PRAISE THE WEAR

Chase Simon jak Klay Thompson – idealna druga opcja

Chase Simon jak Klay Thompson – idealna druga opcja

Amerykański strzelec Anwilu nie potrzebuje zbyt wiele piłki, jest dobrym obrońcą i cichym bohaterem całej drużyny. Dodatkowo – bardzo dobrze wygląda w parze z Ivanem Almeidą, dzięki czemu można go określić mianem idealnej drugiej opcji w ofensywie.

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 

Klay Thompson – wersja PLK

Często zawodnikom z europejskiej koszykówki, także tym w polskiej ligi, próbujemy przypisać odpowiednik z NBA, oczywiście przy zachowaniu proporcji. Patrząc na grę i sposób bycia Chase’a Simona od razu na myśl przychodzi mi Klay Thompson z Golden State Warriors. Cichy gracz na parkiecie i poza nim, którego największym atutem jest rzut i bardzo dobra obrona.

Ani jeden, ani drugi nie wyskakuje z ekranu, nie jest także najefektowniejszym zawodnikiem w zespole i nie pcha się do bycia liderem. Spokojnie czekają na swoje okazje, a na punkty pracują przede wszystkim przed otrzymaniem podania. W końcu Klay w jednym meczu potrafił zdobyć 60 punktów mając piłkę w posiadaniu tylko przez 90 sekund.

Chase też jest takim graczem. Gdy jest „on fire” potrafi seryjnie dziurawić kosz praktycznie z każdej pozycji na parkiecie. Zdobycie 20 punktów w meczu przychodziło mu czasami z ogromną łatwością, a przy piłce był tak naprawdę tylko chwilę.

I Thompson, i Simon, nie są największymi gwiazdami w swoich zespołach. Światło pada na innych graczy, ale nie wątpliwości, że są równie ważnie, co ci, którzy dłużej przebywają na pierwszym planie.

Czy ktoś sobie wyobraża Warriors sięgających po mistrzostwo bez wspaniałej obrony i trafień z dystansu Klaya? Czy ktoś sobie wyobraża mistrzostwo Anwilu bez wspaniałej obrony i trafień z dystansu Chase’a?

Obaj to gwiazdy największego formatu w swoich ligach, choć tak naprawdę nie są nawet największą gwiazdą w swoim zespole. Jednak taka rola odpowiada i w 100%, a na dodatek przynosi sukcesy w postaci mistrzostw.




Nie za Almeidę, obok Almeidy

Simon był ostatnim graczem, który dołączył latem 2018 roku do składu Anwilu. Po fiasku z Luisem Montero, Amerykanin został wytypowany na gracza, który miał wejść w buty Ivana Almeidy, przynajmniej taki był powszechny odbiór tego transferu, bo założenia i plan na zespół z pewnością różnił się od tego wcześniejszego z Kabowerdeńczykiem.

Szybko okazało się, że Simon owszem, potrafi punktować, ale prezentuje zupełnie odmienny styl gry niż Almeida. Chase był liderem Anwilu, ale tylko punktowym, bo akcji z piłką w rękach miał naprawdę mało.

W trakcie sezonu, gdy do zespołu dołączył Almeida, można było zakładać, że na tym transferze straci właśnie Simon. Stało się jednak moim zdaniem inaczej – Amerykanin wraz z transferem Ivana jeszcze zyskał.

Chase od razu zaczął mieć więcej miejsca na parkiecie z uwagi na skupienie obrony na Almeidzie. Nie musiał także już praktycznie w ogóle wchodzić w kozioł, bo graczy chętnych do posiadania piłki było naprawdę wielu.

Jego gra ograniczyła się głównie do rzutów z dystansu i mocnej defensywy, ale jak się potem okazało, Simon w takiej roli okazał się być zawodnikiem niesamowicie efektywnym, dużo bardziej niż poprzednio. Właśnie jako druga opcja w ataku bił swoje rekordy punktowe w playoff (33 punkty w piątym meczu półfinałów).

Poprzedni sezon przyniósł wystarczająco dużo materiału, by stwierdzić, że Simon to idealny materiał na Robina dla Batmana. Swoją grą jest w stanie dopasować się do Ivana Almeidy lub zawodnika w podobny sposób grającego (dużo z piłką w rękach). Przedłużenie kontraktu z Amerykaninem trzeba więc uznać, za pierwszy sukces klubu z Włocławka w sezonie 2019/20 – lepszego gracza, o podobnej charakterystyce, ciężko byłoby znaleźć.

Grzegorz Szybieniecki

PZBUK – DOŁĄCZ DO GRY I ODBIERZ DARMOWY ZAKŁAD 50 ZŁOTYCH! >> 




Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

16 lat i… koniec. Tyle musieli czekać kibice z Bostonu na kolejne mistrzostwo swojej ukochanej drużyny. Dokładnie w tym dniu w 2008 roku Celtics zdobyli swoje ostatnie mistrzostwo. Przyznać trzeba jednak, że tym razem zrobili to w wielkim stylu, ponosząc w tych Playoffs tylko trzy porażki. Finał z Dallas, który miał być bardzo zacięty, skończył się tak zwanym „gentleman sweep”, czyli 4:1.
18 / 06 / 2024 12:31
– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami