• Home
  • NBA
  • Chicago Bulls kontratakują! Najlepszy start od czasów Michaela Jordana

Chicago Bulls kontratakują! Najlepszy start od czasów Michaela Jordana

Share on facebook
Share on twitter

„Byki” drwią sobie z przedsezonowych rankingów oraz zapowiedzi i wygrali właśnie trzeci mecz z rzędu. Tym razem we własnej hali oberwało się Brooklyn Nets, którzy polegli aż 88:118.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Jimmy Butler wymiata w tych butach >>

My też nie wierzyliśmy, że tak dobrany skład może w Chicago wypalić. To oczywiście jeszcze bardzo mała próba, ale trzeba przyznać, że koszykarze Freda Hoiberga robią wszystko, aby utrzeć nosa wszystkim, którzy przed startem nowych rozgrywek skazywali ich na niepowodzenie.

Po raz pierwszy od rozgrywek 1996/97 po trzech pierwszych spotkaniach mają bilans 3-0. Ograli kolejno Celtics, Pacers oraz Nets. Z tymi ostatnimi teoretycznie dopełnili po prostu formalności (choć oni też nie są tak fatalni, jak to zakładano), ale w dwóch wcześniejszych przypadkach rozprawili się z poważnymi kandydatami do pierwszej czwórki konferencji.

Jest również „ale” w postaci faktu, że zarówno Celtics, jak i Pacers grali z „Bykami” swoje drugie mecze dzień po dniu. Niemniej taki start Bulls – trzy zwycięstwa średnio różnicą 17,7 punktu – musi robić wrażenie.

Podobnie jak statystyki związane z rzutami z dystansu, których miało w „Wietrznym Mieście” brakować najbardziej. We wspomnianych pojedynkach Bulls trafiali po 10,3 trójki, co daje im 6. pozycję w stawce. Co jeszcze ciekawsze, trafiali je z trzecią najlepszą skutecznością w lidze wynoszącą 42,5 proc.

Dodatkowo warto zaznaczyć, że zdobywając przeciętnie 114,7 pkt. na sto posiadań, osiągnęli również najwyższy wskaźnik efektywności ofensywnej.

Ale nie o same cyferki się rozchodzi. Widać po prostu, że nowi Bulls dobrze czują się jako grupa. Przede wszystkim dobrze wyglądają na boisku. Coraz lepiej się rozumieją, co widać chociażby po ruchu piłki, który momentami może naprawdę imponować. Po zachowaniu zawodników na ławce czy w przerwach meczów oraz ich wypowiedziach można również założyć, że zdążyli zbudować dobrą atmosferę w szatni.

https://www.youtube.com/watch?v=oOIuUw8AFyo

W poniedziałek najlepszy na boisku był Jimmy Butler, który uzbierał w sumie 22 punkty. Prócz niego dwucyfrową liczbę w rubryce z punktami zanotowało jednak jeszcze sześciu innych graczy (m.in. Dwyane Wade – 12). Poza tym goście mieli też 26 asyst. W ogóle w trzech spotkaniach uzbierali ich aż 85. Lepsi pod tym względem okazali się jedynie Pacers, którzy mieli jedną więcej, oraz Spurs, ale oni zdążyli już rozegrać czwarty mecz.

– Jeszcze nie jestem pod wrażeniem – mówił po starciu z Nets Butler. – Nie odczuwam samozadowolenia. Myślę, że możemy być zdecydowanie lepsi.

Też możesz mieć takie buty jak Jimmy Butler >>

Martwić mogą pierwsze problemy zdrowotne. W drugiej kwarcie, po zaledwie czterech minutach spędzonych na parkiecie, występ zakończyć musiał bowiem Michael Carter-Williams. Według trenera Hoiberga doszło do zwichnięcia w jego lewym kolanie, ale dokładną diagnozę poznamy dopiero po badaniu rezonansem magnetycznym, które przeprowadzone zostanie we wtorek.

Niestety, w przypadku nowego rozgrywającego Bulls to żadna nowość. W trzech dotychczasowych sezonach spędzonych w NBA przez kontuzje barku i kostki opuścił w sumie 56 spotkań.

Kolejne spotkanie rozpędzone „Byki” rozegrają w środę w bostońskiej TD Garden, gdzie już czekają na nich żądni rewanżu Celtics. Tym razem rywale będą po trzydniowym wypoczynku.

Mateusz Orlicki