Chiny 2019: Kunszt Campazzo i niewymuszone błędy Polaków

Share on facebook
Share on twitter
Reprezentacja Polski przegrała aż 65:91 z reprezentacją Argentyny na zakończenie zmagań w 2. fazie grupowej mistrzostw świata. Był to mecz opatrzony stratami i kłopotliwymi powrotami do obrony Biało-Czerwonych oraz dwójkowymi akcjami naszych rywali, na które z nielicznymi wyjątkami nie znaleźliśmy recepty.

Reprezentacja Polski przegrała aż 65:91 z reprezentacją Argentyny na zakończenie zmagań w 2. fazie grupowej mistrzostw świata. Był to mecz opatrzony stratami i kłopotliwymi powrotami do obrony Biało-Czerwonych oraz dwójkowymi akcjami naszych rywali, na które z nielicznymi wyjątkami nie znaleźliśmy recepty.

Facundo Campazzo / fot. FIBA

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Na samym początku spotkania, w dwóch pierwszych akcjach meczu, Argentyńczycy dali przykład, z czym polskiej drużynie przyjdzie się zmierzyć – pick and rollami w rozmaitej formie. „Albicelestes” takowych przygotowanych mieli kilka wariantów i można było odnieść wrażenie, że nawet jeżeli Polakom udało się rozszyfrować konkretny schemat, znaleźć na niego jakąś odpowiedź, to nasi przeciwnicy odpowiadali kolejnym zaskakującym rozwiązaniem.

W pierwszej kwarcie najwięcej krwi naszej reprezentacji napsuły dwójkowe akcje Facundo Campazzo i Marcosa Delii. Wysoki Argentyńczyków często nie musiał nawet wykonywać faktycznej zasłony – wystarczało, że ją pozorował i błyskawicznie urywał się w stronę kosza, czym już w otwierającej akcji zaskoczył Polaków. Pilnujący Delię Adam Hrycaniuk wykonał „hedge” w stronę Campazzo, uniemożliwiając mu natychmiastowy rzut i dając dedykowanemu obrońcy czas na powrót, lecz wyszedł na tyle wysoko, że sam nie miał szansy wrócić do ścinającego podkoszowego rywali.

via Gfycat

W kolejnym posiadaniu egzekucja w obronie podopiecznych Mike’a Taylora okazała się nieco lepsza, choć pudło Delii wynikało bardziej z naszego szczęścia, aniżeli nie wiadomo jakiej defensywy – Delia po prostu nie trafił niepilnowanego lay-upu, aczkolwiek Hrycaniuk zdołał w porę wrócić pod kosz, by utrudnić wjazd zawodnikowi wjeżdżającemu ze skrzydła.

Niemniej po tej akcji Polacy zaczęli odważniej wychodzić do podwojeń kozłującego i wysyłać mniej lub bardziej agresywną pomoc w stronę kosza. Efekt był różny. Zdarzało się, że Delia nie robił sobie wiele z obecności dodatkowego defensora i wciąż zamieniał dogodne okazje na punkty.

via Gfycat

Ponadto ogromną rolę w trzymaniu w niepewności naszej obrony odgrywał Campazzo – dzięki czemu znacznie ułatwiał zadanie wyższemu koledze – jak najdłużej wstrzymując decyzję o podaniu.

Na poniższym przykładzie schodzący do środka Adam Waczyński w ostatniej chwili zdecydował się wrócić do rogu, rezygnując tym samym z pomocy pod obręczą. Tu jednak widać kunszt argentyńskiego rozgrywającego, który nie ułatwiał Polakom podejmowania konkretnych decyzji. Gdy wydawało się, że piłka zostanie posłana do rogu, Campazzo wybrał krótkie odegranie do środka.

via Gfycat

Mimo wszystko nawet te akcje, które kończyły się dla nas sukcesem, głównie w pierwszej połowie, wynikały bardziej z zaangażowania i indywidualnych zrywów pojedynczych jednostek, jak choćby w tym przypadku zejście Mateusza Ponitki, które pozwoliło wybić piłkę z rąk ścinającego Delii.

