Ben Simmons wkrótce z Embiidem – Sixers jeszcze silniejsi!

Share on facebook
Share on twitter

Sixers już robią furorę w NBA, a niebawem mogą być jeszcze silniejsi. Jest szansa, że wybrany z pierwszym numerem draftu Ben Simmons zadebiutuje w NBA już po przerwie na Weekend Gwiazd. 

Ben Simmons jeszcze w barwach LSU (Fot. Wikimedia Commons)
Ben Simmons jeszcze w barwach LSU (Fot. Wikimedia Commons)

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

Jak poinformował sam klub, ostatnie badania wykazały, że rehabilitacja Simmonsa przebiega zgodnie z planem i bez jakichkolwiek komplikacji. Od jakiegoś czasu bierze już udział w ćwiczeniach bez kontaktu, w sytuacjach 5-0 i pojawia się na przedmeczowych rzutówkach. Wciąż jednak brak choćby wstępnej daty jego oficjalnego powrotu do gry.

Chris Haynes, dziennikarz ESPN, twierdzi natomiast, że według jego źródeł 20-letni absolwent LSU mógłby zadebiutować już w okolicach przełomu lutego i marca, niedługo po Meczu Gwiazd, który odbędzie się 19 lutego w Nowym Orleanie.

Przypomnijmy, że Simmons pauzuje ze względu na „złamanie Jonesa w V kości śródstopia w prawej stopie”. Urazu doznał już w trakcie letniego obozu przygotowawczego, a operacja, którą przeszedł 4 października, według wstępnych prognoz miała wykluczyć go z gry na okres około trzech miesięcy.

Dołączenie mierzącego 208 centymetrów Australijczyka, w którym od dawna doszukuje się najbardziej utalentowanego koszykarza od czasu LeBrona Jamesa (choć jak się okazuje, nawet we własnej drużynie ma pod tym względem mocną konkurencję), z pewnością zwiększyłoby możliwości zespołu. Zwłaszcza że od 1 marca Sixers będą mieli jeszcze do rozegrania 23 mecze. A już teraz wyglądają przecież naprawdę dobrze.

We wtorek mimo nieobecności Joela Embiida oraz Jahlila Okafora zdołali odrobić 19-punktową stratę do Los Angeles Clippers i zwyciężyć 121:110. W końcu dobrą okazję do zaprezentowania się dostali Nerlens Noel (19 pkt., 8 zb., 5 as., 3 prz., 2 bl.) czy Richaun Holmes, który z ławki dołożył od siebie 18 „oczek” i zrobił kuku powracającemu po kontuzji Blake’owi Griffinowi.

https://www.youtube.com/watch?v=3G2JQA9R4ZA

Koszykarze Bretta Browna wygrali 9 z 12 ostatnich spotkań i mieli w nich drugą obronę w NBA, na sto posiadań tracąc średnio 101,2 pkt. – o 0,3 więcej niż pierwsi w tej próbie Warriors. Bilans 16-27 oznacza 5,5 meczu straty do miejsc 7-8, na których uplasowali się Bulls i Pacers, oraz 6 do szóstych Hornets.

To wciąż spory dystans, ale biorąc pod uwagę fakt, że ledwo minęliśmy półmetek sezonu, to przy utrzymaniu obecnego tempa, słowa Embiida o chęci włączenia się do walki o play-off mogą zaraz nabrać nieco poważniejszego charakteru.
Tym bardziej jeśli w marcu dołączy do nich jeszcze Simmons. Choć akurat w jego przypadku trzeba pamiętać, że istnieje również scenariusz, zgodnie z którym z debiutem młody koszykarz wstrzyma się do kolejnego sezonu.

Historia nauczyła nas, że klub z Filadelfii nie lubi się w tych sprawach zbytnio spieszyć, a on sam, choć pewnie chciałby już pewnie pograć, to nie pogardziłby nagrodą dla najlepszego debiutanta, o którą mógłby spokojnie powalczyć w kampanii 2017/18.

Mateusz Orlicki

Niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

POLECANE

tagi