rywalizując z nimi po prostu nie daje rady.

Często się tutaj otwierają oczy. Fajnie, jak taka osoba chce pracować dalej, ale niestety nierzadko dzieje się tak, że tacy chłopcy po prostu rezygnują i wracają do małych miast, chcąc być lokalnymi gwiazdami.

Bardzo szanuję pracę trenerów w małych klubach, co nie jest łatwe, bo często oni nie biją się o najwyższe cele co roku, tylko o to, by wyjść ze strefy, do ćwierćfinału czy półfinału. To jest naprawdę trudna praca i nie zazdroszczę im jej. Bardzo ich podziwiam i szanuję, chciałbym im powiedzieć, żeby na pewno z tego nie rezygnowali, bo dzięki nim takie ośrodki, jak nasz czy pozostałe typu Wrocław, Gdynia, Sopot czy Radom mogą funkcjonować dalej.

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

JD: Mam wrażenie, że poprzez to, jaką siłą jesteście tutaj w Wielkopolsce, że gromadzicie najlepszych zawodników ze swojego rocznika, to trochę nie macie konkurencji na tym etapie rozgrywek wojewódzkich i strefowych. Nie brakuje Wam meczów o stawkę i przez to w finałach jest trudniej?

BS: Na pewno nam brakuje. Wiemy o tym, że od półfinałów MP zazwyczaj robi się już bardzo wysoki poziom i jest na pewno trudno, dlatego nie skupiamy tylko uwagi na jednych rozgrywkach, typu junior czy kadet. Staramy się tych wyróżniających się chłopców promować wyżej.

Właśnie dlatego kolejny sezon gramy w rozgrywkach EYBL i od 3 sezonów w 2LM, żeby ci zawodnicy co tydzień poczuli, że to nie jest tak, że są mistrzami i nie trzeba dalej pracować. Trzeba iść pograć z trochę starszymi kolegami, bardziej doświadczonymi i czasami też rówieśnikami o porównywalnych umiejętnościach.

Chciałbym, żeby w naszym województwie było dużo więcej zespołów wyrównanych, już nie mówiąc o ilości samych drużyn, bo patrząc na ligę U20 czy U18 to jest ich bardzo mało. My zgłosiliśmy, jako Biofarm, 2 zespoły, Pyra zgłosiła również 2 i do tego dochodzi Kasprowiczanka Ostrów Wielkopolski.

Dzięki tym podwójnym zgłoszeniom jest tych drużyn 5, a byłyby 3 na poziomie U18, więc tutaj nie ma rewelacji. Mam nadzieję, że w przyszłości to się zmieni i wtedy niekoniecznie będziemy musieli grać w rozgrywkach drugoligowych. Fajnie jakbyśmy na swoim poziomie wiekowym mogli rywalizować, tak jak np. w turnieju EYBL, z bardzo wyrównanymi zespołami przez cały sezon, co na pewno byłoby fajnym rozwojem dla zawodników.

JD: W tym sezonie też będziesz prowadzić drużynę U18 i drugoligową?

BS: Tak, mi taka praca pasuje. Nie wiem, czy za rok lub dwa to się nie zmieni. Być może moje ambicje się przebudują i będę chciał iść wyżej. Na tym etapie, w tym sezonie będę prowadził te same roczniki, natomiast grupa jest już inna, 40% zespołu to gracze, którzy do nas dołączyli, więc to kolejna motywacja do tego, by tych chłopców czegoś nowego nauczyć i dalej się rozwijać.

JD: Co do tych ambicji, bo nie ukrywam, że gdzieś tam obserwuję, co się z Tobą dzieje. Regularne staże przy kadrach, coraz wyżej i wyżej, odpowiedzialna rola w klubie- nie korciło Cię, żeby powoli pójść już odwrotną drogą niż Przemysław Szurek, który odpuścił seniorów i wrócił do młodzieży? Nie chciałbyś powoli być już głównym trenerem w wyższej lidze?

BS: Myślę, że przyjdzie moment, gdy będę chciał spróbować. Natomiast współpraca z młodzieżą daje mi naprawdę dużo przyjemności. Jest w klubie tyle pracy do zrobienia, zarówno na parkiecie, jak i poza nim, że te moje ambicje jestem w stanie na tym etapie rozwijać. Mam nadzieję, że jak przyjdzie ta chwila, że poczuję, że tego potrzebuję, to dostanę swoją szansę.

Teraz współpraca z osiemnastolatkami jest dla mnie fajna, ja to lubię. Gdy tylko przyjdzie etap, że zacznę wymyślać, iż to już nie daje mi satysfakcji, to na pewno będę próbował zrobić coś w kierunku, by poprowadzić zespół seniorski. Na dzień dzisiejszy trzymam kciuki za naszego nowego trenera Pawła Blechacza i mam nadzieję, że w Poznaniu ludzie będą chodzić na koszykówkę i będą zadowoleni z tego, jaki poziom prezentujemy.

JD: Żebyś mógł powiedzieć po sezonie, że był dobry i udany, to co musi się wydarzyć?

BS: Chciałbym, żeby chłopcy, którzy tutaj przyszli, zobaczyli, że jest to klub, w którym mogą się rozwijać i że warto to robić. Mam nadzieję, że każdy z nich po jakimś czasie zobaczy, że pod moją opieką zrobił postępy. Chcę, by miał poczucie, że daliśmy mu rozwój i grę na tyle, ile jest dziś w stanie jej mieć na poziomie U18 czy 2. ligi oraz niektórym graczom treningi też na poziomie 1 ligi.

To będzie taki mój cel, który jest często niewymierny, ale jeśli któryś z moich zawodników przyjdzie po sezonie i powie, że jest zadowolony, że czuje, że się rozwinął w danym aspekcie, to będę tym zbudowany.

Natomiast jeżeli chodzi o wyniki, to zawsze trener chce wygrywać. Głównie po to, że przede wszystkim zwycięstwa pokazują, że jego praca ma sens, że jeśli się wygrywa, to zawodnicy też wierzą, że wysiłek nie idzie na marne. Chcemy widzieć, że to, co robimy na treningach przekłada się na zwycięstwa.

Jeśli chodzi o cel wynikowy, chciałbym więc być w finałach Mistrzostw Polski. Po pierwsze, po to, że chcielibyśmy kontynuować z klubem, że walczymy co roku wśród tych najlepszych ośmiu zespołów w Polsce od 6 lat. Po drugie, obecność tam pokazuje rywalizacje na najwyższym poziomie i jeśli tam wspólnie dotrzemy, to nasi chłopcy będą mogli skonfrontować się z najlepszymi zawodnikami w Polsce. To im pokaże, ile jeszcze brakuje do medalu MP, do mistrzostwa czy to wyjazdu na ME, co jest chyba celem każdego z nich.

Rozmawiał Jan Delmanowski, @PulsBasketu 

MID SEASON Sale – najlepszy moment na koszykarskie zakupy! >>