Bartosz Wróbel: Rosnąca pewność siebie

Share on facebook
Share on twitter

– Chciałbym teraz sprawdzić się w drużynie bijącej się o wyższe cele w 1 lidze lub spróbować sił w ekstraklasie – mówi Bartosz Wróbel, 23-letni strzelec SKK, po udanym indywidualnie sezonie, zakończonym jednak spadkiem klubu z Siedlec.

Bartosz Wróbel / fot. Maciej Sztajnert

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Pamela Wrona: Przez dwa ostatnie sezony reprezentowałeś siedleckie SKK i widać, że w trakcie zanotowałeś postęp. W tych rozgrywkach zdobywałeś średnio ponad 19 punktów na mecz. Jak oceniasz swoją grę?

Bartosz Wróbel: Do drugiego sezonu byłem lepiej przygotowany. W przedsezonowych grach były sygnały, że może być to mój przełomowy sezon. Na początku sezonu miałem udane mecze – indywidualnie, bo zespołowo niekoniecznie. Moja pewność siebie wzrosła, dobrze czułem się w zespole, a efektem była moja dobra dyspozycja.

Jestem zadowolony z minionego sezonu, ale uważam, że zawsze może być jeszcze lepiej. Grałem bardziej regularnie niż w poprzednich w 1 lidze, ale mimo wszystko zdarzały się mecze, gdzie odbiegałem od swojej średniej dyspozycji. Czysto statystycznie miałem najlepsze wyniki odkąd gram w 1. lidze, więc trudno nie być szczęśliwym z tego powodu.

Jaki był to sezon dla SKK?

Przede wszystkim nieudany. W rozmowach przedsezonowych wszyscy oczekiwaliśmy czegoś więcej. W okresie przygotowawczym rozegrane spotkania napawały optymizmem. Prezentowaliśmy się naprawdę nieźle. Mam świadomość, że sparingi to nie jest wyznacznik, jednak nie wskazywały na to, że tak to się może skończyć.

Porównując do zeszłego sezonu, wydawało mi się, że teraz skład jest bardziej zbilansowany, bo mieliśmy solidne wzmocnienia, po dwóch zawodników na każdej pozycji, ale parkiet zweryfikował, że to nic nie zmieniło i nie zagrało to na boisku…

Ciężko jest mi ocenić, dlaczego tak się stało. Poza boiskiem, nie było żadnych problemów, kwasów, żyliśmy dobrze. Mieliśmy dobrych graczy, ale na boisku jednak ten kolektyw ludzki się nie sprawdził.

Mieliście personalnie dobry skład. Były spotkania, w których graliście jak równy z równym, często decydowały końcówki. W rezultacie jednak udało Wam się odnieść jedynie 6 zwycięstw. Czego brakowało, aby osiągać lepsze wyniki?




Dokładnie, przegrywaliśmy niemal wszystko w końcówkach lub po dogrywkach. Zresztą tak było i w poprzednim sezonie. Może nie dosłownie wszystkie mecze, ale jakieś 60% na pewno. Niby wszystko było dobrze, aż do momentu, gdy dochodziło do decydujących fragmentów.

Nie wiem czy nie było tak, że po prostu przestawaliśmy grać zespołowo? Każdy chciał wziąć na siebie ciężar gry, z każdą kolejną przegraną zaciętą końcówką, ten marazm się powiększał i każdy już miał dość takich porażek. Gdybyśmy wygrali przynajmniej połowę tych spotkań, podejrzewam, że w obu sezonach nie gralibyśmy w play-outach.

Odniosłem też wrażenie, że potrafiliśmy się bardziej zmotywować mierząc się z lepszym przeciwnikiem, to znaczy z pierwszej ósemki. Jakby przeanalizować te mecze, to z tymi zespołami przegrywaliśmy mniejszą liczbą punktów niż z tymi, które były mniej więcej na równi z nami. Nie wiem czy to kwestia tego, że mieliśmy złe podejście do meczów, ale po prostu tak to wyglądało.

Byłeś bardziej zdeterminowany i czułeś większą presję, myśląc, że w tym sezonie naprawdę możecie spaść? Przekładało się to w jakiś sposób na Twoją grę?

Wydaje mi się, że działało to w drugą stronę. Od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, że na pewno zagramy w play-outach. Musiało się wyjaśnić tylko to, z którego miejsca będziemy startowali i na kogo trafimy. Podeszliśmy do tego w ten sposób, że jest to dla nas druga szansa.

Sezon wcześniej się udało, gdy również startowaliśmy z pozycji bez przewagi parkietu. Teraz byliśmy może nieco spokojniejsi. Wydaje mi się, że bardziej nerwowo było na początku sezonu, kiedy mieliśmy bardzo słaby start. Tak jak wspomniałem wcześniej, spodziewaliśmy się po tym sezonie czegoś więcej niż walki o utrzymanie.

Wiele mówiło się o tym, że klub ma zadłużenia wobec zawodników i problemy finansowe. Mimo trudnej sytuacji, wychodziliście na parkiet z podniesioną głową, a w meczach o utrzymanie wykazaliście się ogromną walecznością. Wierzyliście, że klub uda się jednak uratować?

Jeżeli chodzi o pierwszą część sezonu, do końca 2018 roku wszystko było tak, jak powinno. Nadmienię, że Siedlce odkąd grają na tym etapie rozgrywek i w swojej historii jeszcze nie miały takich kłopotów.

