Chiny 2019: Wielka klęska Amerykanów – 9 powodów

Share on facebook
Share on twitter
Po zasłużonej porażce z Francją, reprezentacja USA zagra zaledwie o miejsca 5-8 na świecie, co jest wręcz wstydem, wobec potencjału, jakim w NBA dysponuje amerykańska koszykówka. Dlaczego do tego doszło?
fot. FIBA

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

1. Skład z łapanki

O jakiejkolwiek selekcji w przypadku budowania składu przez Gregga Popovicha mowy być nie może. Doświadczony szkoleniowiec na mistrzostwa świata zabrał tych graczy, którzy po prostu do Chin jechać chcieli. Stwierdzenia o dziesiątym garniturze są grubo przesadzone, to nadal to była grupa o największym talencie na tym turnieju, jednak niekoniecznie pasująca do siebie.

2. Mizeria pod koszem

Amerykanie, jak już zresztą zdążyli przyzwyczaić poprzednimi wielkimi imprezami, na czwórce postawili na niższych, bardziej mobilnych skrzydłowych. Dodatkowo przed samym mundialem wypadł ze składu jeszcze Kyle Kuzma, który mógłby być ważnym elementem tej reprezentacji.

Na mistrzostwach więc Gregg Popovich dysponował takim zestawem graczy wysokich: Myles Turner, Brook Lopez i Mason Plumlee – za bardzo kim straszyć to tu nie ma. Szczególnie W ofensywie tylko Turner miewał momenty skutecznej gry, a w obronie z graniem przeciwkopick’n’rollomproblem mieli w zasadzie wszyscy.

3. Nieefektywny smallball

W europejskim rozumieniu smallballu często chodzi o zestawienie jednego gracza wysokiego i czterech niskich (graczy z pozycji 1-3). Amerykanie poszli o krok dalej – grali piątką graczy dwumetrowych, z których praktycznie każdy mógł kryć na boisku rywali ze wszystkich pozycji.

Sprawdzało się to przeciwko drużynom z o wiele mniejszymi możliwościami atletycznymi, ale już w ćwierćfinale przeciwko Francji wypaliło to Amerykanom mocno w twarz. Przeciwko Rudy’emu Gobertowi nie udało się stworzyć przewagi niskimi składem w ataku, a wysoki Francuz nie dość że zabarykadował dostęp do kosza, to jeszcze masakrował rywali na ofensywnej desce.

4. Jednowymiarowy atak

Zabierając takich, a nie innych podkoszowych Popovich skazany był na zbudowanie ofensywy wokół graczy obwodowych. Jednak chyba w żadnym z meczów, łącznie ze sparingami, nie mieliśmy poczucia, że oglądamy skuteczny zespół o ogromnym potencjale w ataku.

Ofensywa Amerykanów stawała się jeszcze bardziej jednowymiarowa, kiedy trafiali na rywali, którzy mieli w swoim składzie obrońców obręczy. Nie ma przypadku w tym, że to Francja z Rudym Gobertem, czy Australia z Andrew Bogutem i Aronem Baynes pokonała USA. Bazując tylko na rzutach z dystansu i półdystansu ciężko było ugrać cokolwiek więcej.

5. Małe minuty „Kozłów”

Brook Lopez to jeden z najważniejszych elementów świetnego sezonu (zasadniczego) w wykonaniu Milwaukee Bucks. Gregg Popovich jednak albo nie do końca wiedział jak go efektywniej w tej drużynie wykorzystać, albo nie za bardzo chciał. Na końcu jednak wydaje się, że minut Lopeza zabrakło właśnie w starciu przeciwko Francuzom.

Również Khris Middleton, przecież uczestnik tegorocznego meczu gwiazd, zbyt dużej sympatii u Popa sobie nie zaskarbił. Grał niewiele, a jak już na parkiet wchodził, to snuł się po nim bez celu. Kompletnie niepasujący puzzel do całości układanki.

6. Zawiódł Kemba

Ćwierćfinał mistrzostw świata, Amerykanom ewidentnie nie idzie – są zmuszeni do gry na półdystansie i dystansie, więc siłą rzeczy odpowiedzialność za grę w ataku muszą wziąć liderzy.

Donovan Mitchell podjął się tego wzywania i pociągnął zespół, jednak nie można tego samego powiedzieć o Kembie Walkerze, który przeciwko Francuzom zagrał fatalnie. Przy tak ubogich opcjach ofensywnych i wymagającym rywalu, słabszy dzień jednego z dwójki liderów spowodował porażkę.

7. Kontuzja Jaysona Tatuma

Żeby była jasność, nawet bez niego Amerykanie byli faworytem każdego spotkania, jak i całego turnieju. Jednak podczas gdy Kemba Walker zawodził, a Donovan Mitchell nie mógł liczyć na wsparcie od kogokolwiek innego, wtedy przydałby się Tatum, który akurat w akacjach izolacyjnych, których Amerykanie grali naprawdę dużo, odnajduje się znakomicie.

8. Wrażenie nieprzygotowania

Może to tylko wrażenie, coś co nie ma pokrycia w faktach, jednak po obejrzeniu wszystkich meczów Amerykanów, ciężko nie mieć wrażenia, że oni do tych mistrzów po prostu nie byli przygotowani.

Mowa tutaj o zgraniu, stworzeniu zespołu, chemii, ale także o samym nastawieniu do mundialu. W USA mistrzostwa świata raczej zostały brzydko mówiąc olane, więc może i sami zawodnicy nie podeszli do nich z należytym nastawieniem.

Taktycznie też to wyglądało nie najlepiej. Czy były jakieś rzucające się w oczy pomysły, trenerskie niespodzianki, czy przygotowane pod konkretny mecz match upy (wystawienie zawodnika pod konkretnego rywala)? Raczej nie. Można więc odnieść wrażenie, że Amerykanie na wywalczenie złota chyba nie byli gotowi.

9. Gregg Popovich nie zrobił różnicy

Tematem przygotowania można płynnie przejść do osoby trenera. Od kogo, jak nie od legendarnego Popa, oczekiwaliśmy, że nawet z drużyny złożonej z graczy z G League wyciągnie, co najlepsze i zrobi medal.

Popovich był największą gwiazdą tej kadry. Okazało się jednak, że nie udało mu się stworzyć dobrego zespołu, a można też przyczepić się do jego meczowych decyzji, jak chociażby rotacji w meczu z Francją. Miał zrobić różnicę in plus w stosunku do Mike’a Krzyzewskiego, o którym mówiło się, że zawodnikom po prostu nie przeszkadza. Tej różnicy jednak nie zrobił.

GS

POLECANE

Po ostatniej fali zwolnień, odejść i zawieszeń w składzie BM Slam Stali zostało 5 graczy na poziomie ekstraklasy. Już jutro, w sobotę, ostrowianie zagrają w Dąbrowie Górniczej. Debiut Łukasza Majewskiego w roli trenera zapowiada się więc dość egzotycznie.