Cleveland zaorane – nie ma życia po LeBronie

Share on facebook
Share on twitter

Kiepskie kontrakty, możliwe odejście Kevina Love’a, perspektywa tankowania. Caveliers żegnając LeBrona Jamesa, pożegnają się z myślami o znaczącej pozycji na Wschodzie. Być może nawet na wiele lat.

Jr Smith / fot. wikimedia commons

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >>

Przed nami kolejne gorące lato z decyzją LeBrona Jamesa w tyle. Bukmacherzy zastanawiają się, gdzie trafi LBJ, choć fani Cleveland Cavaliers wciąż mają nadzieję. Ale co, jeśli spełni się czarny scenariusz i James odejdzie… po raz drugi?

Przyszłość drużyny z Ohio nie rysuje się w jasnych barwach. Fakt faktem, że zespół właśnie ma za sobą czwarty z rzędu występ w finałach, lecz to przede wszystkim efekt posiadania w drużynie kogoś takiego jak LeBron James. Teraz skrzydłowy poważnie zastanawia się nad przyszłością i wielce prawdopodobne jest, że ponownie zdecyduje się opuścić Cleveland.

Kibice Cavs muszą więc zastanowić się nad tym, co w sytuacji, jeśli do tego rzeczywiście dojdzie. W klubie zostanie co prawda jeszcze jeden all-star czyli Kevin Love, ale poza tym perspektywy nie są zbyt dobre. Jak się bowiem okazuje, tylko piątka zawodników Cavaliers za dwa kolejne sezony gry zainkasują łącznie… $144 milionów dolarów. Nazwiska tej piątki wrażenia niestety nie robią.

Love nową twarzą klubu?

Wrażenie robi za to suma, jaka łącznie wpłynie na konto takich graczy jak JR Smith, George Hill, Tristan Thompson, Kyle Korver oraz Jordan Clarkson. Wszyscy zawiedli w finałach, a wcześniej w zasadzie tylko Korver był regularnym wsparciem dla Jamesa – w czterech finałowych meczach 37-letni strzelec trafił jednak tylko… 1 rzut na 16 prób.

O błędzie Smitha w G1 wiele już było powiedziane, Hill nie okazał się zbawieniem na pozycji numer jeden (choć on akurat miewał i dobre mecze), a totalnym niewypałem był Clarkson. Dodatkowo, słabą fazę play-off miał pewny przecież wcześniej żołnierz LeBrona, czyli Thompson. Można tylko pomyśleć, co by było gdyby James miał odpowiednie wsparcie – wtedy z pewnością mógłby lepiej powalczyć z Warriors.

Jedynym, na którego kibice Cavs narzekać raczej nie mogą jest Kevin Love. Ale trudno wyobrazić go sobie jako lidera całej organizacji, gdyby James zdecydował się odejść. 29-letni podkoszowy sam chyba nie widzi siebie w tej roli, bo po zakończeniu finałów wprost stwierdził, że chciałby grać obok LeBrona już do końca swojej kariery.

Nadzieją wybór w drafcie

Ale jego życzenie wydaje się być z dnia na dzień coraz mniej prawdopodobne. James bardzo poważnie myśli bowiem o zmianie klubu, choć pod uwagę będzie brał szereg różnych rzeczy, w tym także preferencje swojej rodziny. Wciąż jest więc nadzieja dla fanów Cavaliers, dla których światełkiem w tunelu jest także wybór w top10 tegorocznego draftu od Brooklyn Nets.

Klub zatrzymał sobie bowiem ten pick (pozyskany w ramach wymiany Kyrie’ego Irvinga do Boston Celtics), choć była okazja wymienić go przed trade deadline. Po loterii draftu okazało się, że Cavs decydować będą z ósmym wyborem, tak więc jest szansa na pozyskanie topowego talentu. Na otarcie łez zostało też mistrzostwo z 2016 roku, o którym Cleveland nie zapomni nigdy.

Tomek Kordylewski

Wielka obniżka – nie przegap rewelacyjnych cen w Sklepie Koszykarza! >>




POLECANE