• Home
  • NBA
  • Gdzie jest Curry? Nawet Bulls ogrywają Warriors

Gdzie jest Curry? Nawet Bulls ogrywają Warriors

Share on facebook
Share on twitter

Osłabieni brakiem Kevina Duranta Warriors zaliczyli najgorszy ofensywny występ w tym sezonie. Stephen Curry i Klay Thompson strzelali ślepakami, a Chicago Bulls zwietrzyli krew i zwyciężyli 94:87.

(Fot. Wikimedia Commons)

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

Czy ktoś widział Stephena Curry’ego, jednogłośnie wybranego MVP minionych rozgrywek? Gość jest poszukiwany i ma niezwłocznie zgłosić się do biura Golden State Warrriors. Od trzech meczów człowiek biegający w koszulce z numerem 30 wcale nie przypomina bowiem tego bezczelnego, zwinnego młodzieńca, który trafia trójkę za trójką niczym precyzyjnie zaprogramowana maszyna.

W czwartkowym meczu z Bulls niby wyprzedził Kobego Bryanta pod względem liczby celnych rzutów z dystansu i awansował na 11. miejsce tejże klasyfikacji. Do dziesiątego Chauncey’a Billupsa traci tylko dwie, więc można niebawem spodziewać się kolejnego awansu, jednak przy aktualnym tempie wspinaczka po kolejnych szczeblach listy może się trochę przeciągnąć.

Do trafień nr 1827 i 1828 potrzebował jednal aż 11 prób. W ogóle w ostatnich trzech spotkaniach trafił tylko 4 z 31 rzutów oddanych zza łuku. Klay Thompson nie był dużo lepszy – wspólnie w tych spotkaniach złożyli się na 11/64. Daje im to fatalne 17 procent skuteczności…

Cała drużyna Warriors złożyła się w czwartek na raptem 6 trójek. Bulls trafili ich 5 i wygrali. Rzecz w dzisiejszych realiach NBA wręcz niespotykana. Goście po raz pierwszy od prawie dwóch lat, a dokładnie od 7 kwietnia 2015 roku, przegrali dwa kolejne mecze rundy zasadniczej. Przerwali tym samym serię 146 spotkań, w których udało im się podobnej sytuacji uniknąć.

87 punktów Warriors zdobytych w United Center to także ich najsłabszy wynik w obecnych rozgrywkach. A średnio zdobywają w nich przecież aż 117,5. Mogą się również pochwalić najwyższą efektywnością ofensywną w lidze, zdobywając przeciętnie 113,5 punktu na sto posiadań. W czwartek wartość ta wyniosła jednak zaledwie 84,3.

Pierwsze 7 minut czwartej kwarty wygrali 12:5. Curry trafił szalony rzut pod presją czasu oraz Nikoli Miroticia,  zmniejszający straty Warriors do jednego punktu, ale potem przyszła kolejna zapaść. Ostatnie 5 minut przegrali już 2:10, trafiając tylko 1 z 11 prób z gry, w tym żadnej z 7 dystansowych.

W pewnym momencie na parkiecie po stronie Warriors pojawił się nawet Matt Barnes, który dopiero co został ściągnięty jako zastępstwo za Duranta i miał w tym meczu jeszcze nie grać. Steve Kerr próbował wszystkiego, ale podobnie jak dwójka jego najlepszych koszykarzy był tego dnia bezradny. Koniec końców znów oberwało się tablicy do rozrysowywania zagrywek.

Bulls w skutecznej krucjacie poprowadził Jimmy Butler, autor 22 punktów, 5 zbiórek, 6 asyst, 4 przechwytów oraz bloku. Gospodarze wykorzystali słabość rywala, wygrali walkę na tablicach 49:41, w tym 9:5 w ostatnich 5 minutach meczu. Zwycięstwo to zwycięstwo, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej Warriros ten mecz przegrali, niż Bulls go wygrali.

To są buty najlepszych koszykarzy NBA – zobacz >>

Mateusz Orlicki

https://www.youtube.com/watch?v=jriCo_5U1qc