Superbet – najlepsze kursy na koszykówkę. Cashback 500 i 50 zł na start. Sprawdź! >>
Już niedługo czeka nas debiut Kyriego Irvinga w trwających rozgrywkach, z czasem do gry po kontuzji może wrócić także Zion Williamson, ale w przypadku Bena Simmonsa dużej nadziei na powrót wśród fanów 76ers nie ma. Australijczyk nie gra od początku sezonu i twardo upiera się przy swoim zdaniu, nawet jeśli z każdym kolejnym opuszczonym treningiem i meczem traci ogromne pieniądze.
Po ponad dwóch miesiącach absencji zebrała się już zresztą całkiem pokaźna sumka – łącznie z powodu kar finansowych Simmons stracił już ponad 10 milionów dolarów! To niemal 1/3 wysokości jego zarobków w trwającym sezonie, za który początkowo rozgrywający miał otrzymać 33 miliony, lecz skoro nie gra z własnej woli, to całej kwoty od 76ers nie otrzyma.
Simmons na chwilę wrócił w październiku do zespołu, jednak szybko okazało się, że nie angażuje się w treningi, po czym sam uznał, że to chyba jednak zły pomysł. Wycofał się więc z niego, podając za powód problemy mentalne, choć potem nie przyjął pomocy od 76ers, którzy proponowali mu współpracę z wybranymi przez nich specjalistami.
Na razie sytuacja stoi więc w miejscu i jej rozwiązania nie widać – tym bardziej że Simmons jak widać skłonny jest tracić wielkie pieniądze, by dla Szóstek nie grać. 76ers natomiast dyskutują na temat ewentualnego transferu, ale na ten moment nie znaleźli żadnej satysfakcjonującej oferty. Od kilku tygodni mówi się, że wśród najbardziej zainteresowanych są Blazers, Cavaliers czy Timberwolves.
Ekipa z Filadelfii pod nieobecność swojego all-stara radzi sobie przyzwoicie, biorąc pod uwagę także problemy kadrowe, jakie 76ers mieli z powodu koronawirusa. Na razie Szóstki wygrały 19 z 35 spotkań, a w czwartek wygrały 110:102 na wyjeździe z Brooklyn Nets po świetnym meczu Joela Embiida (34 punkty) oraz udanym występie Tyrese Maxeya (24 oczka, 5/8 za trzy).
Tomek Kordylewski