Damian Lillard: A ja do superteamu nigdy nie odejdę!

Share on facebook
Share on twitter

Mówi, że w konflikcie typu Dawid vs. Goliat bardziej pasuje mu rola tego słabszego. Damian Lillard zarzeka się, że nie mógłby postąpić jak Kevin Durant i za nic nie dołączyłby do Golden State Warriors.

lillard
fot. wikimedia commons

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Podejście środowiska koszykarskiego do tworzenia się tzw. wielkich trójek, superdrużyn itd. staje się coraz bardziej liberalne. Kibice częściej dają oznaki ekscytacji zamiast poirytowania. Zawodnicy z kolei rozumieją, że każdy ma prawo postępować wedle własnych motywów, a NBA to dziś głównie biznes, w który angażują się również ludzie niekoniecznie pałający bezgraniczną miłością do koszykówki.

W tym wszystkim przetrwały oczywiście liczne głosy wyrażające dezaprobatę dla łączenia sił przez największe gwiazdy ligi. Jak zauważa jednak chociażby Jamie Cooper z magazynu Dime, stanowisko to w większości obierane jest przez przedstawicieli lub zwolenników tzw. starej szkoły. Ruchy podobne do tego, jaki poczynił tego lata Kevin Durant, otwarcie najczęściej krytykują bowiem byłe gwiazdy ligi, w tym np. złotousty Charles Barkley.

Spośród aktywnych graczy do sprawy sceptycznie odniósł się chociażby Damian Lillard, który rok temu zostawiony sam na placu boju przez czterech kolegów z wyjściowego składu uzgodnił z Portland Trail Blazers warunki 5-letniego przedłużenia umowy. W wywiadzie udzielonym SiriusXM NBA Radio tłumaczył, dlaczego postawiony przed podobnym wyborem co Durant nie podjąłby się gry dla „Wojowników” i że status „underdoga„, wiecznie niedocenionego, jest jedną z tych rzeczy, która dodatkowo napędza go do jeszcze cięższej pracy.

– Jeśli ktoś chce dołączyć do grupy ludzi i ostatecznie to robi, to nie jest to wbrew przepisom. Może to zrobić – powiedział 26-letni rozgrywający. – To po prostu wywiera większą presję w kontekście wygrywania, gdy to zrobisz. Niektórzy ludzie mówią „O, musieli to zrobić, żeby móc wygrywać”, ale my przecież gramy w tę grę właśnie dla zwycięstw. Więc kiedy ludzie to robią, to jest ich decyzja. Ja nie mógłbym tak postąpić. To po prostu nie jestem ja. Może po prostu mam za dużo dumy, albo za bardzo lubię rywalizację. Zresztą tak jest więcej zabawy. Starasz się obalić potwora i to zawsze daje mnóstwo radochy.

To nie pierwszy raz, kiedy Lillard w podobnym tonie odniósł się do tematu superteamów. W połowie lipca zapytany przez fana na Twitterze o to, czy podążając za nowymi trendami, nie zamierza przypadkiem wrócić do rodzinnego Oakland, odpowiedział jednoznacznie „Za cholerę”

Duch rywalizacji oraz lojalna względem macierzystego klubu postawa z pewnością zasługują na uznanie. Ciekawe jednak, czy wraz z upływem czasu i braku mistrzowskiego tytułu światopogląd młodej gwiazdy Blazers pozostanie nienaruszony. Nadchodzące rozgrywki będą jego piątymi na parkietach najlepszej ligi globu. Durant, zanim odszedł, w Oklahomie spędził 9 długich lat.

Mateusz Orlicki

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

POLECANE

Zespół z Gdyni, licząc PLK i EuroCup, przegrał 5 meczów z rzędu, a w ostatnich 4 nie zdobył nawet 70 punktów. Brak drugiego rozgrywającego mocno się teraz odbija na zmęczeniu i grze pozostałych zawodników, jednak – naszym zdaniem – decyzja o zatrudnieniu Armaniego Moore’a ma sens.

tagi