Chiny 2019: Rui Hachimura – bardzo obiecujący na mundialu

Share on facebook
Share on twitter

Trudno powiedzieć wiele dobrego o postawie Japonii, która po dwóch rozegranych meczach na Mistrzostwach Świata wyraźnie odpadła z walki o awans z grupy. Jednym z pozytywów – szczególnie w meczu z Czechami – jest jednak Rui Hachimura. W punktach przyjrzyjmy się zatem temu, co pokazał nowy skrzydłowy Washington Wizards.

Rui Hachimura / fot. FIBA

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

1. Podstawowym problemem Japończyków był brak wyróżniających się podających, przez co liczne kłopoty zaczynały się już od dostarczenia piłki do Hachmiury.

2. Nawet kiedy 21-letni skrzydłowy zajął dogodną pozycję tyłem do kosza, to zawodnicy odpowiedzialni za rozegranie często nie potrafili – zwłaszcza w meczu z Turcją – dostarczyć otwierającego podania lub zwyczajnie go nie szukali i przenosili ciężar akcji na drugą stronę. Tym samym nie zauważali – czy też nie chcieli, bo nie umieli ich wykorzystać – korzystnych przewag, które sami tworzyli. Dodatkowym problemem była również sama jakość otwierających podań, co skutkowało utratą rytmu akcji, a w gorszych przypadkach stratami.

3. Trzeba jednak zaznaczyć, że do tych strat doprowadzali rywale Japończyków, którzy dużą uwagę skupiali na utrudnieniu punktowania Hachimurze. Wysyłali do niego podwojenia – czasem i potrojenia – od linii końcowej (które były możliwe przez kiepskie rozstawienie zawodników bez piłki) oraz zdarzały się posiadania, w których gracz nie broniący bezpośrednio Hachimury w pick and rollu przesuwał się w jego kierunku do pomocy, tak by nie dopuścić ścinającego skrzydłowego do łatwych punktów.

4. Takowych pojawiało się niewiele – większość punktów stanowiły zbiórki w ataku, trudne „dwójki” i rzuty wolne (w dwóch pierwszych meczach aż osiemnaście) – aczkolwiek w sporadycznych sytuacjach z pomocą przychodził trener, który akcjami po przerwach na żądanie ułatwiał grę swojemu podopiecznemu.

Kilka razy przeciwnikom uchodziły na sucho podwojenia z linii końcowej, lecz przy szerszym rozstawieniu poszczególnych graczy było już o to trudniej. Właśnie po time-outach Hachimura został wyprowadzony na dogodną pozycję – czy to na bloku w izolacji, czy też po zasłonie do wjazdu na wprost obręczy.

5. Mimo wszystko to były raczej wyjątki i trochę za mało ofensywa przebiegała przez Hachimurę. Albo może trafniejszą diagnozą byłoby stwierdzenie, że Japończykom zabrakło bardziej kreatywnych rozwiązań na wykorzystanie swojego najlepszego punktującego.

6. Pojawiało się dużo szukania okazji do wyprowadzenia Hachimury na bloku, co było czasochłonne i nie zawsze opłacalne. Niestety w innej roli, ten się momentami marnował – blisko kosza raczej mógł liczyć jedynie na to, co sam sobie walką na tablicy wywalczył, a rozciągając grę na dystansie w akcjach nie uczestniczył, ewentualnie sporadycznie przenosił piłkę na drugą stronę.

7. Być może brakowało większej liczby zasłon, których celem byłoby poszukanie lobu do Hachimury, a nie jedynie próba wymuszenia korzystnej zmiany krycia, z której w najbliższych sekundach i tak nie udawało się zrobić pożytku.

8. Gdy piłka do Hachimury już trafiła, to karcenie zmian krycia wychodziło mu różnie – z adnotacją, że po pierwszym meczu pod tym względem spisywał się znacznie lepiej (prawdopodobnie ma to związek z chorobą japońskiego zawodnika). Podstawowym rozwiązaniem było szukanie długiej dwójki przez ręce – te raz wpadały, raz nie – rzadziej natomiast widzieliśmy podobne wjazdy w stronę obręczy.

via Gfycat

9. Z Czechami za to przytrafiło się zaskakująco dużo dobrych podań. Hachimura wprawdzie wciąż próbował trudnych – czasem niepotrzebnie przekombinowanych, skutkujących przerwaniem dryblingu – ruchów i jumperków, ale w drugim spotkaniu bardziej agresywnie szukał podaniami kolegów. Gdyby ci zamieniali powstające przewagi na punkty, to 21-latek z czterech asyst co najmniej podwoiłby ich liczbę.

10. Poniższe posiadanie zakończyło się podaniem Hachimury na łatwe punkty dla ścinającego kolegi, ale warto także zwrócić uwagę na mozolne budowanie akcji przez Japończyków. Hachimura zajął dogodną pozycję blisko kosza, a kolejno trzech partnerów próbowało zmieścić do niego otwierające dogranie. W końcu ta sztuka się udała i mimo czyhającego podwojenia całość skończyła się punktami reprezentantów Kraju Kwitnącej Wiśni.

via Gfycat

11. Największym atutem Hachimury był bez wątpienia atletyzm. Dzięki niemu były gracz Gonzagi mógł dostawać się regularnie na linię rzutów wolnych – pomimo częstego operowania na półdystansie – skutecznie walczyć na tablicach rywali oraz (zadunkować na Ersanie Ilyasovie) pokrywać przestrzeń na koźle, która umożliwiała błyskawiczne oderwanie się od obrońcy i oddanie rzutu z przewyższenia.

via Gfycat

Podsumowanie: Wydaje się, że arsenał Hachimury lepiej udało się wykorzystać – o dziwo – Wizards podczas ligi letniej, niż reprezentacji Japonii na Mistrzostwach Świata. Wciąż można mieć delikatne zarzuty do młodego zawodnika, że czasem nie był wystarczająco agresywny, dwa-trzy razy pospieszył się z rzutem, czy za bardzo szukał gry na półdystansie, lecz w roli, która mogła – i powinna – być większa oraz trudnych warunkach spisał się nieźle.

Kibiców ekipy z Waszyngtonu optymizmem mogą napawać przede wszystkim wizyty na linii rzutów wolnych Hachmiury, które nieco przypudrowały nieefektywny rzutowo mecz otwarcia (3/10, z Czechami już 8/12). Dla powodzenia Japończyka w NBA konieczne może być przesunięcie akcentów z półdystansu bardziej pod kosz lub na linię za trzy.

Talent do punktowania, atletyzm, energia i siła pozwalają sądzić, że z czasem te lekko surowe technicznie fundamenty zaczną kiełkować w bardziej efektywne pozycje, a za tym pójdzie lepsza decyzyjność. Namiastkę z nich widzieliśmy w Chinach, na resztę musimy poczekać co najmniej do października.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>




POLECANE

BM Slam Stal sensacyjnie pokonała Arkę, a potem pewnie ograła Polpharmę. Widać lepszą grę i większą energię na boisku, co sprawia, że zespół prowadzony przez Łukasza Majewskiego powinien powoli piąć się w górę. Nieoficjalnie mówi się też o kolejnych transferach.

tagi