Dahntay Jones rozrabia, LeBron znowu płaci

Share on facebook
Share on twitter

Gdyby Dahntay Jones miał sam zapłacić karę za wykluczenie go z pierwszego meczu z Raptors, musiałby przeznaczyć na to 2/3 wypłaty. Na szczęście znów może liczyć na LeBrona Jamesa, który zobowiązał się pokryć jego straty.

Dahntay Jones / fot. wikimedia

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Podobnie jak przed rokiem, 36-letni Dahntay Jones do składu Cavs załapał się w ostatniej chwili. Tuż przed zakończeniem rundy zasadniczej podpisał z nimi kontrakt do końca sezonu, który gwarantuje mu raptem 9,127 dolarów wynagrodzenia. Od tamtego czasu na parkiecie spędził dokładnie 3 minuty i 5 sekund, a mimo to zdążył w tym czasie zarobić dwa przewinienia techniczne oraz grzywną w wysokości 6 tys. dolarów.

Jak do tego doszło? W pierwszym starciu w półfinale konferencji z Toronto Raptors został wpuszczony w samej końcówce na tzw. garbage time. Na 18 sekund przed końcową syreną wsadem po podaniu od Imana Shumperta podwyższył prowadzenie swojego zespołu do 14 punktów, ale nie dość, że zrobił to w ostatniej akcji, co według niepisanego kodeksu honorowego jest bardzo niemile widziane (ostatnio Raptors mieli o to pretensje do Lance’a Stephensona), to na dodatek tuż po tej akcji miał jeszcze coś do powiedzenia Jakobowi Poeltlowi.

Za to otrzymał pierwsze przewinienie techniczne, jednak zamiast siedzieć cicho, w okolicach połowy boiska Jones wdał się jeszcze w małą wymianę zdań z Normanem Powellem. Skutek? Obustronny „dach”, przez co Dahntay został dyscyplinarnie wyproszony do szatni i automatycznie obarczony wspomnianą karą finansową.

https://www.youtube.com/watch?v=S8Jkc9N4lXQ

– Tam naprawdę nie wydarzyło się nic specjalnego – tłumaczył się Jones w rozmowie z ESPN. – Nie wiem, co się stało. Powiedziałem jedynie: „Lepiej nie skacz” i za to dostałem pierwszego technika. A chwilę później drugiego, gdy Norman podszedł do mnie i wypalił: „Nie odwalaj takiego g***a!”. Odparłem na to „I co zamierzasz zrobić?”. Bez żadnych wulgaryzmów.

Można by rzec, łatwo przyszło, łatwo poszło. Play-offowa, dorywcza robótka dla mistrzów NBA omal nie zamieniła się w regularny wolontariat. Na szczęście szeregowi „Kawalerzyści” zawsze mogą liczyć na LeBrona Jamesa, któremu sporo można zarzucić, ale na pewno nie to, że ma węża w kieszeni. A przynajmniej nie wtedy, gdy rzecz dotyczy jego kolegów z zespołu.

Dla niego to oczywiście żadne pieniądze, wszak dzięki samej umowie z klubem jego majątek co godzinę wzrasta o kolejne 3,500 dolarów, jednak tym razem zaznaczył już, że co za dużo, to nie zdrowo.

– Po pierwsze, powiedziałem mu, że pokryję tę grzywnę, jeszcze zanim dowiedziałem się, ile w ogóle wyniesie – zdradził z uśmiechem na ustach LBJ. – To nie miało znaczenia. Ale powiedziałem mu też: „Słuchaj Dahntay, starczy tego dobrego. Nie możesz cały czas dawać się wyrzucać z meczów przeciwko Toronto, bo przestanę płacić twoje cholerne kary”. Ale tak, na ten moment nie ma się czym martwić.

James nawiązał oczywiście do sytuacji z zeszłorocznych finałów konferencji, kiedy w samej końcówce trzeciego pojedynku Jones zafundował cios poniżej pasa Bismackowi Biyombo, za co został potem zawieszony na mecz numer 4, a także otrzymał grzywną w wysokości 1/100 całkowitego wynagrodzenia od Cavs, czyli… 80 dolarów. Również wtedy, jeszcze zanim jasne stało się, ile ona wyniesie, karę nałożoną na starszego kolegę zobowiązał się pokryć LBJ.

Kolekcja zegarków NBA – Tissot w szczytowej formie! >>

Mateusz Orlicki

https://www.youtube.com/watch?v=40bNmdhKMOM