Damian Lillard z tym MVP wcale nie żartował

Damian Lillard z tym MVP wcale nie żartował

Share on facebook
Share on twitter

Mając do wyboru koronowanie LeBrona i debiut Kevina Duranta, wybraliśmy się do Portland, by obejrzeć show lidera Blazers w starciu z Jazz. Nie żałujemy.

(Fot. Wikimedia Commons)
(Fot. Wikimedia Commons)

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

Kilka dni temu wyznaczył cel przed swoim zespołem – awans do finału Konferencji Zachodniej. Później wyznaczył cel przed sobą – zgarnięcie tytułu MVP. Następnie usłyszał, że w wyścigu po tę nagrodę został faworytem Steve’a Kerra. Na końcu ruszył. Z kopyta.

39 punktów, 9 zbiórek i 6 asyst. Damian Lillard został pierwszym zawodnikiem od czasu Michaela Jordana, który pierwszy mecz sezonu zakończył z takim dorobkiem.

Fajna statystyka, miło słyszeć swoje nazwisko w jednym zdaniu z Jordanem, podobnie jak opinię trenera Warriors, że mogę zostać MVP. Ale na końcu to wszystko tylko słowa, a najważniejsza pozostaje gra. Dzisiaj wygraliśmy, więc było ok – komentował po meczu Lillard, jak zwykle niemal śmiertelnie poważnie, nie uśmiechając się choćby kącikiem ust.

Sezon rozpoczął jak zawodnik z Top5 ligi. Trafił cztery z sześciu rzutów za trzy, ale to nie one były najważniejsze. Istotniejsze, że w porównaniu z poprzednim sezonem mniej polegał na wymuszonych rzutach z 5-6 metra, a bardziej na – wydawałoby się – jeszcze trudniejszych próbach spod samego kosza, oddawanych w „towarzystwie” dużo wyższych rywali. Z Rudym Gobertem na czele.

One nie wzięły się z niczego. Przez całe lato trenowałem takie rzuty. Specjalnie wynająłem dwóch sparingpartnerów. Nie byli tak wysocy, jak Gobert, ale mieli grubo ponad 2 metry wzrostu. Odbijałem się od nich pod koszem trening po treningu, szukając balansu, który pozwoli mi regularnie trafiać nad rękoma wyższych rywali – tłumaczył „Dame”.

Damian Lillard i jego buty – też możesz takie mieć >>

W ostatniej kwarcie lider Blazers zdobył 16 punktów. Ale sam by meczu nie wygrał. Nie zawiedli jednak również jego najważniejsi pomocnicy – CJ McCollum i Allen Crabbe. Łącznie dołożyli 43 punkty, pudłując tylko jeden z siedmiu rzutów za trzy.

Jazz jeszcze w czwartej kwarcie prowadzili ośmioma punktami, bo świetnie w ich barwach debiutowali Goerge Hill (19 punktów i 6 asyst) i, przede wszystkim, Joe Johnson (29 punktów). Blazers nawet wówczas sprawiali jednak wrażenie niezbyt przejętych stratami. Jeszcze grając zawodnikami rezerwowymi (świetny Noah Vonleh!) je zniwelowali. A później Terry Stotts ponownie pozwolił wkroczył na parkiet Lillardowi.

Robiliśmy co mogliśmy, szarpaliśmy w obronie okrutnie, ale cóż: Lillard to całkiem niezły koszykarz. Czapki z głów przed Blazers – rozkładał ręce trener Jazz Quin Snyder.

Najważniejsze jest zwycięstwo, ale spójrzmy prawdzie w oczy: popełniliśmy mnóstwo błędów. Jestem przekonany, że stać nas na lepszą grę. Lillard? Przypominał zawodnika, którego dobrze znam z poprzedniego sezonu. Z jednym zastrzeżeniem: teraz jest w pełni zdrowy – przypominał Stotts.

damian_lillard4Ostatnie zdanie trenera Blazers jest jeszcze bardziej znaczące od linijki statystycznej godnej Jordana. Niewiele się o tym mówiło, ale przez większą część poprzedniego, tak przecież udanego sezonu Lillard zmagał się z przeciążeniowym urazem lewej stopy.

Nie byłem sobą, szczególnie w trakcie play-off. Nie mogłem wykonywać wszystkich ruchów, do których przywykłem. Nie byłem w stanie wyskoczyć z pełną siłą. Na szczęście to już przeszłość – wspomina Lillard.

Obecnie rysuje się przed nim całkiem ciekawa przyszłość. Ta najbliższa już w czwartek, gdy Lillard przywita w Moda Center Chrisa Paula i jego Clippers.

Michał Tomasik, Portland*

*więcej tekstów autora możecie przeczytać na Dzień dobry, Portland.

Znasz się na koszu? – wygrywaj w zakładach! >>

https://www.youtube.com/watch?v=KOz4KoyIAuc

POLECANE

tagi

NBA

Czas na podniebne ewolucje! Gościem podcastu Kamila Chanasa jest Piotr „Grabo” Grabowski, profesjonalny dunker, zwycięzca wielu konkursów wsadów do kosza.

Zapisz się do newslettera

Bądź na bieżąco z wynikami i newsami
Aż ciężko uwierzyć, że w Minnesocie do dziś nie uhonorowano Kevina Garnetta. Swojej koszulki pod dachem hali Orlando Magic wciąż nie może oglądać Shaquille O’Neal. Nikt też nie docenił w ten sposób kariery Gary’ego Paytona.
19 / 02 / 2020 10:27
Brak liderów kadry – Mateusza Ponitki i Adama Waczyńskiego – udało się przykryć w jednym z meczów, dzięki rewelacyjnej grze AJ-a Slaughtera i wsparciu ze strony Michała Sokołowskiego i Aarona Cela. W spotkaniach z Izraelem i Hiszpanią traciliśmy zdecydowanie za dużo punktów spod kosza, bardzo potrzeba nam dominującego w obronie środkowego.
25 / 02 / 2020 1:08