• Home
  • NBA
  • Cavs i duży gaz – obrona, trójki i 10 zwycięstw z rzędu

Cavs i duży gaz – obrona, trójki i 10 zwycięstw z rzędu

Share on facebook
Share on twitter

To oni są w ostatnich dniach najlepszym zespołem NBA, świetny LeBron i koledzy zatrzymują kolejnych rywali. W stosunku do początku sezonu, wykonali niezły obrót.

LeBron James (fot. Wikimedia Commons)

LeBron James i jego królewska kolekcja butów – zobacz >>

Miesiąc temu kolejno ogrywali ich Nets, Pelicans, Knicks i Pacers, a LeBron zwołał spotkanie drużyny, które miało oczyścić atmosferę. Ale kilka dni później Cavs i tak przegrali kolejne mecze, mieli bilans 5-7. Nic strasznego, ale gra faworytów momentami była poniżej ich godności.

Gra, a przede wszystkim obrona – trudno uwierzyć, ale po tych 12 meczach Cavs mieli najgorszą efektywność defensywy w całej NBA. Na 100 posiadań tracili aż 113,1 punktu, o blisko 4 więcej niż drudzy najsłabsi w tym okresie Milwaukee Bucks. W 10 kolejnych spotkaniach rywale rzucali im 112 punktów lub więcej.

Pstryk!

Od 11 listopada Cavs zaczęli bronić i to całkiem nieźle. Dzięki temu wygrali 10 kolejnych meczów, ich efektywność obrony w tym okresie to 101,9 punktu i szósty wynik w lidze. W dużej mierze dlatego, że wrócili do założeń ćwiczonych na obozie przygotowawczym – przejmowaniu rywali po zasłonach przez graczy od rozgrywającego po wysokiego skrzydłowego.

To działa, podobnie jak rzucanie LeBrona na rozgrywających przeciwników – w ostatnich meczach James z dobrym efektem ograniczał już Kembę Walkera czy Dennisa Schrodera.




Ponadto, Cavs zaczęli grać „swoje” w ataku. W poprzednich sezonach, w play-off, byli zespołem, którego największymi atutami byli LeBron i trójki, podczas gdy na początku tych rozgrywek, z obwodowym ustawieniem Derrick Rose – Dwyane Wade, ta gra się załamała.

Teraz, po kontuzji Rose’a i przesunięciu Wade’a na ławkę, Cavs znów bombardują. W serii 10 wygranych trafiają średnio 13,9 trójki (trzeci wynik w lidze) przy skuteczności 38,4 proc. Spora poprawa w odniesieniu do początku sezonu, gdy gracze z Cleveland trafiali po 10,3 trójki na mecz, a skuteczność wynosiła 35 proc.

I generalnie, Tyronn Lue zmienił rotację. Z konieczności, bo wypadł jeszcze kontuzjowany Tristan Thompson. Ale zbierając to wszystko do kupy – Cavaliers znów stali się zespołem, w którym piłkę w rękach najczęściej ma James, a wokół niego są strzelcy (także Jose Calderon czy Channing Frye w większych rola). I zespół na tym korzysta.

James – jak zwykle… – jest w życiowej formie, zdobywa po 28,2 punktu, 8,2 zbiórki oraz 8,3 asysty, trafia 58 proc. rzutów z gry, w tym aż 42 proc. trójek (średnio 2,0 na mecz). Do tego w roli zmiennika lepiej sprawdza się Wade, w bardzo dobrej dyspozycji jest Kevin Love.

Oczywiście, są znaki zapytania – obłożenie LeBrona, który we wczesnej fazie sezonu gra dużo i intensywnie oraz jakość rywali, bo w ostatnich 10 spotkaniach nie było naprzeciw Cavs silnych drużyn.

Ale z bilansem 15-7, będąc już w czołówce Wschodu, Cavaliers spokojniej mogą czekać na powrót Isaiaha Thomasa. Pamiętacie o nim, prawda?

ŁC

LeBron James i jego królewska kolekcja butów – zobacz >>