fot. Krzysztof Cichomski / King Szczecin
Starcie drużyn z różnymi celami – pomimo sporych problemów w tym sezonie, King walczy o obronę tytułu mistrzowskiego, z kolei Arka: o utrzymanie. Szczecinianie w poprzedniej serii gier nareszcie, po siedmiu domowych porażkach z rzędu, obrali odpowiedni kurs i pokonali w Netto Arenie Śląska. Z kolei ich dzisiejsi rywale przed tygodniem sprawili nie lada sensację, pokonując brązowych medalistów poprzedniego sezonu. Z pozoru zdecydowanym faworytem była ekipa Arkadiusza Miłoszewskiego, jednak gdynianie pokazali, że w stanie zagrozić nawet największym tuzom Orlen Basket Ligi.
Choć dopiero pełen wachlarz wsadów Setha LeDay’a zobaczymy w konkursie wsadów podczas zbliżającego się Pucharu Polski, już na samym początku meczu dał małą próbkę tego, co potrafi. Ewidentnie to wstrząsnęło zespołem, który z pewnością chciał sprawić drugą niespodziankę z rzędu. Szybkie tempo meczu im sprzyjało, dużo swobodniej czuli się w porównaniu z mistrzami Polski. Co ważne, liderzy zespołu aktywnie pomagali zespołowi – po dwie “trójki” dołożyli Andrzej Pluta Jr oraz Grzegorz Kamiński, wyprowadzając swój zespół nawet na 9 “oczek” przewagi.
Gospodarze szybko rzucili się do odrabiania strat, głównie za sprawą Andy’ego Mazurczaka, który dobrze wszedł w mecz, dając drużynie pozytywny impuls – w samej pierwszej kwarcie zanotował 9 punktów i 3 asysty. Ofensywna pierwsza kwarta (aż 29 oczek w wykonaniu przyjezdnych) dawała dobry prognostyk na ciekawe widowisko w Netto Arenie. Gdynianie niemal we wszystkich spotkaniach są underdogiem, choć dziś poważnie stawili czoła aktualnym mistrzom Polski.
Obraz gry w drugiej części gry diametralnie się zmienił, obie drużyny chciały wybić sobie nawzajem skuteczną i łatwą ofensywę. To na dłuższą metę nie wychodziło, dziś w Szczecinie górowała ofensywa. Goście niepotrzebnie wdarli się w wymianę ciosów, która bezsprzecznie w tym fragmencie wygrali szczecinianie. King odzyskiwał prowadzenie, jednak po 20 minutach przegrywał różnicą dwóch “oczek” (44:46).
Dopiero po zmianie stron mistrzowie Polski wrócili na odpowiednie tory – rozpoczęli trzecią kwartę od serii 15:1, świetnie zatrzymali potencjał ofensywny ekipy Wojciecha Bychawskiego. Powoli dawała się we znaki różnica klas obu drużyn, przede wszystkim gospodarze byli pewni swego i konsekwentni w tym, co robią. Straszliwie gdynianie pogubili się w ataku, choć mistrzowie Polski cały czas nie mogli odskoczyć na więcej niż 12 “oczek”. To, co udało im się zbudować w kilka minut, na początku drugiej połowy po prostu nie stracili.
Arka po dwóch dobrych kwartach kompletnie się zacięła, w trzeciej zdobyła zaledwie 8 punktów. To ona finalnie zaważyła na szesnastej porażce zespołu z Gdyni, dla którego każda wygrana jest na wagę złota. Stracili na skuteczności i efektywności, a to zasługa dobrej defensywy rywali. Ekipa Arkadiusza Miłoszewskiego, mimo niewysokiej zaliczki do końcowej syreny, miała mecz pod kontrolą, a w finalnej fazie spotkania po dwóch stratach Kacpra Gordona dobijała gwoździe do trumny Arki. Ostatecznie rozmiary porażki, mimo udanej pierwszej połowy, zatrzymały się przy 18 “oczkach” (73:91).
Double-double zaliczył Andy Mazurczak (15 punktów i 11 asyst), solidnie zaprezentowali się także m.in Darryl Woodson (18 punktów, 7/12 z gry, 3/5 za 3) oraz Zac Cuthbertson (23 punkty, 9/12 z gry). Dla Arki kolejne double-double zanotował Seth LeDay (18 punktów i 14 zbiórek). Obcokrajowcy Arki zdobyli niemal połowę punktów zespołu – 36 z 73.
Autor tekstu: Błażej Pańczyk