Cóż to był za mecz – Kyrie Irving znów katem Warriors

Share on facebook
Share on twitter

Cleveland Cavaliers nie pozwolili Golden State Warriors na rewanż za czerwcowy finał NBA. Kyrie Irving znów zdobył kluczowe punkty na wagę zwycięstwa 109:108.

(fot. Wikimedia)
(fot. Wikimedia)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

Doskonałe świąteczne starcie finalistów minionych rozgrywek było jak streszczenie pamiętnej czerwcowej serii. Długo prowadzili goście z Oakland, którzy jeszcze na 9,5 minuty do końca spotkania mieli nawet 14 punktów zapasu. Końcówka należała jednak do Cavaliers, a na końcu i tak liczył się tylko Kyrie Irving przybijający ostatni gwóźdź do trumny rywali.
Rozgrywający obrońców tytułu najlepsze zostawił na czwartą kwartę. Zdobył w niej 14 ze swoich 25 punktów. Dołożył też 10 asyst i już do pięciu przedłużył serię meczów, w których może pochwalić się taką właśnie średnią.

No i crème de la crème, czyli kolejny celny rzut na zwycięstwo w rywalizacji z wielkim rywalem z Zachodu. W finałach nie miał litości dla Stephena Curry’ego. Tym razem zatrzymać go próbował Klay Thompson. I był blisko. Naprawdę niewiele więcej mógł zrobić, kryjąc go jeden na jednego. Jednak cytując pewien slogan reklamowy, prawie robi, w tym przypadku ogromną, różnicę.

https://www.youtube.com/watch?v=0yNGRsLlb3A

Roztrwonienie prowadzenia 3:1 w finałach, trójka Irvinga sprzed nosa Curry’ego, teraz Thompsona, fantastyczny blok LeBrona Jamesa na Andre Iguodali, a teraz nawet plakaty, na które Kevina Duranta i Klay’a zaprosił 36-letni Richard Jefferson. Te mniejsze i większe rzeczy będą miały prawo „Wojowników” nawiedzać po nocach…

Skoro już wywołaliśmy do tablicy staruszka Jeffersona, nie wypada nie rozwinąć wątku jego wsadów nad młodszymi gwiazdami Warriors. Rezerwowy mistrzów NBA nie mógł wybrać sobie lepszej okazji do przypomnienia światu o swoich podniebnych talentach. Najpierw oberwało się Durantowi, który poczęstowany został jeszcze wymownym spojrzeniem. Niestety zdaniem sędziów zbyt wymownym, wszak prócz punktów Jeffersonowi przypisano po tej akcji także przewinienie techniczne.

Potem, gdy przy akompaniamencie totalnego szaleństwa na trybunach Cavaliers niwelowali straty, pamiątkowy plakat zafundował także Thompsonowi. Coraz więcej ich mają w Oakland do rozwieszania.

https://www.youtube.com/watch?v=PgqYiqfD-CM

Najwięcej punktów dla gości, i w ogóle w meczu, zdobył ten, którego w czerwcu jeszcze nie było, czyli Kevin Durant. Miał ich w sumie 36, ale w ostatniej akcji meczu, kiedy mógł jeszcze odzyskać dla Warriors prowadzenie na wagę zwycięstwa, nie był w stanie ograć pilnującego go Jeffersona. Pojawiły się oczywiście głosy, że obrońca przekroczył przepisy i faulował, ale arbitrzy gwizdka nie użyli.

W ogóle okoliczności, które sprzyjały w końcówce gospodarzom było kilka. Przed akcją, w której Irving trafił decydujący rzut, Cavs nie mieli już do dyspozycji przerwy na żądania, jednak z racji, że w poprzednim posiadaniu Dubs popełnili błąd 24 sekund, sędziowie postanowili zweryfikować, czy aby na pewno na zegarze głównym nie powinno być więcej czasu. Okazało się, że słusznie, a nawet gdyby tak nie było, mieli prawo to zrobić, ale Tyronn Lue dostał dzięki temu ponadprogramowy timeout na ustalenia ze swoimi zawodnikami.

Kwestią dyskusyjną mógł być także brak przewinienia technicznego dla LeBrona Jamesa za zbyt długie zawiśnięcie na obręczy i jej ewidentne szarpanie po efektownym wsadzie nad Draymondem Greenem i Durantem (kolejny plakat).

https://www.youtube.com/watch?v=js0sBrywQ2s

„Król” zdobył w tym meczu 31 punktów i zebrał 13 piłek. Trafił też 4 z 8 rzutów z dystansu. W meczach rozegranych w święta na własnym terenie ma już bilans 4-0. Dla jego zespołu było to czwarte z rzędu zwycięstwo nad Warriors i niezależnie od kilku spornych sytuacji mogło zrodzić pewne wątpliwości w głowach wielu fanów ekipy z Oakland. Zwłaszcza że Cavaliers grali przecież bez kontuzjowanego J.R. Smitha…

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >> 

POLECANE