Problemy finansowe pogłębiło to, że zmieniła się władza w mieście. Jak to bywa w większości klubów, miasto przeznacza znaczną część pieniędzy na koszykówkę i inne dyscypliny. Skończyły się pieniądze, zaczęły problemy. Tak wynika z mojej wiedzy, bo tak zostało nam przekazane przez sterników klubu. Te problemy ciągle są, to nie jest tak, że skończył się sezon, a one zniknęły.

Co do naszej postawy, wydaje mi się, że udowodniliśmy, że w to wierzyliśmy, prawda? Gdyby nie rzut Kuby Staniosa, byłby piąty mecz w Kołobrzegu i nie wiadomo, jak by się to rozstrzygnęło. Byłaby to loteria, a jak pokazały mecze, udało nam się wygrać na wyjeździe, a w ostatnim było niezwykle blisko.

Nigdy takiej końcówki, jaka miała miejsce w 4 meczu nie przeżyłem. Chciałbym pogratulować Energa Kotwicy, że się utrzymała, bo w przekroju całego sezonu była na pewno zespołem lepszym od nas. Jednak uważam, że należał nam się ten piąty mecz. Los jednak chciał inaczej. Mówi się, że szczęście sprzyja lepszym. W tym przypadku, mimo wszystko, do końca się z tym nie zgodzę.

Mieliście nawet w planach przyjechać do Kołobrzegu na własny koszt…

To fakt, że był nawet pewien problem z transportem, ale udało się to jakoś rozwiązać. Co do problemów, największy kryzys był w styczniu. Wtedy nie uchwalono jeszcze budżetu, pieniądze przeznaczone na sport zostały przelane dopiero w lutym, a klub po prostu nie miał na wypłaty. Byliśmy więcej niż jedną pensję do tyłu.

Powiem w imieniu zawodników: motywowały nas głosy z boku. Opinia była taka, że powinniśmy bezpośrednio spaść, stawiano nas na przegranej pozycji. Wszyscy w drużynie wiedzieli, że tak się o nas mówi. Myślę, że chcieliśmy udowodnić tym, co tak uważają, że tak nie jest. Swoją postawą, wydaje mi się pokazaliśmy, że jednak się mylą.

Takie rzeczy siedzą z tyłu głowy. Był to nasz główny temat w szatni. Jednak nie tłumaczyłbym tego w ten sposób, że przez to mieliśmy takie wyniki. Przecież na dobrą sprawę na początku sezonu, gdy nie było w klubie takich problemów, nasze wyniki były identyczne.

Stawką nie był tylko spadek do 2. ligi, ale i całkowity upadek klubu – mówiono, że być może niezależnie od utrzymania klub zniknie z koszykarskiej mapy.

Tego otwarcie nam nikt nie powiedział. Decyzja, podejrzewam, jeszcze nie zapadła. Były takie przesłanki, ale nam mówiono, że gramy do końca sezonu, a odnośnie tego, co będzie później, nikt się nie wypowiadał. Być może nie chciano nas tym martwić.

Jestem zdania, że jeżeli na przełomie grudnia i stycznia był już ten temat, faktycznie są problemy finansowe i ryzyko, że możemy nie dostać należnych nam pieniędzy, byłem za tym, żeby prezesi grali z nami w otwarte karty i tylko to powiedzieli. Wystarczyło: „Panowie, macie wolną rękę, możecie sobie szukać klubu”. Takiego czegoś nie było.

Chociaż w moim wypadku był moment, gdzie miałem możliwość odejścia z klubu, ale wtedy dostaliśmy część naszych zaległości. Gdybym wtedy zdecydował inaczej, nie byłbym w tym momencie na wakacjach, ale w jednej z drużyn, która gra aktualnie w półfinale pierwszej ligi. Na tę chwilę mamy zapewnienia, że za ten sezon dostaniemy to, co nie zostało jeszcze rozliczone, niezależnie od tego, co dalej będzie z klubem.

Zmiana trenera przed samymi play-outami była dla Was dużym zaskoczeniem?

Sama zmiana może zaskoczeniem nie była, bo były przesłanki już w trakcie sezonu, że to może nastąpić, jednak czas w którym miała ona miejsce był nieco nietypowy.

Co dalej z SKK?

Myślę, że to pytanie nie powinno być kierowane do mnie. Z mojej strony mogę powiedzieć, że na tydzień po zakończeniu rozgrywek jeszcze nie były prowadzone żadne rozmowy z nami. Przede wszystkim, oczekujemy na rozliczenie się z nami w całości z umów przedsezonowych. Być może wtedy będą jakieś szczegóły. Na tę chwilę, nie wiemy co dalej z klubem.

A z Tobą? Jakie masz cele i plany na przyszły sezon?

Jeśli chodzi o mnie, chciałbym sprawdzić się w drużynie bijącej się o wyższe cele w 1 lidze lub spróbować sił w ekstraklasie – to jest moim głównym celem. Uważam, że w jednym, jak i drugim, przypadku poradziłbym sobie. Jeśli jednak by się nie udało, będę wiedział, że muszę jeszcze ciężej zapracować sobie na to.

Życzyłbym sobie również, aby wejść jeszcze lepiej w sezon niż poprzednio i polepszyć lub przynajmniej utrzymać dyspozycję, grając na wyższym poziomie niż walka o utrzymanie w 1 lidze.

Pamela Wrona, @Pamela_Wrona

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>