Charles Oakley z zakazem stadionowym

Share on facebook
Share on twitter

Fani skandują „We want Oakley!”, właściciel New York Knicks jest nieugięty. James Dolan nie chce widzieć byłego podkoszowego klubu w Madison Square Garden.

Tissot – niezwykła kolekcja zegarków dla fanów NBA >>

W sumie nie jest to coś, czego nie można się było spodziewać. Konflikt pomiędzy Oakley’em i Jamesem Dolanem trwa od dosyć dawna i skoro jego eskalacja sięgnęła już takich scen, jakie cały świat mógł zobaczyć w trakcie środowego meczu Knicks z Clippers, to musiało mieć to swoje określone konsekwencje. Tym bardziej, że Dolan jest przeczulony na swoim punkcie.

Dwa dni po tym, jak były podkoszowy pitbull Knicks został wyprowadzony z jednej z trybun przez grupę ochroniarzy, a następnie zatrzymany przez funkcjonariuszy policji, został na niego nałożony bezterminowy zakaz wstępu do hali Madison Square Garden. Dodatkowo pracę stracił szef ochrony obiektu, o czym sam James Dolan poinformował podczas audycji „The Michael Kay Show” na antenie radia ESPN New York 98.7 FM.

Właściciel klubu z Nowego Jorku stwierdził również, że nałożona na byłego zawodnika kara wcale nie musi oznaczać dożywotniego zakazu, a swoją decyzję uzasadnił tym, że w pierwszej kolejności musi zadbać o to, aby zarządzany przez niego obiekt był bezpieczny dla odwiedzającej go publiczności. Według relacji Nolana Oakley miał w kierunku innych osób zwracać się w sposób bardzo obraźliwy, a jego wypowiedzi miały charakter „rasistowski i seksistowski”.

Może mieć problem z alkoholem, sami nie wiemy – stwierdził Dolan, sugerując, że 53-latek sprawiał wrażenie odurzonego.

Wersja emerytowanego zawodnika naturalnie znacznie mija się z tą przedstawioną przez kierownictwo klubu. Jego zdaniem to nie on sprowokował całą sytuację, a z hali został wyrzucony jedynie przez osobiste fanaberie byłego pracodawcy. W odpowiedzi klubowy dział PR Knicks za pośrednictwem Twittera wystosował oficjalne oświadczenia, w których najpierw zasugerował, że Oakley może potrzebować pomocy specjalisty, po czym dodał, że wszystko, co powiedział od czasu incydentu, to „czysta fikcja”.

Mają kamery, na których mogą prześledzić całą drogę, jaką pokonałem do mojego miejsca – stwierdził koszykarz w jednym z wywiadów udzielonych po środowym meczu. – Nie wstałem, dopóki oni do mnie nie podeszli. Zawsze będą dwie wersje wydarzeń, wiecie, jak to działa – kwestie wizerunkowe. Ale ja nie dbam o te sprawy. Chcę być po prostu odpowiednio traktowany.

Oakley już od dawna nie otrzymywał z klubu zaproszeń na okolicznościowe wydarzenia czy nawet zwykłe mecze z udziałem Knicks. Bilety na nie zakupywał we własnym zakresie. Tak samo było w środę, z tym że tym razem sama wejściówka nie wystarczyła. W podobnych sytuacjach trudno rozstrzygnąć, co się tak naprawdę wydarzyło. Na przyszły tydzień Charles zapowiedział oficjalną konferencję prasową. Jego prawnik z kolei deklaruje, że sprawa będzie kontynuowana w sądzie.

Chcę podziękować wszystkim aktywnym i byłym zawodnikom NBA, a także mojej rodzinie i przyjaciołom za tę całą miłość oraz wsparcie, jakie mi okazali – napisał na Twitterze.

A owego wsparcia rzeczywiście ma sporo. Otuchy w mediach oraz serwisach społecznościowych dodawali mu liczni zawodnicy, m.in. LeBron James, Chris Paul, Dwyane Wade, J.R. Smith czy Reggie Miller. Do sprzedaży trafiły już nawet koszulki z nadrukiem „Jestem z Oakley’em”, a przy okazji piątkowego starcia Knicks z Nuggets kibice zgromadzeni w hali skandowali „Chcemy Oakley’a”. Swoje trzy grosze w sprawie spontanicznie wtrącił także chociażby znany w środowisku koszykarskim aktor Michael Rapaport.

https://www.youtube.com/watch?v=x0z85lmaDAs

Mateusz Orlicki