Carmelo Anthony – marudny król sezonu ogórkowego

Share on facebook
Share on twitter

Z Nowego Jorku chcą się go pozbyć, a on sam też nie chce już wracać do Knicks. Problem w tym, że ciężko się będzie z kimkolwiek porozumieć.

Carmelo Anthony (fot. Wikimedia Commons)

Buty Kevina Duranta – w rewelacyjnej cienie! >>

– Nie chce mi się z wami gadać o ewentualnym powrocie do składu Knicks miał ostatnio powiedzieć Anthony działaczom klubu z Manhattanu. Tamci nie są mu dłużni. Jeszcze Phil Jackson opowiadał, że Carmelo powinien szukać sobie miejsca poza Nowym Jorkiem, a po jego zwolnieniu i zatrudnieniu Scotta Perry’ego poglądów w tym temacie nie zmieniono.

Ale jak to zrobić? Strzelec Knicks, mimo 33 lat, wciąż jest świetnym zawodnikiem w ataku (22.4 pkt. na mecz, 43% z gry), ale nie jest już postacią, wokół której od nowa zbudujesz drużynę. Wiedzą to Knicks i wiedza potencjalni kontrahenci. Carmelo może być co najwyżej uzupełnieniem jakiegoś superteamu, dodatkową, drogą (27 mln za sezon) opcją, utrudniającą obronę rywalom.

Schody zaczynają się także wraz z klauzulą „no trade” w kontrakcie, dzięki której gracz może wetować wymiany ze swoim udziałem. A jak sam deklaruje, nie ruszy się nigdzie, „za wyjątkiem Houston lub Cleveland”. Tzn. przynajmniej w tym momencie tak mówi.

Z Houston sprawa jest trudna, bo ci, aby zmieścić w salary cap kolejną gwiazdę po zatrudnieniu Chrisa Paula musieliby pozbyć się drogiego kontraktu Ryana Andersona, zarabiającego po 20 mln dolarów jeszcze przez 3 następne sezony. W NBA zdarzają się idiotyczne decyzje GM-ów, ale aż takiego jelenia znaleźć nie będzie łatwo.

Wg aktualnych doniesień, na teksańskim kierunku zapowiada się impas. Rockets szukają nowego właściciela i dają do zrozumienia, że są gotowi czekać na lepszą ofertę nawet i do października.

W Cleveland z kolei panuje bałagan, nie udało się ściągnąć Paula George’a, wyrzucono dotychczasowego menadżera i przez skąpstwo nie zdołano się dogadać z Chaunceyem Billupsem, jako potencjalnym następcą. LeBron James już zaczyna kręcić nosem i jego ucieczka do Los Angeles za rok brzmi coraz bardziej realistycznie. Cavs nie są zatem kierunkiem zbyt perspektywicznym. Ale z drugiej strony, Anthony by tam pasował, a plotki nasilają choćby jego wspólne treningi z Kyrie Irvingiem.

Jedyną trzecią stroną na rynku póki co są Blazers, ale akurat oni nie są w ciemię bici. Zapytani o chęć uczestniczenia w piętrowej wymianie z udziałem Carmelo (i Andersona za 60 mln…), odpowiedzieli, że to słaba opcja. Ale jak coś, są gotowi na transfer, który przeniesie tego gracza do Portland. Mają na zbyciu kontrakty przynajmniej kilku zarabiających sporo graczy (Crabbe, Leonard), mogą też oddać bardziej wartościowych zawodników, jak Maurice Harkless czy Evan Turner. Sęk w tym, że sam Anthony wyprowadzki do Oregonu raczej nie zakłada. Na dziś przynajmniej.

Drogi Knicks i ulubieńca MSG rozeszły się tak bardzo, że trudno sobie wyobrazić dalszą współpracę. Ale kolejna „Melo-drama” w trakcie sezonu ogórkowego może potrwać jeszcze przez wiele tygodni. Do momentu, aż gwiazda przestanie wybrzydzać.

RW

Buty Stephena Curry’ego w super cenie – zobacz! >>

POLECANE