• Home
  • Europa
  • Cóż za frajerska porażka Rosy – prezent dla Oldenburga

Cóż za frajerska porażka Rosy – prezent dla Oldenburga

Share on facebook
Share on twitter

Zapowiadało się na pogrom gości, było już 18 punktów przewagi, a skończyło się porażką po dogrywce. Rosa przegrała z EWE Baskets Oldenburg 66:70 i w Lidze Mistrzów ma bilans 1:2.

jackson2
fot. Tomasz Fijałkowski, Rosa Radom

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Zespół Wojciecha Kamińskiego zaczął tradycyjnie od gry na Darnella Jacksona – Amerykanin trafił za trzy punkty, potem dwa razy spod kosza, dzięki czemu zrobiło się trochę miejsca na obwodzie. Po kilku wybronionych akcjach poszły 2-3 kontry, w których trochę pozytywnego wiatru narobili Michał Sokołowski i (zdrowy już) Gary Bell.

Gdyby Kim Adams nie zaliczał grzybów spod kosza, szybciej mogło być 15 punktów różnicy. Ale i tak Rosa łatwo budowała przewagę, która po dwóch kwartach wynosiła już 40:24. Gospodarze niepodzielnie dominowali na parkiecie.

Goście z Niemiec nie mieli w pierwszej połowie praktycznie nic do zaoferowania, poza licznymi niecelnymi próbami rzutów z dystansu. Obudzili się nieco po przerwie, przeorientowali w końcu swoją ofensywę, kierując więcej piłek pod kosz. Obudził się też na dystansie weteran Rickey Paulding.

Rosa wpadła w poważne kłopoty, gdy Tyrone Brazelton usiadł odpocząć, a rozgrywanie powierzono Michałowi Sokołowskiemu. Pewny siebie, ale niekoniecznie słynący z chłodnej głowy „Sokół” wypadł w tej roli fatalnie – po jego błędach Oldenburg zbliżył się na zaledwie 5 oczek i uwierzył, że jednak może ten mecz wygrać.

Powrót Brazeltona, bardziej kontrolowana gra w ataku i marna skuteczność gości z gry uspokoiła mecz tylko na chwilę. W ostatniej minucie było już tylko 59:57 i piłkę mieli goście. Kolejne punkty spod kosza łatwo zdobył – najlepszy na boisku – amerykański podkoszowy Brian Qvale, dla którego Robert Witka nie był godnym rywalem w obronie.

Przy remisie piłkę wziął Brazelton, kozłował długo i nie oglądając się na kolegów rzucił sobie za 3 punkty. Nie trafił i można żałować, że nie pomyślał o wejściu na kosz, zagraniu akcji dwójkowej czy czymkolwiek, co dałoby faul lub większą szansę na punkty.

W dogrywce Rosa mocno opadła z sił, co spowodowało olbrzymie kłopoty w obronie. Szkody pod koszem nadal wyrządzał Qvale (10/12 z gry w meczu!), a w kluczowym momencie jako lider znów zawiódł Brazelton. Niemcy trafili rzuty wolne w ostatniej minucie i z lekkim niedowierzaniem opuścili parkiet w roli zwycięzców.

Warto podkreślić, że zespół z Oldeburga wystąpił w Radomiu w poważnym osłabieniu, choćby w porównaniu z niedawną wygraną na wyjeździe z Ventspils. Pod nieobecność największej gwiazdy – Maxime’a de Zeeuwa, Qvale i Schwethelm zdobyli po 20 punktów, a Paulding dołożył 17.

W Rosie, Gary Bell miał 16 punktów, ale dodał tylko 4 w drugiej połowie. Pełne statystyki z tego meczu znajdziesz TUTAJ >>

RW

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>