• Home
  • PLK
  • Bitwa dla Czarnych – Blassingame cesarzem Słupska

Bitwa dla Czarnych – Blassingame cesarzem Słupska

Share on facebook
Share on twitter

Anwil walczył, Anwil się bił, Anwil prowadził. Ale zwycięzca na boisku był tylko jeden – Jerel Blassingame. Energa Czarni pokonali w arcyważnym meczu włocławian 80:75.

(Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)
(Fot. Andrzej Romański/Plk.pl)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

To pierwsza wygrana Czarnych w Gryfii w tym sezonie, słupszczanie mają bilans 3-2. Anwil, choć zagrał dużo lepszy mecz niż ostatnio, wciąż pozostaje bez zwycięstwa na wyjeździe. Włocławianie mają już trzy porażki po pięciu meczach.

Spotkanie kończyło się pyskówkami, przepychankami i faulami technicznymi dla Michała Chylińskiego, Justina Jacksona i Jerela Blassingame’a, ale Czarni byli już spokojni – minutę przed końcem prowadzili 76:67, zmierzali ku wygranej.

Ale długo nie było jasne, kto wygra to gorące spotkanie w Gryfii. Minuty czwartej kwarty mijały, a ciągle był remisowo. Josip Sobin potańczył pod koszem i dał Anwilowi prowadzenie 63:60. Blassingame wrzucił siódmy bieg, by doprowadzić do trójki Mantasa Cesnauskisa i 65:63 dla Czarnych.

A zaraz potem znów był remis. Zacięty, emocjonujący, momentami bardzo dobry mecz, trzymał w napięciu do końca.

Błędów było coraz więcej – dwóch świetnych okazji na punkty nie wykorzystał Paweł Leończyk, gospodarze pudłowali z niezłych pozycji, które dawała im strefa Anwilu, z obu stron zdarzały się straty.

Ale w końcu Czarnym przydarzyło się to, co słupski zespół od lat ma najlepszego – zwycięski Blassingame (22 punktów, 6/12 za trzy, 8 asyst). Amerykanin trafił dwie trójki z rzędu i na trzy minuty przed końcem było 73:67 dla Czarnych.

Anwil dobił Jackson, który najpierw zablokował Leończyka, a potem wywalczył zbiórkę w ataku i dobił z faulem, wykorzystując rzut wolny. Na 2.15 minuty przed końcem Igor Milicić poprosił o ostatnią przerwę. Nie dała już efektu.

Emocjonujące spotkanie zaczęło się od zabaw Blassingame’a, który nie tylko wystawiał piłkę na kolejne wsady Davida Kravisha, ale też precyzyjnie i efektownie puścił piłkę kozłem między nogami rywala, po czym za trzy trafił z rogu Cesnauskis. I Czarni brali to, co dawała im strefowa obrona Anwilu – pozycje do rzutów z dystansu.

Tylko że i pod drugim koszem było podobnie – Kamil Łączyński i Robert Skibniewski wykorzystywali fakt, że po zasłonach znajdowali się na wolnych pozycjach. Obaj rozgrywający Anwilu trafili w pierwszej połowie po dwie trójki, dzięki czemu gra gości miała dodatkowy wymiar poza konsekwentnym dogrywaniem piłek pod kosz.

Wczesne 15:8 i 18:12 dla Czarnych trójkami zredukował właśnie Łączyński i potem długo obie drużyny grały na remis. Lekką przewagę mieli gospodarze – po niezłym fragmencie odchodzącego do Legii Mateusza Jarmakowicza (6 punktów do przerwy) prowadzili 39:35.

I choć po dobrych akcjach Grega Surmacza słupszczanie wyszli na prowadzenie 46:40 po przerwie, to Anwil szybko odrobił straty z nawiązką. Łączyński dobrze rozgrywał, a Josip Sobin skutecznie bił się pod koszem. Kiedy w końcu trafił będący w rzutowym dołku Michał Chyliński, było 52:50 dla gości i taka przewaga utrzymała się do 30 minuty.

Ale po 40 lepsi byli Czarni – 80:75.

Pełne statystyki z meczu – TUTAJ.

ŁC

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>