PRAISE THE WEAR

Dąbrowa kończy imprezy – jest patent na Stelmet

Dąbrowa kończy imprezy – jest patent na Stelmet

– Bardzo dobrze odczytaliśmy ich obronę, skauting przyniósł efekty. Stelmet na początku sezonu nie gra na 100 proc., a dla nas każdy mecz jest jak play-off – mówi Bartłomiej Wołoszyn.

Bartłomiej Wołoszyn (fot. Adrianna Antas/MKS Dąbrowa Górnicza)

Śniadanie Mistrzów – wygrywaj rano ze Sklepem Koszykarza >>

W sobotę MKS Dąbrowa Górnicza pokonał Stelmet 86:83 i było to jego trzecie kolejne zwycięstwo z mistrzem. W poprzednim sezonie zespół z Zagłębia wygrywał 83:77 u siebie oraz 75:65 na wyjeździe. Po tym drugim meczu (MKS przerwał serię 50 ligowych wygranych Stelmetu w CRS) słynnym „Koniec imprezy!” konferencję prasową uciął Janusz Jasiński.

Dąbrowa ogrywała mistrza mając 5/20 za trzy (listopad 2016), 18 strat (luty 2017), gdy rywal trafiał 57 proc. rzutów z gry (październik 2017). Słowem – koszykarze z Zagłębia wcale nie grali jakichś wyjątkowych meczów pod każdym względem. Po prostu – ogrywali mistrza.

Ciężko mówić o patencie, bo zmieniliśmy trenera, mamy inne założenia. Każdy mecz był też inny – w sobotę na pewno mieliśmy Stelmet świetnie rozpracowany. Oni zmienili trochę obronę, spychają zawodników do linii bocznych i my to dobrze odczytaliśmy. Skauting trenera Winnickiego przyniósł efekty – mówi Bartłomiej Wołoszyn, który w sobotę rzucił 13 punktów.

Trener Anzulović bardziej wymagał od nas gry według własnych zasad. Mieliśmy je określone przed sezonem, potem wszystko maglowaliśmy i każde dostosowanie się do rywala też miało swoje zasady. Trener Winnicki bardziej polega na skautingu, ustawia wszystko pod kątem przeciwnika. W sobotę bardzo dobrze nam to wyszło, a na dodatek Aaron Broussard i Paulius Dambrauskas są idealnymi graczami do rozrywania takiej obrony, jaką proponował Stelmet – dodaje skrzydłowy MKS.

Wołoszyn zauważa też jednak różnicę w nastawieniu obu drużyn. – Wiadomo, Stelmet na początku sezonu dopiero się rozkręca, ma inne priorytety. Zagrał lepiej niż w Szczecinie czy Starogardzie, ale ma po dwa mecze w tygodniu, nie zawsze jest przygotowany tak, jakby chciał.

Natomiast my walkę o play-off zaczynamy od pierwszego meczu, dla nas każde spotkanie jest jak ostatnie. Wykorzystaliśmy to, że rywale nie byli w 100 proc. w formie – dodaje Wołoszyn.




On sam ze Stelmetem gra bardzo dobrze – w lutym w Zielonej Górze Wołoszyn miał double-double (21 punktów, 10 zbiórek), a średnie z tych trzech wygranych, to 16,3 punktu (56 proc. skuteczności z gry), 6,0 zbiórki oraz 2,6 asysty.

Paradoksalnie lepiej gra mi się z lepszymi, bardziej ułożonymi zespołami. Ja się wywodzę z takiej koszykówki z systemowego grania Urlepa lub Sagadina. Takiego, w którym każdy wie, co ma robić, za co odpowiada. Takie drużyny i zawodników łatwiej odczytać, wiesz, czego się możesz spodziewać w obronie, w ataku – mówi skrzydłowy MKS.

Do tego mam szansę sprawdzić się na tle najlepszych. Nie mam okazji grać w pucharach, więc mistrz Polski, reprezentanci kraju, wywołują u mnie większe emocje, mobilizację.

Dąbrowa zaczęła sezon od bilansu 3-1. Czym różni się obecny zespół od poprzedniego? – Na pewno dużą siłą jest to, że pozostał polski trzon, w realiach PLK można na tym bazować. To zasługa także trenera Anzulovicia, to on chciał byśmy podpisywali kontrakty na dwa lata.

Trener Winnicki daje nam większą możliwość, większą swobodę gry w ataku. Nawet Kuba Parzeński może rzucać za trzy, jeśli ma pozycję. Anzulović chciał realizowania systemu – dużo penetracji, przerzucenie na drugą stronę, dodatkowe podania. U Winnickiego masz szukać pozycji do rzutunawet po jednej zasłonie.

Mamy też dobrych obcokrajowców, takich, którzy robią różnicę. Aaron, „Dambra” i D.J. Shelton na swoich pozycjach się wyróżniają. Nie są liderami, ale wykonują świetną robotę i ułatwiają nam grę. Szczególnie „Dambra”, który dużo mija, rozrywa obronę, podaje. Dobrze się z nim gra – kończy Bartłomiej Wołoszyn.

Szczególnie ze Stelmetem.

ŁC

Śniadanie Mistrzów – wygrywaj rano ze Sklepem Koszykarza >>




Autor wpisu:

POLECANE

tagi

Aktualności

– Koszykówka to moja ucieczka od codzienności – przyznaje koszykarz Mateusz Bręk, u którego sukcesy sportowe w ostatnim czasie przeplatały się z trudnymi doświadczeniami poza parkietem. Kogo dziś widzi? – Po prostu chyba szczęśliwego człowieka, który cieszy się tym, że mógł spotkać się w kawiarni i porozmawiać o życiu – odparł, dodając później, że rozmowa ta była pewnego rodzaju formą terapii.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami