Budzik z Tissot: Warriors po dogrywce, Cavs mogli to mieć

Share on facebook
Share on twitter

Wspaniałe otwarcie finałów NBA. W meczu numer 1 Golden State Warriors pokonali po dogrywce Cleveland Cavaliers 124:114. LeBron James zdobył aż 51 punktów.

Stephen Curry (fot. Wikimedia Commons)

Super nowości w Sklepie Koszykarza – nie przegap okazji! >> 

Przełomowy moment finałów mogliśmy mieć już w pierwszym meczu. Na 4.7 sekundy przed końcem Cavs przegrywali 1 punktem i mieli 2 rzuty wolne. George Hill trafił jednak tylko jeden z nich. Piłkę zebrał w ataku JR Smith i zamiast dobić lub podać, wyprowadził ją daleko od kosza, poza linię rzutów za 2 punkty. Najprawdopodobniej myślał, że Cavs prowadzą…

Ta niezwykła gafa spowodowała, że doszło do dogrywki, w której – świetnie trafiający z dystansu – Warriors wygrali aż 17:7 i zgarnęli pierwszą wygraną.

Najlepszym graczem gospodarzy był Stephen Curry, który zdobył 29 punktów i miał 9 asyst. Kevin Durant zanotował 26 punktów, ale podejmował wiele złych decyzji rzutowych.

Bohaterem był również Draymond Green, który otarł się o triple – double (13/11/9), w obronie miał 5 przechwytów, ale przede wszystkim trafił 2 piekielnie ważne trójki w końcówce meczu. Warriors sprzyjało też kilka kontrowersyjnych gwizdków w końcówce.

Jeden z najwspanialszych występów w karierze zaliczył LeBron James, który rządził na parkiecie, zdobywając aż 51 punktów (19/32 z gry), miał 8 zbiórek i 8 asyst. Jak się okazuje nie wystarczyło, ale na pewno był to sygnał dla całego świata, że to wcale nie będą jednostronne finały.

Warriors prowadzą w finale 1:0. Drugie spotkanie w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu, także w Oakland.

Super nowości w Sklepie Koszykarza – nie przegap okazji! >> 




POLECANE

Kilka efektownych momentów nie powinno przysłonić faktu, że Kristaps Porzingis początki w Dallas Mavericks ma trudne. Otrzepanie rdzy po kontuzji i oswojenie się z nowym systemem wymaga czasu, ale nie wszystkie problemy da się sprowadzić właśnie do tych dwóch czynników.

tagi