PRAISE THE WEAR

Było tak blisko! Awans polskich koszykarzy na igrzyska olimpijskie? Jeszcze nie w tym roku…

Było tak blisko! Awans polskich koszykarzy na igrzyska olimpijskie? Jeszcze nie w tym roku…

Wydawało się, że Polacy starcie z Finami mają pod kontrolą. Wydawało się. Rywale Kosz Kadry w czwartej kwarcie zdołali odzyskać prowadzenie i wciąż są w grze o bilety do Paryża. Niestety, podopieczni Igora Milicicia nie wystąpią podczas tegorocznych igrzysk olimpijskich.

fot. Wojciech Figurski / 400mm.pl

Tym razem trener Igor Milicić wytypował do gry następującą piątkę: A.J. Slaughter, Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski, Jeremy Sochan, Aleksander Balcerowski. Polacy dość długo próbowali zdobyć pierwsze punkty. Ta sztuka udała się po ponad dwóch minutach, gdy Mateusz Ponitka sprytnie uciekł swojemu rywalowi i zaliczył trafienie.

Trener Kosz Kadry w połowie pierwszej kwarty postawił na Aleksandra Dziewę i Andrzeja Mazurczaka. Obaj nie byli bezbarwni. Zresztą, wśród Polaków dało się wyczuć ogromne pokłady motywacji i zaangażowania. Skuteczną metodą na Finów okazało się szukanie wjazdów pod kosz. Przeciwnicy faulowali co rusz i można było jedynie żałować, że Polacy nie rzucali zbyt dobrze z linii rzutów wolnych. Tyle że plusy przewyższały minusy. Dwa największe – Jeremy Sochan i A.J. Slaughter! Obaj prezentowali się wyśmienicie, szczególnie w ataku. Pozostali nadrabiali postawą w defensywie. Mały niesmak pozostawiła jednak końcówka drugiej kwarty. Schodząc do szatni, przewaga mogła wynosić więcej niż dziewięć oczek.

Jak się okazało – duet Slaughter & Sochan był wręcz nie do zatrzymania. Przez prawie pięć minut trzeciej kwarty tylko oni zdobywali punkty dla Kosz Kadry. We dwóch powiększyli prowadzenie do rekordowego wówczas prowadzenia – 59:44. A Finowie? Faulowali dalej. Niestety, podopieczni Igora Milicicia wciąż nie wykorzystywali wielu okazji z linii rzutów wolnych. Co więcej, zaczęło się robić nerwowo. Iskrzyło w pojedynczych starciach z Finami, sędziowie coraz częściej odnotowywali faule w ataku, doszło nawet do przewinienia niesportowego Jeremy’ego Sochana.

Gdy do końca meczu pozostało pięć minut, Polacy wygrywali tylko 80:78. Finowie gonili wynik zbiórkami w ofensywie i skutecznością z dystansu, z kolei Kosz Kadra nie mogła odzyskać rytmu w ataku. Akcje się nie kleiły, trudno było o kolejne punkty. Trener Igor Milicić prędko sięgnął po ponowną przerwę na żądanie, ale i ona znacząco nie poprawiła tego, jak Polacy funkcjonowali w ofensywie. W obronie dawali z siebie wszystko, ale pomysły na zdobywanie punktów faktycznie nie działały.

Na minutę i trzydzieści sekund przed końcem reprezentacja Finlandii odzyskała prowadzenie. Tylko na moment, bo za chwilę dwa oczka dołożył Aleksander Dziewa. Finowie jednak odpowiedzieli – dobijać próbował Alexander Madsen, a gdy sędziowie doszukali się przewinienia Mateusza Ponitki, to Finowie znów byli górą – 89:88. Polacy mieli jeszcze szansę podczas ostatniej okazji, ale A.J. Slaughter nie trafił z półdystansu, a nikt inny nie zdołał dobić. Czwartkowy mecz nie zakończył się po myśli reprezentacji Polski. Ze zwycięstwa cieszą się Finowie. Polacy w ten sposób odpadli z rywalizacji o awans na Igrzyska Olimpijskie 2024. Pozostaje trzymać kciuki za reprezentację Polski, która w koszykówce 3×3 już w maju wywalczyła swoje miejsce w głównym turnieju.

George Clooney

Piotr Janczarczyk

obserwuj na twitterze

Autor wpisu:

George Clooney

Piotr Janczarczyk

obserwuj na twitterze

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami