Celtics z pełnym składem, ale rzucają fatalnie

Share on facebook
Share on twitter

Typowani na drużynę, która przejmie koronę Wschodu od LeBrona Jamesa, Boston Celtics nieoczekiwanie przegrali na własnym parkiecie z Orlando Magic 90:93. Skuteczność Celtów na początku sezonu pozostawia wiele do życzenia.

Gordon Hayward i Kyrie Irving / fot. wikimedia commons

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>

Przed sezonem stało się jasne, że po odejściu Jamesa do Los Angeles Lakers, to zespół Brada Stevensa będzie faworytem do wygrania konferencji Wschodniej. Byli już przecież w finale, a grali bez dwóch największych gwiazd – Kyriego Irvinga i Gordona Haywarda. Jednak, póki co, przemodelowana drużyna Celtics rodzi się w bólach, a najważniejsi gracze są dalecy od optymalnej dyspozycji.

Gwiazdy Bostonu nie mogą znaleźć skuteczności. Kyrie Irving fatalnie pudłuje za 3 punkty (tylko 18%, przy 5,5 próby na mecz). Jaylen Brown po bardzo udanym sezonie, gdzie wraz z Tatumem prowadzili zespół do kolejnych zwycięstw, nagle stał się najsłabszym graczem pierwszej piątki. Trafia zaledwie 34% swoich rzutów i szczególnie po nim widać, że potrzebuje czasu na przystosowanie się do nowych okoliczności. Gordon Hayward zaczyna powoli i choć nie gra źle, to ciężko wymagać od zawodnika, który przez rok pauzował, by teraz był pewnym punktem swojej drużyny.

Dość nieoczekiwanie liderem zespołu został najmłodszy z wyjściowego ustawienia, Jayson Tatum. Od 20-latka bije ogromna pewność siebie zbudowana zeszłorocznymi Play Offami, jednak i on nie gra na zadowalającej skuteczności (ledwie 26% za 3).

Potencjał drzemiący w drużynie prowadzonej przez Stevensa jest ogromny. To nie tylko kosmiczna pierwsza piątka, ale i mocna ławka, na której siedzą tacy gracze jak Terry Rozier, Marcus Smart, czy Marcus Morris. Również każdy z nich wygląda na ten moment na lekko zardzewiałego.

Liga staje się coraz bardziej ofensywna, a mecze na w sumie 260 punktów stają się normalnością. Żelazny system defensywny wypracowany na przestrzeni ostatnich lat przez Brada Stevensa (2 miejsce w efektywności defensywnej w sezonie 2017/2018) to oczywiście ogromny atut Bostonu, jednak bez uruchomienia ataku każde zwycięstwo będzie przychodziło z niezwykłym trudem.

Atak oparty o rzuty za 3 punkty póki co nie funkcjonuje. Boston jest na 2 miejscu w liczbie oddanych rzutów zza łuku i zaledwie na 26 miejscu w ich skuteczności. Dziś w nocy zaliczyli fatalne 9/40, co wykorzystali zawodnicy Orlando, kradnąc zwycięstwo w TD Garden.

Celtics w 4 meczach tego sezonu nie przekroczyli bariery 105 punktów, a mierzyli się chociażby z Knicks, czy Magic, którzy do ligowego topu z pewnością nie należą.

Niezwykle mocna pierwsza piątka na pewno potrzebuje czasu, żeby się dotrzeć. Z każdym kolejnym meczem role w zespole będą się krystalizować, a Brad Stevens będzie coraz bliższy znalezienia optymalnej rotacji. W tym czasie może przydarzyć się parę nieoczekiwanych wpadek, jak ta dzisiejsza, co może w konsekwencji oznaczać utratę przewagi parkietu, tak istotnej w przypadku Celtics, w potencjalnym finale Wschodu z Toronto Raptors.

Celtics czekają teraz dwa wyjazdy. Pierwszy do Oklahomy, gdzie zmierzą się ze zdesperowanymi Thunder, którzy jeszcze w tym sezonie nie wygrali i drugi do Detroit, którzy jak na razie ograli Bulls i Nets.

Grzegorz Szybieniecki, @gszyb

W tych butach Stephen Curry zadziwia NBA >>




POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.