D’Angelo Russell w Warriors – mogą być kłopoty!

Share on facebook
Share on twitter

Przejście D’Angelo Russella do Golden State jest jednym z najdziwniejszych ruchów tego lata. Nawet jeżeli pominiemy fakt, że 23-letni rozgrywający występuje na tej samej pozycji, co najlepszy zawodnik Warriors, to Russell wciąż swoim stylem gry nie tylko gryzie się z nową drużyną, ale też nie uzupełnia jej podstawowych braków.

D’Angelo Russell / fot. wikimedia commons

PZBUK! Bonus powitalny 500 zł na start – podwajamy pierwszy depozyt!

Kłopot Nr 1: Styl gry

Zasadniczą przeszkodą, z którą przyjdzie zmierzyć się Steve’owi Kerrowi będzie włączenie do zespołu zawodnika, który zwyczajnie nie za bardzo do niego pasuje. I przyczyna ku temu jest wyjątkowo prosta: gra obu stron bazuje na zupełnie innych elementach.

System Warriors opiera się w dużej mierze na ruchu poszczególnych zawodników bez piłki. Ku temu wykorzystywane są przede wszystkim akcje po zasłonach oraz ścięcia. W obu tych kategoriach Wojownicy uplasowali się wyraźnie na pierwszym miejscu, gromadząc takich posiadań łącznie 26 na mecz.

U Russella średnia liczba takich sytuacji wynosiła równe jeden. W także istotnych dla zespołu z Kalifornii kontrach, ta różnica była proporcjonalnie trochę mniejsza, choć nadal spora – 20,6 posiadań GSW, do 2,6 u byłego gracza Brooklyn Nets.

Nie ma w tym bynajmniej niczego złego – Russell po prostu punktował na inny sposób i opierał się głównie na pick and rollach na piłce. Tego typu posiadania stanowiły blisko połowę wszystkich akcji Russella, którego w ich liczbie wyprzedził jedynie Kemba Walker. Z kolei Warriors wśród wszystkich drużyn znaleźli się pod względem tych akcji na miejscu… ostatnim. Russell ze średnią liczbą 11,4 pick and rolli na piłce zjadłby większość z 12,1 podobnych posiadań GSW.

Kerr traktował pick and rolle jako ostateczny as w rękawie, zazwyczaj czekając z ich użyciem w większym wymiarze do końcówek spotkań. Dzięki temu trener Dubs pozostawał przez większość meczu wierny charakterowi drużyny – statyczne pick and rolle są poniekąd przeciwieństwem dynamicznego, nieobliczalnego styl gry – pomimo że Warriors za sprawą Klaya Thompsona, Stephena Curry’ego i Kevina Duranta znaleźli się na pierwszym miejscu w ich efektywności.

Kłopot Nr 2: Potrzeby drużyny

Dodatkowym problemem jest to, że Russell może nie być w stanie pomóc w poprawie najsłabszych stron Warriors – albo inaczej: te się ze sobą pokrywają. Rozgrywający w poprzednim sezonie zaliczył znaczną poprawę w swojej grze: stał się bardziej skuteczny, lepiej nawigował po zasłonach, trzymał rywali w niepewności i w wielu posiadaniach wykazywał się chęcią do kreowania dogodnych pozycji kolegom.

Jednak ten nadal za często zadowalał się trudnymi pozycjami z półdystansu i pomalowanego – z których skończył ze skutecznością powyżej ligowej średniej – nie atakując bardziej agresywnie obręczy. Ledwie 15,9% wszystkich prób Russella pochodziło spod kosza, co dalej przekładało się negatywnie na liczbę rzutów wolnych.

Pod obręczą łatwiej o wymuszenie faulu aniżeli przy różnie krytym rzucie z półdystansu. Stąd dla trzydziestu pięciu zawodników, których usage (% akcji w ataku danego koszykarza zakończonych rzutem, także wolnym, lub stratą) wynosił więcej niż 25%, tylko jeden z nich notował mniej rzutów wolnych w przeliczeniu na zwykły rzut niż Russell.

