Bojan Bogdanović – takiego egzekutora Wizards potrzebowali!

Share on facebook
Share on twitter

Od początku sezonu dużo mówiło się, że największą słabością ekipy z Waszyngtonu jest ich ławka rezerwowych. Było, minęło – sprowadzając pod koniec lutego chorwackiego skrzydłowego, trafiono w samą dziesiątkę.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Przed przerwą na Weekend Gwiazd stołeczna drużyna spisywała się rewelacyjnie. Wygrała 11 z 12 kolejnych spotkań i zaczęła wyglądać jak zespół, który rzeczywiście chce w tym roku powalczyć o coś więcej niż dwa półfinały konferencji z lat 2014-15. Jednak mimo dobrych wyników, kiepska postawa zmienników wciąż dawała się we znaki i wiadomo było, że prędzej czy później będzie to dla Wizards spory kłopot.

Generalny menedżer Ernie Grunfeld postanowił więc poświęcić pierwszorundowy wybór w tegorocznym drafcie i wraz z Marcusem Thorntonem oraz Andrew Nicholsonem wymienił go na Bojana Bogdanovicia i Chrisa McCullougha z Brooklyn Nets. Ten drugi został już oddelegowany do klubowej filii w D-League, ale pierwszy jak dotąd okazuje się idealnym wzmocnieniem zawodzącej ławki Scotta Brooksa.

W Nets wychodził w pierwszej piątce i miał znacznie więcej zadań. W Waszyngtonie jego rola ogranicza się do typowego egzekutora z ławki. Jeszcze w starej drużynie akcje dystansowe typu catch-and-shoot stanowiły 32 proc. jego repertuaru. Po przenosinach do stolicy jest to już aż 52,2 proc.

Mimo że spędza na parkiecie ponad dwie minuty mniej w każdym meczu, jego średnia zdobywanych punktów w porównaniu z osiągnięciami z Nets poprawiła się z 14,2 na 16,5 punktu. Fantastycznie prezentuje się przede wszystkim za linią 7,24 metra, skąd trafia na razie świetne 54,8 proc. rzutów. Na Brooklynie było to ledwie 35,7 proc.

W ośmiu rozegranych dotąd meczach w barwach „Czarodziejów” był ich trzecim strzelcem. W tym krótkim okresie czasu zdążył już zaliczyć trzy występy na przynajmniej 27 punktów, trafiając przy tym w sumie aż 23 z 42 prób zza łuku. Po Meczu Gwiazd tylko siedmiu graczy w całej lidze zanotowało więcej celnych trójek.

Bilans 5-3 od czasu dołączenia do składu chorwackiego skrzydłowego to jeszcze żadna rewelacja, ale jego wpływ na drużynę jest już bardzo widoczny. Naturalnie ma ono również przełożenie na statystyki. Przed przerwą ławka Wizards co mecz zdobywała średnio raptem 23,4 punktu i tylko zmiennicy Timberwolves byli od niej pod tym względem gorsi. Teraz poprawiła się o 8,4 „oczka” i awansowała na 21. miejsce w lidze.

Widać to również we wskaźnikach efektywności. Przed Meczem Gwiazd zmiennicy Wizards prezentowali dopiero 25. atak w NBA, zdobywając 101,9 pkt. na sto posiadań. Z Bogdanoviciem poprawili się na 106,4 pkt. i wskoczyli w tym zestawieniu na 11. pozycję.

Co ciekawe, w defensywie tracą na sto posiadań o 1,9 pkt. więcej, ale i tak w tym krótkim okresie po tygodniowej przerwie w rozgrywkach daje im to lepsze miejsce niż przed sprowadzeniem Chorwata (awans z 23. na 21.).

Dokooptowany do składu w ostatniej chwili Brandon Jennings póki co zawodzi, ale w meczu z Suns błysnąć zdążył już chociażby powracający po dłuższej przerwie Ian Mahinmi (15 pkt., 9 zb., 7 prz., 5/8 z gry i aż +38 w niecałe 26 minut). Dzięki Bogdanoviciowi ławka Wizards wyraźnie nabrała kolorytu, a jeśli do tego dołożyć jeszcze większe zaangażowanie Jenningsa i regularność Mahinmiego, to w play-off ekipa Scotta Brooksa może być bardzo groźna.

Póki co, walczy o jak najwyższe miejsce w rundzie zasadniczej. Do drugich na Wschodzie Celtics (41-24) traci już tylko jeden mecz, a do niezmiennie liderujących mistrzów NBA z Cleveland (42-21) trzy. Dobrą okazję do poprawienia bilansu (39-24) będą mieli już w piątek, gdy na wyjeździe zmierzą się z osłabionymi i celującymi w draft Kings.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Mateusz Orlicki

https://www.youtube.com/watch?v=VqOcYZpfvEU

POLECANE