Charles Oakley – pitbull z Nowego Jorku

Share on facebook
Share on twitter

Zebrał więcej piłek niż Dennis Rodman, ale kojarzony jest głównie jako boiskowy ochroniarz gwiazd i jeden z największych rozrabiaków lat 90. Szczycił się tym, że fani New York Knicks nazywali swoje psy Oakley.

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

W środę publiczność obserwująca mecz New York Knicks z Los Angeles Clippers w Madison Square Garden, niespodziewanie uraczona została dodatkowymi atrakcjami. 53-letni dziś Charles Oakley, który w latach 90. wypruwał sobie flaki reprezentując barwy nowojorskiego klubu, awanturował się na trybunach, skąd musiała wyprowadzić go grupa ochroniarzy.

Z Jamesem Dolanem Oakley może sobie mieć na pieńku, ale kibice Knicks darzą go bezwarunkową miłością. Bad boy, zabijaka, rozbójnik, boiskowy ochroniarz, walczak – jakiego z tych określeń byśmy nie użyli, będzie pasowało idealnie.

Dziś każdy z 30 zespołów NBA pragnie mieć w składzie silnego skrzydłowego, który będzie w stanie rozciągnąć obronę rywali. W latach 90. jednak silnym skrzydłowym trzeba było być nie tylko z nazwy. Jeśli nie byłeś wystarczająco twardy, nie istniałeś. Walczyłeś pod koszem jak środkowy, skakałeś na deskę, finezja była w grze zbędnym dodatkiem.

Mierzący 203 cm wzrostu, ważący 111 kg Charles Oakley czuł się w takiej roli świetnie. Walka, walka, walka – to był jego żywioł. Do dziś pozostaje liderem New York Knicks pod względem liczby zbiórek w ataku – przez 10 lat uzbierał ich w sumie 2580 (w samej rundzie zasadniczej), o 12 więcej od drugiego w tej klasyfikacji Patricka Ewinga.

W sumie wszystkich zbiórek miał 7291 i jest to trzeci najlepszy wynik w historii klubu. Na liście wszech czasów całej NBA z wynikiem 12 205 zajmuje aktualnie 22. miejsce – nad takimi zawodnikami jak Dennis Rodman, Patrick Ewing czy David Robinson.

Ale Oakley znany był też jako specjalista od defensywy. Nie odpuszczał nikomu, stale bronił na granicy faulu, prowokował rywali, a gry trzeba było, nie stronił od rękoczynów. Prawdziwy boiskowy wykidajło. Zresztą kiedy zaczynał, jeszcze w latach 80. w barwach Chicago Bulls robił przecież za oficjalnego, boiskowego ochroniarza Michaela Jordana. Ale koledzy z drużyny też nie mieli z nim łatwo, zwłaszcza młodzi. Scottie Pippen coś o tym wie.

https://www.youtube.com/watch?v=aUGp2-bkhsA

Z boiskowych awantur z udziałem Oakley’a najbardziej znana jest ta z Charlesem Barkley’em. Obaj panowie nigdy za sobą nie przepadali, a na boisku już na początku przygody w NBA nie szczędzili sobie uprzejmości oraz szturchańców.

Eskalacja konfliktu doprowadziła w 1996 roku do słynnego mordobicia w Houston, a o skali nienawiści, o jakiej rozmawiamy, niech świadczy fakt, że wszystko to działo się w mało istotnym meczu przedsezonowym.

Według relacji Chucky’ego Browna, byłego mistrza z 1995 roku, trzy lata później w bliżej nieokreślonej sytuacji pozaboiskowej Oakley miał jeszcze spoliczkować Barkley’a, choć ten drugi naturalnie wszystkiemu zaprzeczył.

Ale nie tylko Barkley’owi się oberwało. Zaszczytu konfrontacji z bezkompromisowym charakterem Charlesa dostąpili chociażby Karl Malone, Dennis Rodman czy Xavier McDaniel. Przez prawie 19 lat spędzonych na ligowych parkietach dochodziło do wielu mniejszych lub większych spięć z jego udziałem.

Jedno z nich miało miejsce w 1997 roku podczas pamiętnego meczu nr 5 w półfinałach konferencji przeciwko Miami Heat, z którymi nowojorczycy toczyli w tamtych czasach zaciętą i bardzo ostrą rywalizację. Po jednej z wielu twardych zasłon, na której ucierpiał Tim Hardaway, Oakley wdał się w przepychankę z Alonzo Mourningiem, za co został wykluczony z reszty spotkania. Chwilę później po drugiej stronie boiska rozpętało się piekło, przez które posypały się zawieszenia, a osłabieni Knicks roztrwonili prowadzenie 3-1, przegrali całą serię i odpadli z walki o tytuł.

Oakley mistrzostwa NBA nigdy nie zdobył, choć był tego bardzo bliski w roku 1994, kiedy z Houston Rockets Hakeema Olajuwona jego zespół poległ dopiero po siedmiomeczowej serii finałowej, w której ani razu żadna ze stron nie zdołała zwyciężyć dwucyfrową liczbą punktów. Mało tego, w szóstym starciu, w którym Knicks mogli rozstrzygnąć losy tytułu na swoją korzyść (prowadzili 3-2), późniejsi czempioni lepsi okazali się o raptem dwa oczka.

Mateusz Orlicki

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

POLECANE