• Home
  • NBA
  • CJ McCollum – niby drugi, ale też doskonały

CJ McCollum – niby drugi, ale też doskonały

Share on facebook
Share on twitter

Damian Lillard dokonuje cudów, dlaczego nie mógłby tego robić też CJ McCollum? Rewelacyjny występ rzucającego Blazers przeciwko Grizzlies (37 punktów) wcale nie jest zaskoczeniem.

mccollum

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

W meczu przeciwko Memphis Grizzlies Damian Lillard, grając z urazem palca, po raz pierwszy w tym sezonie zszedł poniżej 20 „oczek”, ale od czego Portland Trail Blazers mają C.J. McColluma? Drugi z liderów zaaplikował rywalom 37 punktów, wyrównując rekord kariery i w decydującym momencie prowadząc zespół do zwycięstwa 100:94.

C.J. McCollum podpisał latem z Blazers 4-letni kontrakt wart 106 milionów dolarów. I występami takimi jak ten niedzielny w Memphis pokazuje, dlaczego wart jest takich, o ile nie większych, pieniędzy. W poprzednich sześciu meczach, w których dominował Lillard, tylko doprawiał przyrządzaną przez niego potrawę, trzykrotnie przekraczając próg 20 punktów. W tym ostatnim potwierdził, że gdy kolega złapie zadyszkę, on gotów jest do przejęcia imprezy.

W 39 minut spędzonych na parkiecie hali FedEx Forum uzbierał 37 punktów i trafił 6 trójek, co w obu przypadkach stanowi wyrównanie najlepszego wyniku w karierze. 16 „oczek”, w tym 10 kolejnych na samym finiszu spotkania, zdobył w czwartej kwarcie, przechylając szalę zwycięstwa na korzyść ekipy z Oregonu. Do swojego dorobku dołożył jeszcze 4 zbiórki, 2 asysty, przechwyt oraz blok.

Zdobywca nagrody za największy postęp w poprzednich rozgrywkach (MIP) punktował na wszelkie możliwe sposoby. Trafiał trójki z odejścia, rzuty z półdystansu, wchodził pod kosz. W kluczowej dla losów spotkania czwartej kwarcie z całą drużyną Grizzlies przegrał zaledwie o jeden punkt.

Na co dzień McCollum nie stara się ścigać z Lillardem. Pozostaje w jego cieniu, aby w odpowiednich momentach, gdy obrona rywala skupia się na koledze, wziąć ciężar chwili na swoje barki. Rolę bohatera przeważnie pozostawia temu drugiemu.

W Memphis jednak mocniej zaznaczył swoją obecność i wysłał w świat sygnał mówiący, że po tym, jak przy wyborze zawodników do ostatniego Meczu Gwiazd Portland zostało całkowicie pominięte, teraz może marzyć nawet o dwóch reprezentantach w tym prestiżowym wydarzeniu.

Stopniowe poznawanie odpowiedzi na pytanie o to, gdzie znajduje się sufit McColluma, jest niezwykle ekscytujące. Jeśli nie dopadnie go żadna kontuzja, kampania 2016/17 będzie dla niego dopiero drugim pełnym sezonem w NBA. Dopiero w poprzednim zaczął regularnie rozpoczynać mecze w pierwszej piątce.

Póki co po siedmiu spotkaniach notuje najlepsze (prócz asyst) statystyki w karierze – 21,4 pkt., 4,7 zb., 2,6 as., 1,3 prz. oraz 45,9 proc. skuteczności rzutów z dystansu (6. wynik w lidze, biorąc pod uwagę graczy, którzy spędzają na parkiecie powyżej 20 minut i zaliczają co mecz więcej niż 4 próby). I trudno oprzeć się wrażeniu, że ten absolwent mało znanej uczelni Lehigh dopiero się rozkręca.

MO

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>