Bucks pokazali pomysł na spowolnienie Jamesa Hardena

Share on facebook
Share on twitter

Najważniejszą historią ostatniego starcia Milwaukee Bucks z Houston Rockets nie okazał się pojedynek dwóch głównych kandydatów do nagrody MVP, Giannisa Antetokounmpo i Jamesa Hardena. Na pierwszy plan wyszedł nie tylko znakomity Eric Bledsoe, ale przede wszystkim innowacyjny sposób, w jaki najlepszej drużynie w NBA udało się spowolnić Brodę.

James Harden / fot. wikimedia commons

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>

Mike Budenholzer kontynuował myśl, która przyniosła pozytywny skutek w pierwszym spotkaniu obu drużyn. Bucks chcieli Hardenowi zabrać trzy kluczowe elementy z jego repertuaru: 1) step-back trójkę, 2) rzuty wolne, 3) podania lewą ręką, w których czuje się komfortowo. Łatwiej jednak przyjąć pewne założenia, niż je wykonać, dlatego sprawdźmy w jaki sposób Milwaukee powiodła się realizacja tych trzech punktów.

Plaster

Całość zaczynała się od dedykowanego obrońcy – w blisko 46% posiadań był nim Bledsoe. Ten ustawiał się następująco:
– z rękoma wysoko, ewentualnie za sobą, co miało utrudnić wymuszenie potencjalnego faulu i pokazywało sędziom, że o przewinieniu nie ma mowy;
– na lewym barku Hardena, utrudniając w ten sposób możliwość wykonania step-backu – defensor mógł skutecznie kontestować taką trójkę lub powstrzymać ją w zarodku.

Dodatkowo obrońca zostawiał Hardenowi całkowicie wolny korytarz do wjazdu w stronę kosza, ale tak by nakierować MVP poprzedniego sezonu na „stronę” i przede wszystkim na jego słabszą, prawą, rękę. Niekiedy wyglądało to tak jakby obrońca celowo był za kozłującym. Tych założeń trzymali się sztywno wszyscy zawodnicy pilnujący Hardena, także po zmianach krycia. Obrazkowo wyglądało to tak:

Warto jeszcze dodać, że krycie Hardena zaczynało się jak tylko ten na swojej połowie otrzymał piłkę. Do tego stopnia, że te najwyższe zasłony Clinta Capeli – nawet nie w kontrach, a ataku pozycyjnym – pojawiały się jeszcze na połowie Rockets:

Presja na Hardenie wywierana była już od początku danej akcji.

Center i obrona z pomocy

Drugą istotną kwestią planu Bucks było zachowanie centra broniącego akcji i gracza odpowiadającego za zazwyczaj przeciwnika z pozycji numer 4, od którego wychodziła dodatkowa pomoc. Tak jak w trakcie sezonu już pisałem, jedną z przyczyn, dla której Milwaukee pozwala przeciwnikom na % zdecydowanie najmniej prób spod kosza jest pozycja zostającego nisko – blisko obręczy – Brooka Lopeza.

Nie inaczej było w meczu z Rockets: Lopez czekał nisko, co w połączeniu z dedykowanym obrońcą, który pozostawiał korytarz do wjazdu w stronę kosza, miało skłonić Hardena do oddawania prób z półdystansu. A gdyby Hardenowi udało się przedrzeć już pod obręcz, to tam miał czekać Lopez lub obrońca z pomocy. Tak aby zabrać łatwe rzuty i z biegiem spotkania także utrudnić podania do Capeli.

Co to oznaczało w praktyce?

Jeżeli obrońca odpowiadający za pomoc – tu D.J. Wilson – zaczynał w rogu, to przesuwał się wtedy do Capeli, a center Bucks – na poniższym przykładzie Ersan Ilyasova – czekał na Hardena pod koszem, gdzie miał utrudnić mu oddanie rzutu. Warto zwrócić uwagę, jak wcześnie Brodacz musiał przerwać kozioł, by ominąć w ogóle Turka:

via Gfycat

Natomiast w sytuacjach, gdy zawodnik do pomocy pilnował skrzydła, to wtedy właśnie on doskakiwał do Hardena, blokując mu na tyle na ile to możliwe linię wjazdu, a center Bucks zostawał przy Capeli:

via Gfycat

Trzy ważne, dodatkowe rzeczy:

1) Milwaukee wychodziło do zasłon stawianych dla Hardena przez innego zawodnika niż Capela (czy od innego centra), więc pod obręczą nadal czekał wysoki i udawało się w wielu przypadkach zapobiec natychmiastowemu rzutowi za 3.

2) Bucks presją na całym parkiecie odcięli błyskawiczne podania Hardena do strzelców, które otwierały dogodne pozycje do rzutu za 3 – co dobrze widać na wykresie porównawczym podań z samego meczu i całego sezonu.

3) Poprzez wyraźne nakierowywanie Hardena na tę słabszą rękę, Bucks zapobiegli w większym wymiarze podaniom kozłującego do prawego rogu, jak również sprawili, że przy wielu dograniach na dystans brakowało tempa i charakterystycznej jakości:

via Gfycat

Efekt

Harden jest za dobrym zawodnikiem, by nie znaleźć jakichś odpowiedzi na przeciwności i rzeczywiście kilka razy zaskoczył asystą do Capeli, floaterkiem, czy przedostaniem się do obręczy. Jednak Bucks osiągnęli swój cel – Brodacz wizytę w Milwaukee zakończył z 23 punktami z 26 rzutów, 7 asystami, 4 stratami i przede wszystkim jedną – na dziewięć prób – trafioną trójką oraz tylko pięcioma wolnymi.

Będąc pilnowanym przez Bledsoe, lider Rockets trafił 4 z 11 rzutów, a Houston w 37 posiadaniach zdobyło równo 37 punktów, co byłoby odpowiednikiem najgorszej ofensywy w NBA.

Dlaczego zatem więcej drużyn nie skorzysta z pomysłu proponowanego przez Budenholzera?

Poszczególnym zespołom może brakować odpowiedniego personelu. Bucks mogą rzucić na Hardena kilku jakościowych defensorów – dysponują solidnym kandydatem do piątki dla wyróżniających się obrońców (Bledsoe), pożytecznymi George’em Hillem oraz Khrisem Middletonem i Malcolmem Brogdonem, który w pierwszym meczu tych zespołów mógł wykonać nawet lepszą pracę na Hardenie niż Bledsoe.

Wysocy znają swoją rolę, a przecież nie wspomniałem jeszcze o Giannisie – najlepszym obrońcy z pomocy w lidze i jednym z najlepszych ogółem.

Ewentualnie pewnym rozwiązaniem będzie podebranie niektórych elementów i wkomponowanie ich pod dostępny skład – niemniej warto obserwować, czy któraś drużyna już w play-offach nie zdecyduje się na podobny wariant. Zważywszy przecież, jak niewiele istnieje skutecznych sposobów na spowolnienie Hardena, Bucks pokazali prawdopodobnie ten najefektywniejszy.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Podcast Autora znajdziesz TUTAJ >>

DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >>




POLECANE