via Gfycat

Na domiar złego Argentyńczycy zaczęli mieszać poszczególne schematy. Przykładem takich akcji były m.in. te, w których role się odwracały i to Campazzo stawiał zasłonę dla kozłującego. Ewentualna pomoc pod koszem niższego, mniej fizycznego gracza nie robiła większej różnicy. A dodatkowy ruch bez piłki i rozbieganie się w przeciwne strony dwóch zawodników wprowadzały jeszcze większe zamieszanie w szeregach naszej obrony.

via Gfycat

Zdarzały się także posiadania, w których Argentyńczycy rozstawieniem swojej piątki niwelowali możliwość ewentualnej pomocy, prowadząc dwójkową akcję nisko, blisko rogu parkietu, skąd podwojenie do ścinającego zawodnika – przy trójce rozciągających na dystansie strzelców – jest niezwykle trudne.

via Gfycat

Natomiast w 2. połowie, trener Argentyńczyków na chwilowo lepszą, bardziej szczelną obronę Polaków w pick and rollach (Campazzo & Luis Scola) zareagował błyskawiczną zmianą na obniżenie składu: za niegrożącego rzutem za trzy i bez wykorzystania w ataku powodującego tłok pod koszem Delię wszedł zapasowy kozłujący, Gabriel Deck.

Trzeba mieć też na uwadze, że wciąż przytrafiały się posiadania, w których ta pomoc – świadomie czy nie – była wręcz niepotrzebna i prowadziła do przewag w innych miejscach parkietu. To niekiedy było efektem pewnych nieporozumień w kwestii indywidualnego krycia – kto za kogo ma odpowiadać – zwłaszcza przy powrotach do obrony.

Tutaj możemy zaobserwować, jak dwóch naszych graczy – Damian Kulig i Waczyński – znajduje się blisko Delii. Niestety przez to nikogo nie było w pobliżu strzelca na dystansie z drugiej strony, bowiem Kulig nie wiedział, czy zostać obok „swojego” pojedynku, czy przesunąć się do zawodnika, za którego odpowiadał teoretycznie Waczyński. Szwankowała komunikacja. Wystarczyło, że Argentyńczycy skrupulatnie przenieśli piłkę z przeciążonej strony na tę otwartą.

Te pomyłki często sami powodowali Polacy. Nie tylko stratami – tych było aż 23 – wynikającymi z nonszalancji, braku koncentracji przy otwierających podaniach, przekazaniach piłki w trakcie szukania gry po koszyczku, czy też ryzykownej, acz skutecznej obrony przeciwników (16 przechwytów), ale właśnie niewymuszonymi błędami, których dało się uniknąć. A tak tworzyły się przewagi dla Argentyńczyków, na które ci nawet nie musieli specjalnie pracować.

Taki przykład widzimy poniżej, gdzie trzech Biało-Czerwonych zostaje na ofensywnej tablicy i przy przejściu z ataku do obrony wychodzą zamienne pojedynki, w tym Waczyńskiego z Deckiem oraz Aleksandra Balcerowskiego z Nicolasem Laprovittolą. Nasi rywale nie musieli szukać wyrafinowanych rozwiązań i w tym posiadaniu wystarczyła izolacja na szczycie Laprovittoli z Balcerowskim – szkoda, by korzystne starcia przychodziły rywalom bez większego wysiłku, jeszcze zanim akcja rozpocznie się na dobre.

Niejako ze sobą to wszystko kumulując, nie sposób oczekiwać innego rezultatu. Straty obrazowały nasze problemy w ataku pozycyjnym (nie jest też tak, że nic nie działało – po prostu tych dobrych rzeczy, np. ścięć A.J. Slaughtera lub rozrzutów na skrzydło do rozciągającego grę strzelca, było za mało) i prowadziły do łatwych punktów Argentyńczyków. A te, w takim wymiarze, okazały się destrukcyjne, zważywszy przecież, że w statycznej obronie sami mieliśmy ogromne problemy z absolutnym fundamentem naszych rywali.

Część z tych problemów to wynik kunsztu „Albicelestes”, lecz miejmy nadzieję, że również słabszej postawy Polaków tego dnia. Wtedy możemy mieć przynajmniej nadzieję, że niektóre pomyłki będziemy w stanie wyeliminować w ćwierćfinale z Hiszpanią. Jeżeli chcemy dać sobie szansę musimy to zrobić.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>




POLECANE