• Home
  • NBA
  • Celtics – już numer 2, a wkrótce znów potęga?

Celtics – już numer 2, a wkrótce znów potęga?

Share on facebook
Share on twitter

W Konferencji Wschodniej od sześciu lat niepodważalnie dominuje LeBron James, ale tuż za jego plecami Danny Ainge konsekwentnie buduje w Bostonie nową potęgę.

thomas
Isaiach Thomas / fot. wikimedia commons

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Misja „Obalić Króla”

Ostatnią drużyną niemającą w składzie LeBrona Jamesa, której udało się ze Wschodu zakwalifikować do finału NBA byli właśnie Celtics. Był 2010 rok, a w składzie ekipy z Bostonu byli jeszcze Paul Pierce, Ray Allen, Kevin Garnett i Rajon Rondo, a za sterami stał trener Doc Rivers.

Teraz realia są nieco inne. „Celtowie” nie mają aż tak wielkich nazwisk, ale dzięki, nie bójmy się użyć tego słowa, genialnej strategii generalnego menadżera Danny’ego Ainge’a stworzyli bardzo silną drużynę, która jeszcze przed letnimi wzmocnieniami w sezonie zasadniczym wygrała tylko dwa mecze mniej niż ostatni, konferencyjni pogromcy „Króla”.

Już przed rokiem o tym, że Celtics zajęli 5. a nie 3. miejsce na Wschodzie, zadecydowały detale. Przypomnijmy, że pozycje 3-6 zajęły trzy drużyny z identycznym bilansem 48-34. Teraz są drużyną jeszcze lepszą i z pewnością chcieliby zajść dalej niż pierwsza runda play-off, co ostatni raz również udało się ekipie prowadzonej jeszcze przez Riversa.

Świetna pozycja startowa
Głównego celu, czyli sprowadzenia Kevina Duranta, nie udało się osiągnąć. Na pocieszenie pozostał Celtics 4-letni kontrakt podpisany przez Ala Horforda, który już w preseason wyglądał, jakby był wręcz stworzony do tej drużyny. Również w drafcie, w którym Ainge miał do dyspozycji aż trzy wybory w pierwszej rundzie, nie było wyczekiwanych fajerwerków. Niemniej 3. pick zamieniono na bardzo obiecującego, atletycznego Jaylena Browna, który zdążył już zaimponować w sparingach i również powinien okazać się wartością dodaną.

Mamy więc dobrą drużynę, koordynowaną przez świetnego trenera, dodatkowo wzmocnioną byłym liderem Atlanta Hawks i dobrze zapowiadającym się debiutantem. Poza tym nie możemy zapomnieć o postępach, jakie pod okiem Brada Stevensa robią aktualni gracze jak Isaiah Thomas, który w minionej kampanii zadebiutował w Meczu Gwiazd. Z drużyny bez graczy kalibru All-Star Celtics przeobrazili się więc w taką, która ma już dwóch.

Są oczywiście rzeczy, które trzeba poprawić. Mowa tu chociażby o skuteczności na obwodzie (28. miejsce w poprzednich rozgrywkach). Z drugiej strony w sezonie 2015/16 Boston na sto posiadań tracił średnio 100,9 pkt., co dało mu czwartą – na równi z Clippers i Warriors – efektywność defensywną w lidze. Z Horfordem i Averym Bradley’em mającym ambicję powalczyć o nagrodę dla najlepszego obrońcy ma to szansę wyglądać jeszcze lepiej.

Będzie ich stać
Celtics już w tym momencie są silną ekipą, która może nieźle namieszać. Wyobraźnię jeszcze bardziej pobudzają jednak ich wciąż ogromne możliwości. Zawsze czujny menadżer, chcąc sprowadzić do TD Garden jeszcze większe nazwisko, nadal polował będzie przecież na dużą wymianę.

Jeśli mu się nie uda, znów tradycyjnie będzie mógł uderzyć w rynek wolnych agentów, na którym za rok znajdą się takie nazwiska jak Blake Griffin, Gordon Hayward, Serge Ibaka czy J.J. Redick. Nowy kontrakt podpisywał będzie także Stephen Curry, ale bardzo mało prawdopodobne, aby akurat jego udało się namówić do zmiany otoczenia. Podobnie jak Duranta, który będzie mógł zrezygnować z przysługującej mu opcji na sezon 2017/18 i raz już „Celton” odmówił.

Tak czy inaczej, pod względem elastyczności finansowej klub z Bostonu będzie przygotowany. Gwarantowane kontrakty na kolejne rozgrywki, na które składają się umowy Horforda, Bradleya, Thomasa, Browna oraz Jae Crowdera, zajmą bowiem w budżecie raptem 55,2 miliona dolarów. To daje prawie 48 milionów potencjalnie wolnych środków do osiągnięcia przewidywanego progu salary cap (aktualnie około 103 mln dol.).

Przyszłość należy do Celtics

Na koniec pozostaje jeszcze pokłosie wielkiej wymiany z 2012 roku, w ramach której Paul Pierce i Kevin Garnett wylądowali na Brooklynie. Można wręcz bez ogródek stwierdzić, że przebiegły Ainge pozbawił wówczas Nets ich najbliższej przyszłości, przejmując od nich potężny pakiet wyborów w drafcie.

Wykorzystał już dwa pierwszorundowe picki w 2014 i 2016 roku. Pozostało mu prawo do zamiany picków w 2017, z którego z pewnością skorzysta, gdyż zespół z Nowego Jorku w swoim aktualnym stanie osobowym powinien wylądować w czołówce naboru, oraz pierwszorundowy wybór w 2018 roku. I można śmiało założyć, że ten również będzie w miarę wysoko.

Jakby tego było mało, dochodzą jeszcze pierwszorundowe wybory Memphis Grizzlies (chroniony na miejscach 1-8) oraz najprawdopodobniej także Los Angeles Clippers (chroniony na miejscach 1-14; Celtics dostaną go dwa lata po tym, jak Clippers oddadzą taki sam wybór do Toronto, co powinno wydarzyć się już w 2017) w 2019 roku.

Fani Celtics mrożą szampany!

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

https://www.youtube.com/watch?v=6EMF8f8LaA8