Jak to ma się bezpośrednio do Warriors? „Dubs” zakończyli sezon na przedostatnim miejscu pod względem rzutów spod obręczy i na 3. od końca pozycji w liczbie wizyt na linii rzutów wolnych.

Co teraz?

– Nie sprowadziliśmy Russella z intencją, aby go ot tak wymienić – przyznał dla „The Athletic” Bob Myers. – Wielu ludzi już widzi wymianę z udziałem D’Angelo, mimo że jeszcze nie zobaczyliśmy go w naszej koszulce. Nie tak to postrzegamy. Sprawdźmy najpierw, czym dysponujemy, jak gra i jak się do nas wpasuje – argumentował generalny menedżer tegorocznych finalistów NBA.




Wprawdzie wiele wskazuje, że Russell nie jest klarownym dopasowaniem do Warriors, to trudno nie przyznać Myersowi racji. Nie warto od razu sprowadzać decyzji o podpisaniu DLo wyłącznie do jej biznesowej strony. Również sportowo ta ma nieśmiały sens. 23-latek był np. dobrym strzelcem w sytuacjach catch & shoot, natomiast Golden State nie zaszkodzi dodatkowa para rąk do wykreowania sobie rzutu.

Przy coraz bardziej popularnych ustawieniach na kilku kozłujących o dobrym podaniu, tli się przynajmniej cień szansy, że kombinacje z trójką Curry-Russell-Thompson przyniosą powodzenie (o ile w drugiej części sezonu na takowe będzie w ogóle okazja).

Niemniej aby ten związek mógł w ogóle wypalić któraś ze stron będzie musiała i tak się dostosować, oddać pewne aspekty składające się na tożsamość zawodnika i klubu.

Wydaje się, że wyjście jest gdzieś pośrodku, przy czym myślę, że to Russell będzie musiał oddać nieco więcej ze swojej gry niż Warriors – zamienić część posiadań z piłką na rzecz tych bez niej. Grając obok Curry’ego, może okazać się to nawet pomocnym rozwiązaniem dla Russella, jako że powstawałoby więcej okazji do łatwych punktów. Sam też może stwarzać okazje m.in. do ścięć dla innych.

Z drugiej strony, pojawia się pytanie, czy DLo zadowoliłby się mniejszą liczbą posiadań na piłce. Albo czy w ograniczonej roli w dalszym ciągu potrafiłby być równie skuteczny.

A może Kerr pójdzie w przeciwnym kierunku i postanowi wkomponować Russella do zespołu niejako z dala od niego, nie zabierając nic z jego gry? Może właśnie próba wplecenia gracza, którego obserwowaliśmy na Brooklynie, jego najlepszej wersji, byłaby właściwą receptą? Tylko czy wtedy obecność mniej aktywnego zawodnika bez piłki nie zagrażałaby płynności ataku? Czy tym samym Russell nie wstrzymywałby kolegów, którzy w statycznych sytuacjach nie czuliby się tak dobrze, jak w tych dynamicznych?

Nie ma w tym przypadku łatwych odpowiedzi, co sprawia, że trudno jednoznacznie przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się kariera Russella już w San Francisco. Kerr wielokrotnie wykazywał się inwencją oraz wybierał nieszablonowe drogi i nie inaczej powinno być tym razem. Przekonamy się, czy to wystarczy.

Łukasz Woźny, @l_wozny, Blog Autora na Facebooku znajdziesz TUTAJ >>




POLECANE

Pozycja Anwilu Włocławek na czele listy jest na początku sezonu niezagrożona. Na drugim miejscu widzimy Arkę Gdynia, nieco dalej Polski Cukier. Najsłabiej w tym momencie wyglądają zespoły z Gliwic, Radomia i Starogardu Gdańskiego.